Certyfikowany sprzęt używanyO nas Blog
KontaktRegulaminPolityka prywatności
© 2026 AudiofastStworzone przez Kryptonum
Zapisz się do newslettera
Przejdź do treści głównej
ProduktyMarkiBlogSerwis
KontaktKonto klientaKoszyk
Strona głównaRecenzjeRecenzja serwera muzycznego Roon z przet...

Spis treści

  • Z bliska
  • Odsłuch
  • Werdykt

Grimm Audio MU2

Centrum muzyczne z serwerem ROON, przetwornikiem DAC i wejściami analogowymi i cyfrowymi

76 700 zł
Recenzja9 czerwca 2026

Recenzja serwera muzycznego Roon z przetwornikiem cyfrowo-analogowym Grimm Audio MU2 w Stereonet

Autor i źródło recenzji: Eric Teh, Stereonet, czerwiec 2026 r.
Recenzję w oryginale można przeczytać TUTAJ

Historia firmy Grimm Audio sięga 2004 roku. Mające siedzibę w Veldhoven w Holandii przedsiębiorstwo od początku stawiało sobie za cel połączenie kompetencji najwybitniejszych specjalistów branży audio. Obecni właściciele, Eelco Grimm i Guido Tent, dysponują rozległą wiedzą techniczną oraz imponującym dorobkiem w branży. Ten drugi jest również dobrze znany ze swojej wiedzy w dziedzinie zegarów cyfrowych i układów zasilania, rozwijanej w ramach własnej firmy Tentlabs. Śledziłem jego działalność już przed dekadami, kiedy aktywnie udzielał się na forach audio. Grimm Audio koncentrowało się dotąd głównie na rynku pro audio, a jego zegary główne i przetworniki analogowo-cyfrowe znalazły zastosowanie w studiach nagraniowych na całym świecie.

Z bliska

MU2 to streamer muzyczny, przetwornik cyfrowo-analogowy oraz analogowy przedwzmacniacz. Urządzenie pełni również funkcję serwera i punktu końcowego Roon, odtwarzając muzykę z podłączonych nośników, zasobów sieciowych albo opcjonalnego wewnętrznego dysku SSD. Użytkownicy niekorzystający z Roona mogą używać MU2 jako renderera UPnP. Prostokątna obudowa jest kompaktowa i lekka — jej wymiary wynoszą 355 × 295 × 85 mm, a masa 4,5 kg. Choć urządzenie prezentuje się dobrze, jakość wykonania najtrafniej określić jako użytkową; brakuje tu tej kolekcjonerskiej, ponadczasowej solidności, którą znajdziemy w większości produktów z tego przedziału cenowego.

Centralnie umieszczony kolorowy wyświetlacz TFT LCD pokazuje podstawowe informacje, takie jak poziom głośności, częstotliwość próbkowania, tytuł utworu i wykonawca. Z tyłu znajdują się trzy wejścia cyfrowe: AES, koaksjalne i TOSLINK, a także dwa wejścia analogowe — XLR i RCA. Wejścia cyfrowe obsługują sygnały PCM do 192 kHz oraz DSD64 przez DoP, po czym są one przetwarzane przez układ FPGA MU2 w celu redukcji jittera.

Wyjścia przedwzmacniacza są dostępne zarówno w wersji zbalansowanej, jak i niezbalansowanej, a dla użytkowników słuchawek przewidziano gniazdo 6,3 mm. MU2 łączy się z siecią przez port Ethernet. Jeśli zrezygnowaliśmy z opcji wewnętrznej pamięci, bibliotekę muzyczną można podłączyć do pojedynczego gniazda USB-A umieszczonego z tyłu. Urządzenie nie ma wyjść cyfrowych, ale jeśli planujemy korzystanie z zewnętrznego DAC-a, właściwszym wyborem będzie streamer MU1 tej samej firmy.

Duże, srebrne, obrotowe pokrętło na górnej ściance obudowy służy do obsługi podstawowych funkcji i poruszania się po menu MU2. Obrót reguluje głośność, krótkie naciśnięcie wstrzymuje odtwarzanie, a dłuższe przytrzymanie otwiera ustawienia menu. Alternatywnie można skorzystać z pilota na podczerwień albo interfejsu WWW (http://www/). Przeglądanie biblioteki muzycznej i wybór utworów odbywają się natomiast za pomocą aplikacji sterującej Roon lub UPnP na telefonie bądź tablecie.

Wewnątrz MU2 łączy płytę serwera i punktu końcowego Roon znaną z modelu MU1 z firmowym przetwornikiem Major DAC. Producent deklaruje, że wbudowany DAC pozwala w pełni wykorzystać zalety zegara o niskim jitterze oraz wydajnego układu FPGA. Całość uzupełniają analogowy przedwzmacniacz i stopień wyjściowy dla słuchawek, tworząc kompletną, zintegrowaną cyfrową sekcję źródłową z przedwzmacniaczem.

Autorska sekcja cyfrowa wymaga krótkiego wyjaśnienia. Zamiast sięgać po gotowe rozwiązanie, Grimm połączył własny filtr cyfrowy Pure Nyquist z 1,5-bitowym przetwornikiem C/A oraz układem kształtowania szumu 11. rzędu. Producent twierdzi, że takie podejście pozwala ominąć ograniczenia innych metod konwersji, takich jak rozwiązania jednobitowe czy modulacja szerokości impulsu. Szczegółowy artykuł opisujący zasadę działania przetwornika można znaleźć na stronie Grimm Audio.

W przeciwieństwie do wielu produktów audiofilskich Grimm zdecydował się w MU2 na zasilacz impulsowy. Firma uważa, że to najlepszy sposób na dostarczenie wysokiego prądu wymaganego przez układ, przy jednoczesnym spełnieniu wymogów termicznych konstrukcji chłodzonej pasywnie. Aktywny przedwzmacniacz wykorzystuje regulację głośności opartą na przełączanych przekaźnikowo rezystorach — rozwiązanie często spotykane w konstrukcjach high-end ze względu na czystość brzmienia, niski poziom szumów i bardzo dobrą równowagę kanałów. Choć przedwzmacniacza nie da się pominąć, urządzenie można ustawić na określony stały poziom wyjściowy. W przeciwnym razie regulacja głośności działa w krokach co 1 dB, w zakresie od -79 dB do +8 dB.

Układ słuchawkowy oparto na wzmacniaczu operacyjnym pracującym w konfiguracji odwracającej. Za nim znajduje się bufor w klasie AB, w którym ograniczono zniekształcenia przejścia przez zero. Osiągnięto to poprzez wprowadzenie offsetu prądowego i napięciowego, przesuwającego punkt przełączania. Nie miałem okazji tego sprawdzić w praktyce, ale samo to rozwiązanie dobrze pokazuje staranność i dbałość o szczegóły, jakie włożono w każdy aspekt konstrukcji MU2.

Z perspektywy użytkownika Roona MU2 jest urządzeniem wyjątkowym. Przed pojawieniem się MU1 trudno było mi znaleźć sprzęt Roon, który oferowałby w pełni satysfakcjonujące brzmienie. MU1, którego sam używam, oraz MU2 to zdecydowanie najlepsze rozwiązania Roon, z jakimi miałem do czynienia; bez trudu przewyższyły one Roon ROCK, zoptymalizowaną instalację Roona na Linuksie oraz pasywnie chłodzony NUC z procesorem Intel i7, którego wcześniej używałem w swoim systemie.

Na potrzeby tej recenzji MU2 został podłączony bezpośrednio do pary końcówek mocy Matrix Audio MA-1 pracujących w trybie zmostkowanym. W systemie wykorzystano kolumny Apertura Audio Enigma MK II. Urządzenie obsługiwano wyłącznie za pośrednictwem Roona.

Odsłuch

Najlepiej opisać MU2 stwierdzeniem, że brzmi po prostu właściwie. Muzyka jest ciepła i pełna, bez śladu szorstkości czy utwardzenia. Wgląd w nagranie pozostaje zawsze krystalicznie przejrzysty, a drobne detale wydobywane są w sposób naturalny. Muzyka płynie swobodnie i nie męczy nawet podczas dłuższego słuchania.

W otwierającym utwór „Alia’s Abandon” Mammal Hands fortepianowym solo dźwięki fortepianu, a następnie saksofonu miały krystaliczną czystość, przy zachowaniu właściwej masy instrumentu i odpowiedniego ciężaru oddechu saksofonisty. Uderzenia perkusisty wypełniały przestrzeń akustyczną pogłosem, który naturalnie wygasał na głębokiej, szerokiej i wysokiej scenie dźwiękowej — niemal niepokojąco realistycznej. Nie było tu najmniejszego śladu odchudzenia ani spłaszczenia przestrzeni, tak często kojarzonych z dźwiękiem cyfrowym.

Sięgnięcie po dobrze znane utwory rockowe, takie jak „Layla” Erica Claptona, pokazało mocną stronę Grimma w odtwarzaniu koncertowej atmosfery. Swobodny, a zarazem chropawy głos Claptona był czytelny i oddany z dużą subtelnością. Detale wewnątrz nagrania, takie jak poszczególne głosy chórków, oklaski i okrzyki publiczności, były dobrze rozseparowane i wyraźnie słyszalne w miksie.

Bas w wydaniu MU2 był pełny, kontrolowany i szczegółowy. Powolne, niespieszne wykonanie „November 99” Manu Katchégo przynosi fakturowane dźwięki kontrabasu, głębokie i zwarte uderzenia perkusji oraz ciepło wybrzmiewające talerze. MU2 oddał to bez zarzutu, z idealną równowagą między energią niskich i wysokich częstotliwości. Nie ma tu ani podbicia, ani zaokrąglenia na skrajach pasma. W zależności od preferencji można było z równą przyjemnością śledzić głębokie nuty kontrabasu, mocną, a zarazem delikatną grę Katchégo na perkusji albo atak dźwięków fortepianu. Można też było po prostu usiąść wygodnie i cieszyć się występem.

Klubowe, taneczne uderzenia basu w „One More Time” Daft Punk pulsowały rytmicznie, a modulowany wokal Romanthony’ego miał dobrą projekcję. Na słabszym sprzęcie słychać tu przede wszystkim syntetyczne efekty. MU2 przyniósł jednak coś w rodzaju małego olśnienia — pozwolił zauważyć wielość warstw i faktur naniesionych za pomocą elektronicznej magii. Równie imponujący był sposób, w jaki samplowany podkład przez cały utwór przechodził między mono a stereo; na innym sprzęcie efekt ten bywa wyraźnie mniej czytelny.

Wielu konkurentów oferuje przejrzyście brzmiące regulacje głośności, ale brakuje im energii, swobody dynamicznej i „napędu” dobrego, dedykowanego przedwzmacniacza. Na szczęście Grimm stanął na wysokości zadania. Podłączony bezpośrednio do końcówek mocy Matrix Audio dawał poczucie czystości, życia i motoryki, jakich oczekuje się od sprzętu klasy referencyjnej. Po włączeniu do toru innego przedwzmacniacza brzmienie stawało się większe lub cieplejsze tonalnie. Jednocześnie trudno było pozbyć się wrażenia, że są to raczej dodatkowe podbarwienia dopasowane do gustu słuchacza niż większa wierność źródłu.

Kontakt z MU2 był uderzająco inny niż w przypadku większości komponentów hi-fi. Zamiast typowego audiofilskiego rozkładania dźwięku na czynniki pierwsze i analizowania poszczególnych aspektów technicznych pojawiała się głęboka, intuicyjna więź z muzycznym wykonaniem. MU2 osiągał to dzięki połączeniu znakomitych parametrów brzmieniowych z poczuciem spójności i swobodnego przepływu, które odbierało się jako naturalne i prawdziwie żywe. Zazwyczaj między muzykalnością a detalicznością trzeba iść na kompromis, jednak MU2 jakimś sposobem potrafi wyczarować jedno i drugie.

Werdykt

MU2 to wyjątkowy produkt, który reprezentuje absolutną czołówkę cyfrowego audio. Biorąc pod uwagę znakomite wyniki w opisanych wyżej obszarach, otrzymujemy dowód, że podejście „wszystko w jednej obudowie” może obyć się bez kompromisów. Owszem, cena wejścia jest wysoka, ale uzasadniona, jeśli uwzględnić zakres funkcji oferowanych przez MU2, ograniczenie liczby urządzeń w systemie, a także mniejszą liczbę kabli i dodatkowych akcesoriów do strojenia brzmienia. Jeśli pozwala na to stan konta, a korzystacie z Roona, odsłuch Grimma należy uznać za obowiązkowy.