Certyfikowany sprzęt używanyO nas Blog
KontaktRegulaminPolityka prywatności
© 2026 AudiofastStworzone przez Kryptonum
Zapisz się do newslettera
Przejdź do treści głównej
ProduktyMarkiBlogSerwis
KontaktKonto klientaKoszyk
Strona głównaRecenzjeRecenzja kondycjonera zasilania Shunyata...

Spis treści

Brak treści

    Recenzja20 października 2026

    Recenzja kondycjonera zasilania Shunyata Research Delta-X w The Absolute Sound

    Autor i źródło recenzji: Andrew Quint, The Absolute Sound, październik 2026 r.
    Recenzję w oryginale można przeczytać TUTAJ.

    Większość audiofilów ma swoją granicę tolerancji dla rozmaitych sposobów udoskonalania brzmienia. Po jej przekroczeniu zaczynają się pojawiać wątpliwości, czy rozważany produkt lub rozwiązanie rzeczywiście ma sens, czy może jest zwykłym oszustwem – czymś, co samozwańczy internetowi „eksperci” z lubością określają mianem „snake oil”, czyli cudownego specyfiku o wątpliwej skuteczności, albo po prostu „pseudonauki”. Niektórym miłośnikom dobrego dźwięku wystarczy odpowiednie wypoziomowanie kolumn i ustawienie ich na kolcach. Inni stawiają granicę przy kablach połączeniowych kosztujących tysiące dolarów lub drobiazgowych korektach kąta VTA wkładki gramofonowej w zależności od grubości odtwarzanej płyty. Są wreszcie tacy, którzy przyklejają do ścian pokoju odsłuchowego specjalne elementy poprawiające akustykę albo wydają niemałe pieniądze na urządzenia generujące częstotliwość podstawowego rezonansu Ziemi. I nie ma w tym nic złego – świat audiofilów powinien być na tyle otwarty, by znalazło się w nim miejsce dla każdego z tych podejść.

    Gdzieś pośrodku tego szerokiego spektrum znajdują się osoby, które przywiązują szczególną wagę do jakości energii elektrycznej zasilającej ich systemy audio. Muszę przyznać, że sam przez długi czas nie byłem do końca przekonany, jak istotne znaczenie ma czystość zasilania. Owszem, na przestrzeni lat kupiłem kilka przewodów zasilających lepszych od tych dołączanych fabrycznie do urządzeń, a nawet parę kondycjonerów zasilania, ale robiłem to raczej z poczucia obowiązku niż z głębokiego przekonania o ich skuteczności. Kiedy przystępowałem do przygotowania tej recenzji, wciąż korzystałem z urządzenia zasilającego, które kupiłem dwadzieścia lat wcześniej. Podłączonych było do niego osiem komponentów, jednak z biegiem czasu coraz częściej odnosiłem wrażenie, że pełni ono głównie funkcję… dekoracyjną.

    Oczywiście docierały do mnie informacje o nieustannym postępie w dziedzinie technologii redukcji zakłóceń. Szczególnie zainteresowała mnie recenzja kondycjonera zasilania Shunyata Research Everest-X (15 000 dolarów), opublikowana przez Roberta Harleya w 366. numerze „The Absolute Sound”. Urządzenie to zajmuje najwyższą pozycję w nowej serii „X” amerykańskiego producenta ze stanu Waszyngton i wraz z kilkoma przewodami zasilającymi tej marki otrzymało przyznawany przez magazyn tytuł najlepszego produktu zasilającego 2026 roku. Postanowiłem więc ponownie przyjrzeć się tej kategorii urządzeń, a Robert chętnie wyszedł mi naprzeciw, gdy tylko pojawiła się możliwość przetestowania znacznie przystępniejszego cenowo modelu Delta-X (4500 dolarów).

    Skontaktowano mnie z Grantem Samuelsenem, dyrektorem ds. marketingu i sprzedaży Shunyata Research, który od 23 lat jest prawą ręką Caelina Gabriela, założyciela firmy i głównego twórcy jej rozwiązań technicznych. Omówiliśmy szczegółowo warunki panujące w moim pokoju odsłuchowym oraz konfigurację systemu audio. Niedługo później pod moimi drzwiami pojawiły się trzy pokaźne kartony, skrywające łącznie trzynaście mniejszych pudełek. Niezależnie od przyjętej miary jedno było pewne – trafiła do mnie naprawdę imponująca ilość sprzętu Shunyata Research.

    Nie jest to miejsce na szczegółowe omawianie naukowych podstaw rozwiązań, nad którymi Caelin Gabriel pracuje od niemal trzech dekad. Nie jestem zresztą odpowiednią osobą, by podjąć się takiego zadania. Wszystkim zainteresowanym gorąco polecam publikowane na przestrzeni lat recenzje produktów Shunyata Research autorstwa Roberta Harleya (w tym tę z grudnia ubiegłego roku), a także artykuły techniczne dostępne na stronie producenta (shunyata.com). Są one napisane przystępnym językiem, rzeczowe i w dużej mierze pozbawione marketingowych ozdobników. Każdy, kto choć trochę interesuje się tą tematyką, powinien również poświęcić osiem minut na obejrzenie materiału, w którym Gabriel i Samuelsen wyjaśniają podstawowe założenia leżące u podstaw podejścia firmy do kondycjonowania zasilania (youtube.com/watch?v=M-xkQZ4qlDc).

    Wszystkie rozwiązania opracowane przez Shunyata Research opierają się na dwóch fundamentalnych koncepcjach. Pierwszą jest Dynamic Transient Current Delivery (DTCD), podkreślająca znaczenie zdolności do błyskawicznego dostarczania prądu, niezbędnej do uzyskania optymalnej jakości brzmienia systemu audio. Drugą stanowi zjawisko określane przez producenta mianem Component to Component Interference (CCI), czyli wzajemnych zakłóceń między urządzeniami. Chodzi o to, że same komponenty elektroniczne generują zakłócenia, które nieuchronnie wpływają niekorzystnie na pracę innych urządzeń audio znajdujących się w ich otoczeniu. „Wszystkie dwanaście patentów Caelina, cztery lub pięć kolejnych oczekujących na zatwierdzenie, a także wszystkie opracowane przez nas specjalistyczne podzespoły i technologie służą realizacji celów mieszczących się w tych dwóch obszarach” – wyjaśnił mi Samuelsen.

    Warto przyjrzeć się sześciu autorskim rozwiązaniom Shunyata Research, które wzajemnie się uzupełniają, realizując podstawowe zadanie kondycjonera Delta-X: oczyszczanie energii elektrycznej docierającej do podłączonych urządzeń, a tym samym potencjalne ograniczenie słyszalnych szumów i zniekształceń.

    Pierwszym z nich jest TAPc (Transverse Axial Polarization), technologia pasywnie redukująca zakłócenia elektromagnetyczne, co w praktyce przekłada się na odczuwalne obniżenie poziomu szumów tła. Kolejne rozwiązanie, QR/BB, zapewnia lokalną rezerwę energii, pozwalającą „ograniczyć wpływ impedancji indukcyjnej sieci zasilającej bez stosowania cewek, transformatorów czy kondensatorów”. Według producenta możliwość błyskawicznego dostarczania dużych ilości energii w chwilach zwiększonego zapotrzebowania korzystnie wpływa na dynamikę brzmienia i precyzję odwzorowania zależności czasowych.

    Technologia GPNR (Ground Plane Noise Reduction) odpowiada za filtrowanie zakłóceń obecnych w przewodzie uziemiającym, ograniczając w ten sposób interferencje o wysokich częstotliwościach. Podobne zadanie realizuje NIC (Noise Isolation Chamber), czyli komora izolacji szumów, w której zastosowano materiał ferroelektryczny pochłaniający niepożądane zakłócenia wysokoczęstotliwościowe. Z kolei wielostopniowe moduły filtrujące CCI zapobiegają przenoszeniu się zakłóceń przez sieć zasilającą pomiędzy podłączonymi do niej urządzeniami.

    Ostatnie rozwiązanie ma nieco inny charakter, ponieważ znajduje zastosowanie jeszcze przed dostarczeniem kondycjonera Shunyata Research do użytkownika. Mowa o KPIP v2 (Kinetic Phase Inversion Process), autorskiej metodzie obróbki, której szczegółów producent nie chce ujawniać. Proces ten trwa nieprzerwanie przez 96 godzin i ma na celu zmianę struktury metalu przewodzącego prąd na poziomie atomowym. Według Shunyata Research pozwala to znacząco skrócić czas potrzebny na osiągnięcie przez urządzenie pełni możliwości brzmieniowych, czyli tzw. wygrzewania.

    Delta-X jest prostopadłościanem o wymiarach 53,3 × 10,2 × 22,9 cm (szer. × wys. × gł.) i waży 6,4 kg. Wszystkie elementy służące do jego obsługi i podłączania urządzeń umieszczono na tylnym panelu. Obok kołyskowego włącznika zasilania znajduje się 20-amperowe gniazdo IEC C19, umożliwiające podłączenie wybranego przewodu zasilającego do gniazdka sieciowego. Do dyspozycji użytkownika oddano osiem gniazd NEMA 5-20R, rozmieszczonych w czterech parach. Każdą z nich otacza pomysłowy, przypominający kształtem cyfrę osiem wspornik przewodów, który zmniejsza naprężenia działające na połączenia, szczególnie w przypadku ciężkich kabli zasilających – zarówno tych produkowanych przez Shunyata Research, jak i innych producentów.

    Ponieważ większość urządzeń mojego systemu audio znajduje się na stolikach ustawionych wzdłuż jednej ze ścian pokoju odsłuchowego o wymiarach około 4,6 × 4,6 m, natomiast dwie końcówki mocy stoją z przodu pomieszczenia, pomiędzy kolumnami, Grant Samuelsen przysłał mi dwa kondycjonery Delta-X. Choć urządzenie zaprojektowano z myślą o ustawieniu na półce, nic nie stoi na przeszkodzie, by umieścić je również pionowo, z przednim panelem skierowanym w dół i gniazdami zasilającymi zwróconymi ku sufitowi. Takie ustawienie pozwala zaoszczędzić miejsce, co w moim przypadku ma szczególne znaczenie, ponieważ podczas korzystania z wielokanałowego systemu dźwięku przestrzennego Delta-X musi dzielić dostępną przestrzeń z kolumną centralną. Dodatkową zaletą takiego rozwiązania jest łatwiejszy dostęp do gniazd zasilających.

    Przez cały okres testów korzystałem ze znakomitych, nowych kolumn Gershman Acoustics Symphoria, których recenzja ukazała się w 372. numerze „The Absolute Sound”. Już bez kondycjonowania zasilania imponują one dynamiką, wiernością barw, rozciągnięciem niskich tonów oraz umiejętnością budowania przestrzeni dźwiękowej. Za ich napędzanie odpowiadały monofoniczne końcówki mocy Tidal Ferios G2. W roli transportu płyt pracował Sony X1100ES, natomiast odtwarzaniem plików muzycznych, zarówno przechowywanych lokalnie, jak i pochodzących z serwisów streamingowych, zajmował się mój stały serwer Baetis Reference 5. Oba źródła cyfrowe przesyłały sygnał do przetwornika cyfrowo-analogowego z przedwzmacniaczem Tidal Contros. W torze analogowym wykorzystywałem przewody Siltech, natomiast połączenia cyfrowe realizowały kable Wireworld (AES) oraz Apogee Wyde Eye (S/PDIF).

    Oprócz dwóch kondycjonerów zasilania Delta-X firma Shunyata Research dostarczyła mi również cztery modele przewodów zasilających, które mogłem wykorzystać podczas odsłuchów: Theta-X o długości 1,75 m (998 dolarów), Alpha-X 1,75 m (2850 dolarów), Sigma-X 1,75 m (4000 dolarów) oraz Omega-X 2 m (9000 dolarów).

    Krytyczne odsłuchy rozpocząłem od wprowadzenia do systemu zaledwie kilku elementów Shunyata Research. Jeden z kondycjonerów Delta-X zasilał monobloki Ferios G2, a sam pobierał energię z gniazdka ściennego za pośrednictwem przewodu Alpha-X NR. W moim systemie znajdowały się już jednak dwa wysoko cenione przewody zasilające Graceline Level-2, skonstruowane przez nieżyjącego już Chrisa Sommovigo. Postanowiłem pozostawić je na swoich miejscach, wykorzystując do połączenia kondycjonera Delta-X z końcówkami mocy.

    Wpływ kondycjonera Delta-X i współpracującego z nim przewodu zasilającego na jakość dźwięku okazał się natychmiast słyszalny i niezwykle wyraźny. Najbardziej oczywistą poprawę odnotowałem w najniższych rejestrach, gdzie bas zyskał na rozciągnięciu, czytelności i plastyczności. Równie łatwo, już po kilku minutach odsłuchu, można było dostrzec znaczące obniżenie poziomu szumów tła, które stało się jeszcze bardziej czarne, pozwalając kontrastom dynamicznym wybrzmieć z większą wyrazistością. Całe doświadczenie słuchania muzyki nabrało intensywności, angażując mnie w sposób, jakiego można sobie tylko życzyć.

    „No dobrze” – pomyślałem – „to naprawdę imponujące. Chyba możemy na tym poprzestać. Przecież pierwsze działanie mające na celu ograniczenie zakłóceń w systemie audio powinno przynieść większość, jeśli nie wszystkie, możliwe do usłyszenia korzyści, prawda?”. Jak się wkrótce przekonałem, byłem w błędzie. Okazało się, że to dopiero początek, a przede mną było jeszcze wiele kolejnych zmian na lepsze.

    A co usłyszałem? A może raczej – czego przestałem słyszeć? Poziom szumów tła obniżył się jeszcze bardziej, a mój system osiągnął niespotykany wcześniej poziom ciszy. I to w budynku mieszczącym szesnaście innych lokali, położonym w samym sercu siódmego co do wielkości miasta Stanów Zjednoczonych. Wokale nabrały niezwykłej czystości, a brzmienie orkiestrowych sekcji smyczkowych zyskało na bogactwie faktur i zróżnicowaniu. Przypomniało mi to coś, czego wielokrotnie doświadczam podczas koncertów na żywo: sekcja skrzypiec dużej orkiestry symfonicznej liczy od 25 do 30 muzyków, grających na instrumentach pochodzących z różnych epok i wykonanych przez różnych lutników. Ich wspólne brzmienie nie powinno więc przypominać jednych gigantycznych skrzypiec. I rzeczywiście, dzięki kondycjonerowi oraz przewodom zasilającym Shunyata Research, tak właśnie było – zachowana została indywidualność poszczególnych instrumentów. Podobnie na albumie Sweeter Than the Day z 2001 roku, nagranym przez jazzowego pianistę Wayne’a Horvitza, bez trudu można było usłyszeć, jak gitarzysta Timothy Young dubluje linię melodyczną fortepianu w początkowych i końcowych fragmentach tematu utworu LTMBBQ.

    Choć dla niektórych cena przewodu zasilającego Omega może być wręcz szokująca, ja sam bez wstydu czy rozgoryczenia przyjmuję do wiadomości, że jest to produkt zdecydowanie poza moim zasięgiem. Podobnie jak w czasach licealnych doskonale wiedziałem, których dziewcząt lepiej nie prosić do tańca. Nie zmienia to jednak faktu, że włączenie Omegi do toru zasilania, w miejsce przewodu Alpha-X łączącego gniazdko ścienne z kondycjonerem Delta-X, bezsprzecznie pozwoliło wydobyć kolejne warstwy muzycznie istotnych detali.

    W przypadku jednego z moich ulubionych nagrań testowych muzyki kameralnej – otwierającego Sonatę klarnetową nr 2 Brahmsa Allegro amabile, w wykonaniu Anthony’ego McGilla i Glorii Chien – wyraźnie poprawiła się czytelność charakterystycznie gęstego akompaniamentu fortepianowego, prowadzonego lewą ręką. Równie niezwykłe było wrażenie fizycznej obecności klarnetu McGilla. Instrument brzmiał jak rzeczywista, pusta w środku rura, w której muzyk za pomocą zadęcia wprawia w drgania słup powietrza. Realizm tego doświadczenia niemal nie ustępował temu, czego można doświadczyć podczas koncertu na żywo.

    Większe bogactwo niuansów barwowych dało się również usłyszeć w muzyce przeznaczonej na większe składy wykonawcze. W pełnej ironii pierwszej części Allegretto XV Symfonii Dymitra Szostakowicza pojawia się fragment, w którym partię pierwszych skrzypiec dubluje flet piccolo. W wielu systemach audio połączenie tych instrumentów daje nieprzyjemnie przenikliwy, niemal piskliwy dźwięk. Tym razem efekt ten został w znacznym stopniu złagodzony, ponieważ brzmienie smyczków i instrumentu dętego o najwyższym rejestrze stało się wyraźniej rozróżnialne. Można było bez trudu usłyszeć dwa odrębne głosy instrumentalne, które kompozytor świadomie połączył, by uzyskać zamierzony efekt brzmieniowy.

    Powróciłem do przewodu Alpha-X zasilającego kondycjoner Delta-X, do którego podłączone były końcówki mocy, a następnie uruchomiłem drugi egzemplarz Delta-X, również połączony z gniazdkiem ściennym przewodem Alpha-X. Tym razem kondycjoner dostarczał energię do przetwornika cyfrowo-analogowego z przedwzmacniaczem Tidal Contros oraz transportu Sony X1100ES. Do zasilania Tidala wykorzystałem przewód Sigma-X, natomiast Sony podłączyłem za pomocą Theta-X.

    To właśnie poprawa jakości zasilania urządzeń cyfrowych przyniosła najbardziej spektakularne zmiany w sposobie prezentacji przestrzeni dźwiękowej. W przypadku dobrze zrealizowanych nagrań popowych, takich jak „Disappear in Plain Sight” z najnowszego albumu Crashbox kanadyjskiej grupy Monkey House, wyraźnie poprawiła się separacja instrumentów oraz wielowarstwowych partii wokalnych. Scena dźwiękowa nabrała trójwymiarowości, rozciągając się daleko przed linię wyznaczoną przez kolumny głośnikowe.

    Doskonale znam również wersję tego albumu przygotowaną w formacie Dolby Atmos i muszę przyznać, że wrażenie przestrzennego zanurzenia w muzyce, którego doświadczam podczas odtwarzania w konfiguracji 5.1.4, zostało tutaj odtworzone w zaskakująco przekonujący sposób. Nie chodziło jednak tyle o otoczenie słuchacza dźwiękiem, ile o szczególny rodzaj przejrzystości brzmienia. Muzyka zyskała taką klarowność, że śledzenie kilku jednocześnie rozgrywających się wydarzeń muzycznych nie wymagało już niemal żadnego wysiłku.

    Jestem przekonany, że wszystkie te zmiany były następstwem ograniczenia różnego rodzaju zakłóceń elektrycznych, które wcześniej maskowały najsubtelniejsze informacje przestrzenne zawarte w nagraniach. Informacje te były tam obecne od samego początku, lecz dopiero teraz mogły zostać w pełni usłyszane.

    Efekty działania technologii Shunyata Research wzajemnie się uzupełniają i kumulują. Opisując swoje doświadczenia z produktami tej firmy, nie zamierzałem przedstawiać uniwersalnego przepisu, który każdy użytkownik sprzętu Shunyata powinien zastosować we własnym systemie. Wręcz przeciwnie. Chciałem przede wszystkim pokazać, że różnorodne metody redukcji zakłóceń wynikają z dogłębnego zrozumienia natury szumów elektrycznych oraz ich wpływu na działanie nawet najbardziej zaawansowanych systemów audio.

    Jak zapewne wielu czytelników wie, rozwiązania opracowane przez Caelina Gabriela znajdują zastosowanie nie tylko w audiofilskich pokojach odsłuchowych i studiach nagraniowych, lecz także w pracowniach cewnikowania serca i elektrofizjologii. W tych miejscach, jak się okazuje, zakłócenia elektryczne mogą mieć znaczenie nie tylko dla precyzji działania aparatury, ale wręcz decydować o ludzkim życiu.

    Biorąc pod uwagę różnicę w cenie przekraczającą 10 000 dolarów, można się zastanawiać, jak duży dystans pod względem jakości brzmienia dzieli model Delta-X od flagowego Everest-X, z którego korzysta Robert Harley. Nie jestem w stanie udzielić na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ nie miałem okazji bezpośrednio porównać obu urządzeń. Dostępne są jednak pewne obiektywne dane, które mogą rzucić nieco światła na tę kwestię.

    Everest-X, oferowany zarówno w wersji pionowej, przypominającej ściętą piramidę, jak i w postaci prostokątnej obudowy przeznaczonej do ustawienia na półce, waży dwukrotnie więcej niż Delta-X. Jego obudowa ma większą pojemność wewnętrzną i została wykonana z aluminium oraz stali, podczas gdy w tańszym modelu zastosowano wyłącznie aluminium. Everest-X wyposażono ponadto w gniazda CopperCONN, bardziej rozbudowany system tłumienia drgań, a także większe moduły QRBB i TAPc.

    W droższym kondycjonerze zastosowano również technologię Power HARP, pierwotnie wykorzystywaną w przewodach głośnikowych, której zadaniem jest ograniczanie zjawiska określanego przez producenta mianem „rezonansów prądowych” wewnątrz urządzenia. Everest-X poddawany jest także dłuższemu procesowi KPIP v2, trwającemu osiem dni, podczas gdy w przypadku Delta-X procedura ta zajmuje cztery dni.

    Warto jednak zwrócić uwagę na jeden szczegół wynikający z porównania opublikowanych danych technicznych obu modeli. Otóż zmierzona skuteczność tłumienia zakłóceń jest w obu kondycjonerach identyczna – zarówno w odniesieniu do zakłóceń przenikających z wejścia na wyjście, jak i tych występujących pomiędzy poszczególnymi strefami zasilania.

    Mea culpa – moja wina. Choć od wielu lat zaliczam się do grona zagorzałych audiofilów, nigdy nie traktowałem zapewnienia mojemu sprzętowi odpowiedniej jakości zasilania jako sprawy priorytetowej. Konsekwencją tego wieloletniego zaniedbania było to, że włączenie do systemu kondycjonera Delta-X oraz kilku przewodów zasilających Shunyata Research przyniosło największą jednorazową poprawę jakości dźwięku, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem. Trzeba oczywiście przyznać, że odkładając przez tak długi czas poważne zajęcie się problemem różnego rodzaju zakłóceń elektrycznych, sam stworzyłem warunki do uzyskania tak spektakularnych rezultatów. Jeśli przez dwadzieścia lat ignoruje się określony problem, trudno się dziwić, że jego rozwiązanie przynosi w końcu wyraźną poprawę. A im lepszy system audio, tym bardziej imponujące mogą okazać się efekty.

    Zakup kondycjonera Delta-X, przewodu Alpha-X do połączenia go z gniazdkiem ściennym oraz jednego lub dwóch podstawowych modeli przewodów zasilających z bogatej oferty Shunyata Research, przeznaczonych do podłączenia wzmacniaczy, pozwala stworzyć kompletny zestaw za mniej niż 10 000 dolarów. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jest to mała kwota. Uważam jednak, że w przypadku systemu audio o wartości 100 000 dolarów lub więcej przeznaczenie przynajmniej 10% tej sumy na odpowiedniej klasy rozwiązania zasilające nie jest przesadą. Dla tych z nas, którzy nie dysponują nieograniczonym budżetem i dla których flagowy Everest pozostaje poza finansowym zasięgiem, Shunyata Delta-X stanowi znakomity punkt wyjścia. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że pozwoli odkryć w posiadanym już sprzęcie możliwości brzmieniowe, których istnienia wcześniej nawet nie podejrzewaliśmy.

    Sam przyznaję się do winy – przez lata nie doceniałem znaczenia zaawansowanych technologii redukcji zakłóceń w systemie audio. A Wy? Przyznajecie się do podobnego zaniedbania czy uważacie się za niewinnych?