Test głośników Vandersteen 1C w Audio Video

Audio Video
Filip Kulpa
Vandersteen 1C ZJAWISKO
Na logikę Vandersteeny 1C nie mają racji bytu, zwłaszcza w Europie. Powstały w poprzednim stuleciu, są mało reprezentacyjne z wyglądu, obciążone cłem i kosztownym transportem. Krótko mówiąc, powinny być o wiele za drogie w porównaniu do konkurentów. O dziwo, jest na odwrót.
Kolumn tej firmy od dawna chciałem posłuchać. Richard Vandersteen, podobnie jak jeszcze kilku innych znanych konstruktorów ze stawów głośnikowych, ma fioła na punkcie spójności fazy. A tak się składa, że zadziwiająco duży procent zestawów określanych jako „phase and time coherent” trafia w mój gust. To chyba nie przypadek. Początkowo do testu miały trafić wielokrotnie droższe zestawy Quattro. W kryzysie mało kto jest jednak skory do wydania 40 tysięcy na parę kolumn. Po zbyć się 6 tysięcy jest znacznie łatwiej. I tak, w naszej redakcji pojawił się najtańszy model 1C. Gdy sprawdziłem, kiedy miał miejsce rynkowy debiut tych zestawów, przetarłem oczy ze zdumienia: 1996 rok! Kosztowały wówczas 719 dolarów za parę. Który inny producent odważyłby się nie ulepszać swojego – w dodatku tak przystępnego – produktu przez 13 lat? I do tego wciąż produkować go „u siebie” (fabryka jest w Hanford, w Kalifornii)? Vandersteen oferuje zaledwie 6 modeli kolumn, nie licząc głośników centralnych, efektowych i subwooferów. Jak na dzisiejsze czasy, dość skrom na to oferta.
Brak możliwości podłączenia widełek może zaboleć. Pokrętło służy do regulacji poziomu sopranów (+1, -3 dB)
Maskownica Vandersteenów jest na tyle gęsta, że głośniki i prawdziwy kształt górnej części obudowy widać dopiero pod bardzo silnym światłem. Cewka woofera znajduje się nieco przed tweeterem, wyznaczającym w tym wypadku oś akustyczną zestawów
Gdyby nie tabliczka z gniazdami głośnikowymi i regulacją tweetera, bardzo trudno byłoby odróżnić przód od tyłu... Regulowane podstawy są opcjonalne, ale lepiej od razu je uwzględnić (560 zł). Można je wypełnić piaskiem
OBUDOWY
Wygląd tych zestawów jest tyleż niekonwencjonalny, co zastanawiający. Niezdejmowalna gęsta maskownica z tkaniny zakrywa wszystkie ścianki, pomijając spód. Z punktu widzenia audiofilów ekscytujących się widokiem głośników – totalna nuda. Dla właścicieli kotów – potencjalny koszmar. Dla rodziców małych dzieci – absolutna rewelacja. Uszkodzenie głośników nawet przez ciekawskie rączki wykluczone, tym bar dziej że obiekt w ogóle nie wzbudzi zainteresowania. 1C są szersze niż głębsze. Nie zna czy to jednak, że takie właśnie proporcje ma sama obudowa. Gdyby zdjąć grill, naszym oczom ukazałby się widok na tyle paskudny, że współczynnik WAF (wife acceptance factor) sięgnąłby wartości ujemnych. Maskownica rozpięta jest na czterech pionowych słupkach wyznaczających zewnętrzny, prostopadłościenny obrys kolumn. Tylko w dolnej części odpowiada on kształtowi skrzyni, zaś w górnej skrywa dwa głośniki przymocowane do czegoś, co w ogólnym za rysie przypomina niewielką piramidę. Duży, 20-centymetro wy głośnik basowy zamontowany jest pod sporym kątem do pionu – około 30 stopni. Wyżej znajduje się twe eter przymocowany do tym razem już prostopadłościennej mini obudowy, tylko trochę większej niż średnica kołnierza. Zabieg ten, zastosowany także w wooferze, redukuje do minimum problem dyfrakcji. Pewną wątpliwość budzi natomiast fakt, że w bezpośrednim sąsiedztwie głośników znajdują się wspomniane słupki. Muszą powodować jakieś odbicia fal dźwiękowych. Widocznie jednak konstruktor uznał, że są one mniej szkodliwe od dyfrakcji na przedniej odgrodzie. Pochylenie woofera i wysunięcie go do przodu względem tweetera mają na celu wyrównanie czasowe obu głośników, co jest ważne o tyle, że filtry są 1. rzędu (6 dB/okt.). Jeśli słuchacz siedzi wyżej niż zwykle, powinien lekko odchylić kolumny do tyłu. W tym celu najlepiej posłużyć się opcjonalnymi podstawami ze stalowych kątowników zaopatrzonymi w trzy regulowane szpilki. Podstawy te, tak czy inaczej, warto kupić (poprawiają brzmienie, można je wypełnić piaskiem). Są skonstruowane tak, że w ustawieniu wyjściowym (szpilki wkręcone „po równo”) odchylają górną krawędź obudów o kilka centymetrów do tyłu. W instrukcji znajdują się szczegółowe wykresy ilustrujące zależność pomiędzy wysokością odsłuchu a odchyleniem kolumn. Vandersteen z całą powagą podkreśla znaczenie tego parametru (lub nie, jeśli nie ma takiej potrzeby) dla uzyskiwanych efektów dźwiękowych. I trudno się temu dziwić, skoro kolumny zaprojektowano ze szczególnym uwzględnieniem spójności fazowej. Podłączenie do wzmacniacza można zrealizować wyłącznie pojedynczym kablem głośnikowym zaopatrzonym we wtyki bananowe. Tuż obok mamy pokrętło regulacji wysokich to nów, które – jak twierdzi producent – jest całkowicie przezroczyste sonicznie. Na samym dole tylnej ścianki znajduje się szeroka szczelina – ujście portu. Vandersteen używa terminu „linia transmisyjna”, jednak sposób strojenia bardziej odpowiada typowemu bas refleksowi.
