Recenzja wzmacniacza monofonicznego Dan D’Agostino Momentum Z Mono Amplifier w Part Time Audiophile

Autor i źródło recenzji: Mohammed Samji, Part Time Audiophile, sierpień 2026 r.
Oryginał można przeczytać TUTAJ.
Monofoniczny wzmacniacz mocy Dan D’Agostino Momentum Z to znacznie więcej niż udoskonalona wersja urządzenia, od którego 15 lat temu rozpoczęła się historia firmy. Kosztujący 125 000 dolarów za parę Momentum Z wyposażono w nowy, stabilizowany stopień wyjściowy, dwa transformatory, całkowicie przeprojektowaną architekturę wewnętrzną oraz rozwiązania wyznaczające kierunek rozwoju najnowszej generacji produktów D’Agostino. Po pierwszym odsłuchu Momentum Z w fabryce firmy w Cave Creek w Arizonie przez kilka kolejnych miesięcy testowałem parę tych wzmacniaczy we własnym systemie – najpierw z przedwzmacniaczem Momentum C2, a później z nowym C2Z. Sądziłem, że Momentum S250 MxV może być ostatnim wzmacniaczem, jakiego kiedykolwiek będę potrzebował. Dan D’Agostino Momentum Z sprawił jednak, że zmieniłem zdanie.
Piętnaście lat temu działalność Dan D’Agostino Master Audio Systems zapoczątkował monofoniczny wzmacniacz mocy Momentum M300. Wszystkie późniejsze konstrukcje firmy – od wzmacniaczy Relentless i serii Momentum HD po przedwzmacniacz C2, stanowiący serce mojego systemu – wywodzą się z tego pierwotnego projektu. Kiedy więc Dan i Petra D’Agostino rozpoczęli przygotowania do obchodów piętnastolecia firmy, nie zdecydowali się stworzyć kolejnego monumentalnego urządzenia demonstrującego pełnię jej możliwości. Zamiast tego wrócili do samych początków. Chcieli ponownie przyjrzeć się konstrukcji Momentum i sprawdzić, jak daleko mogą ją rozwinąć, wykorzystując doświadczenie zdobyte przez 15 lat oraz możliwości znacznie większego zespołu inżynierów.
Po raz pierwszy zobaczyłem Dan D’Agostino Momentum Z w fabryce firmy w Cave Creek w Arizonie. Na prezentację zaproszono około 52 dealerów i dystrybutorów z różnych krajów oraz niewielką grupę dziennikarzy. Wydarzenie przypominało prawdziwe obchody jubileuszu, a nie kolejną prezentację produktu. Samą wizytę opisałem osobno, dlatego nie będę powtarzał całej historii. Zanim jednak przejdę do wrażeń z odsłuchów w domu, warto wspomnieć o kilku istotnych szczegółach.
Podczas premiery Dan wyjątkowo otwarcie opowiedział o źródłach tego pomysłu. Wykorzystał doświadczenia zdobyte przy projektowaniu stabilizowanego stopnia wyjściowego stosowanego we wzmacniaczach Krell FPB, produkowanych przez jego poprzednią firmę. Tym razem chciał uzyskać szybkość i kontrolę bez przyciemnienia ani agresywności, które część słuchaczy przypisywała tamtym konstrukcjom. Wyjaśnił to prosto: „Układ stabilizujący w Momentum Z jest znacznie szybszy niż sam wzmacniacz” oraz „Zastosowanie stabilizowanych tranzystorów wyjściowych pozwala osiągnąć coś wyjątkowego, czego nie da się uzyskać w żaden inny sposób”. Kiedy zapytałem, w jakim stopniu podczas projektowania kieruje się pomiarami, a w jakim intuicją, odpowiedział dokładnie tak, jak można się było po nim spodziewać: „Tak naprawdę nie interesuje mnie nic poza brzmieniem. Projektuję po prostu z myślą o tym, aby urządzenie dobrze brzmiało, i naprawdę nie obchodzi mnie, jak wypada w pomiarach ani jak wygląda”. Piętnaście lat później nadal projektuje w ten sam sposób. Dla porządku trzeba jednak dodać, że Momentum Z osiąga również znakomite wyniki pomiarów.
Dan D’Agostino Momentum Z jest ponadto pierwszym wzmacniaczem mocy tej marki, w którego stopniu wejściowym zastosowano tranzystory JFET. Bardzo wysoka impedancja wejściowa oraz niski poziom szumów własnych sprawiają, że doskonale nadają się one do pracy w tej części układu.
Wizyta w fabryce zakończyła się odsłuchem w domu Dana i Petry, położonym zaledwie kilka minut drogi od zakładu. Ich system ma z moim na tyle wiele wspólnego, że porównanie okazało się miarodajne: prototypowy przedwzmacniacz Momentum C2Z, cyfrowe źródło dCS Varèse oraz duże kolumny Wilson Audio. Ja korzystam z modelu Alexx V, oni zaś z XVX.
Spędziłem na kanapie około 30 minut. To zbyt mało, aby napisać recenzję, ale wystarczająco dużo, by stwierdzić, że Dan D’Agostino Momentum Z wnosi do brzmienia coś nowego. Bas miał wyjątkowo wyraźny kontur i znakomite zróżnicowanie, a źródła pozorne zajmowały ściśle określone miejsca. Najciekawsze było jednak to, że system zachowywał pełnię ekspresji także przy niskim poziomie głośności. Wyjeżdżając z Cave Creek, zadawałem sobie ryzykowne pytanie: czy to najlepszy wzmacniacz, jaki Dan kiedykolwiek zbudował? Na odpowiedź musiałem poczekać do chwili, gdy mogłem posłuchać go we własnym pokoju i bezpośrednio porównać z doskonale mi znanym Momentum S250 MxV.
Co naprawdę oznacza litera „Z”
Zanim przejdziemy do konstrukcji urządzenia, trzeba wyjaśnić znaczenie litery Z. Bill McKiegan, prezes D’Agostino, zaznaczył, że nie jest to jedynie nazwa wybrana z okazji jubileuszu. W elektrotechnice litera Z jest symbolem impedancji, a właśnie ona odgrywa kluczową rolę w konstrukcji tego wzmacniacza.
Typowa współpraca przedwzmacniacza z końcówką mocy opiera się na prostej zasadzie: przedwzmacniacz o niskiej impedancji wyjściowej przekazuje sygnał do wzmacniacza mocy o znacznie wyższej impedancji wejściowej. Bill porównuje tę konwencjonalną konfigurację do sytuacji, w której woda musi płynąć pod górę.
Dan D’Agostino Momentum Z zmienia tę zależność w sposób, z jakim wcześniej się nie spotkałem. Według Billa jego impedancja wejściowa wynosi 300 omów, co jest wyjątkowo niską wartością jak na wzmacniacz mocy. Dopasowany do niego przedwzmacniacz Momentum C2Z zaprojektowano tak, aby mógł dostarczać do takiego obciążenia prąd o znacznym natężeniu. Momentum Z nie tylko przyjmuje napięcie z przedwzmacniacza, lecz także pobiera z niego prąd. Wracając do analogii Billa: dzięki nowej technologii Z kierunek przepływu się odwraca i woda płynie już z góry na dół.
Bill uważa, że ten bezpośredni przepływ prądu w dużej mierze odpowiada za znakomitą dynamikę wzmacniaczy Momentum, nasycenie barw oraz wierne oddanie faktury instrumentów. Jest to niekonwencjonalne wyjaśnienie i sama analogia nie może oczywiście stanowić dowodu. Nabrała jednak większego znaczenia, gdy usłyszałem, co przyniosła zamiana przedwzmacniacza C2 na C2Z.
Przedwzmacniacz C2Z nie jest niezbędny do współpracy z Dan D’Agostino Momentum Z, lecz właśnie w tym zestawieniu kwestia impedancji staje się szczególnie interesująca. C2Z oraz nowy Relentless Z mają wyjątkowo niską impedancję wyjściową, dzięki czemu mogą dostarczać do Momentum Z więcej prądu. Oba urządzenia tworzą duet godny gwiazdki Michelin. Momentum Z może oczywiście współpracować z innym przedwzmacniaczem, ale połączenie go z modelem wykorzystującym technologię Z pozwala wynieść jakość brzmienia na jeszcze wyższy poziom.
Szczegóły konstrukcji Dan D’Agostino Momentum Z
Podczas wizyty w fabryce spotkałem się z Burhanem Coskunem, wiceprezesem D’Agostino do spraw inżynierii, i poprosiłem go o szczegółowe omówienie budowy wzmacniacza Dan D’Agostino Momentum Z. Burhan wskazywał kolejne sekcje urządzenia i wyjaśniał ich działanie. Szybko zdałem sobie sprawę, że nie zdołam tego wszystkiego zapamiętać, więc wyjąłem telefon i zacząłem nagrywać. O zagadnieniach technicznych opowiada z ogromnym entuzjazmem – i bardzo szybko. Naprawdę bardzo szybko. Niektórych fragmentów nagrania musiałem wysłuchać dwa lub trzy razy, aby przyswoić wszystkie informacje. Za każdym razem uwagę zwracały nie tylko rozwiązania techniczne, lecz także pasja, jaką Dan, Burhan i cały zespół włożyli w stworzenie tego urządzenia. Dopiero tutaj konstrukcja wzmacniacza zaczyna się robić naprawdę interesująca.
Sercem układu zasilania Dan D’Agostino Momentum Z są dwa transformatory zamiast jednego. W pierwotnej wersji Momentum pojedynczy transformator zasilał cały wzmacniacz. W Momentum Z jeden obsługuje dodatnią szynę zasilania, a drugi – ujemną. Każdy z nich ma moc około 1000 W, co zapewnia zasilaczowi łączną wydajność bliską 2 kW. Moc wyjściowa wynosi 500 W przy 8 omach, 1000 W przy 4 omach oraz 2000 W przy 2 omach. Impedancja moich kolumn Wilson Alexx V w niektórych zakresach spada do około 2,5 oma, parametry te mają więc znaczenie nie tylko na papierze. Zdaniem Burhana zastosowanie dwóch transformatorów pozwoliło także obniżyć poziom szumów i zniekształceń w porównaniu z wcześniejszym układem wykorzystującym jeden transformator. To imponujący zasilacz jak na wzmacniacz, który nadal mieści się na standardowej półce stolika audio.
Wnętrze Dan D’Agostino Momentum Z podzielono na dwa poziomy oddzielone miedzianą płytą. Na dolnym znajdują się transformatory, zaciski głośnikowe oraz wbudowany układ sterujący. Nad nimi umieszczono masywną płytę wykonaną z miedzi o czystości 99,9 procent i pokrytą warstwą kadmu. Usztywnia ona obudowę, wspomaga odprowadzanie ciepła i tworzy barierę elektromagnetyczną pomiędzy transformatorami a znajdującymi się wyżej wrażliwymi układami elektronicznymi. Nawet podczas pracy wzmacniacza pozostawała zaskakująco chłodna w dotyku. Widok otwartego urządzenia uświadamiał, jak wiele zaawansowanych rozwiązań technicznych kryje się pod efektowną miedzianą obudową.
Cztery wsporniki wykonane z czystej miedzi łączą elektrycznie całą konstrukcję i zapewniają jednolitą płaszczyznę masy w obrębie obudowy. Burhan wskazywał każdy z nich, omawiając poszczególne sekcje wzmacniacza. Większość właścicieli nigdy ich nie zobaczy, ale świadczą one o tym, jak dużą wagę D’Agostino przywiązuje do uziemienia i konstrukcji mechanicznej jako integralnych elementów projektu elektrycznego.
Na górnym poziomie nie ma żadnych luźnych przewodów. To prawdopodobnie szczegół, który najbardziej zapadł mi w pamięć. Wszystkie elementy znajdujące się nad miedzianą płytą połączono bezpośrednio, płytka z płytką, za pomocą specjalnych złączy modułowych. Burhan określił tę konstrukcję mianem „silnika lotniczego”. Patrząc na otwarty wzmacniacz, rozumiałem, co miał na myśli. Całość wygląda jak jeden kompletny, zaprojektowany od podstaw układ, a nie urządzenie złożone z zestawu płytek drukowanych i wiązek przewodów. Dolny i górny poziom łączy złącze pokryte dwumikronową warstwą złota, sprawdzone już w przedwzmacniaczu Momentum C2 oraz wzmacniaczu zintegrowanym Momentum MxV. Uwielbiam tego rodzaju rozwiązania, ale nawet ja nie spodziewałem się, że wnętrze Dan D’Agostino Momentum Z będzie aż tak rozbudowane.
Powrót do stabilizowanego stopnia wyjściowego
Wcześniejsze wzmacniacze Krell FPB zaprojektowane przez Dana należały do nielicznych konstrukcji audio wyposażonych w stabilizowany stopień wyjściowy. Słynęły z potężnego basu i znakomitej kontroli, ale w niektórych systemach mogły również brzmieć zbyt ciemno lub agresywnie. Dan doszedł ostatecznie do wniosku, że układ stabilizujący nie działał dostatecznie szybko.
W Dan D’Agostino Momentum Z układ stabilizujący pracuje wielokrotnie szybciej niż sam wzmacniacz. Jego zadaniem jest utrzymanie stałych warunków pracy stopnia wyjściowego niezależnie od wymagań kolumn oraz wahań napięcia w sieci zasilającej. Bill wyjaśnił to prościej: po pełnym ustabilizowaniu wzmacniacza ani kolumny, ani zasilanie sieciowe nie powinny wpływać na jego działanie.
W tym miejscu Burhan zagłębił się w szczegóły techniczne, za którymi nieco trudniej było mi nadążyć, dlatego tej części nagrania wysłuchałem kilkakrotnie. Podstawowa zasada jest jednak dość prosta: w układzie zastosowano tranzystory bipolarne z izolowaną bramką (IGBT), które zapewniają zarówno dużą moc, jak i precyzyjną kontrolę. Specjalne sterowniki tranzystorów IGBT dostarczają napięcie 98 V do każdej szyny zasilania i współpracują z kilkoma mikroprocesorami, utrzymując równowagę pomiędzy szyną dodatnią i ujemną. Jak wyjaśnił Burhan, obie szyny nieustannie wymieniają informacje. Jeżeli napięcie jednej z nich odbiega od wymaganej wartości, druga nie kontynuuje samodzielnie pracy. Układ czeka, aż parametry obu zostaną ponownie wyrównane.
Na tym jednak nie koniec. Kolejna grupa mikroprocesorów nieustannie kontroluje prąd spoczynkowy, składową stałą na wyjściu oraz temperaturę wzmacniacza. Cyfrowy układ stabilizujący odpowiada za najważniejsze funkcje sterowania, natomiast osobny stopień analogowy tłumi zakłócenia związane z tętnieniami zasilania. Nowy stopień wejściowy z tranzystorami JFET pracuje w układzie kaskody zawiniętej (folded cascode), który Burhan wielokrotnie określał jako „wyjątkowy”.
Dan D’Agostino Momentum Z jest także pierwszym wzmacniaczem mocy tej marki wyposażonym w złącze Ethernet. Po wpisaniu adresu urządzenia w przeglądarce na komputerze lub urządzeniu mobilnym podłączonym do tej samej sieci domowej użytkownik uzyskuje dostęp do panelu pokazującego w czasie rzeczywistym napięcia robocze, temperaturę, prąd spoczynkowy, składową stałą na wyjściu oraz stan 12-woltowego wyzwalacza. Można z niego również zmieniać ustawienia przedniego wyświetlacza. Funkcja ta przyda się właścicielowi, który chce na bieżąco kontrolować pracę wzmacniacza, ale prawdopodobnie okaże się jeszcze bardziej użyteczna dla sprzedawcy lub serwisanta diagnozującego problem bez konieczności otwierania obudowy.
Wiele z tych informacji można odczytać bezpośrednio z wyświetlacza Dan D’Agostino Momentum Z. Ekran na przednim panelu o rozdzielczości 48 × 80 pikseli pokazuje w czasie rzeczywistym prąd spoczynkowy, składową stałą na wyjściu oraz temperaturę, a przy każdym uruchomieniu wzmacniacz przeprowadza test diagnostyczny. Dzięki temu wyświetlaczowi i panelowi dostępnemu w przeglądarce Momentum Z informuje użytkownika o swojej pracy znacznie dokładniej niż jakikolwiek wcześniejszy wzmacniacz D’Agostino. Bardzo mi się to podoba. Wszystkie te procedury kontrolne mają jednak pewną niewielką wadę, do której wrócę później.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że D’Agostino zamierza zastosować rozwiązanie nazwane „Dual Domain Meter Display”, miałem pewne obawy. Mechaniczne wskaźniki inspirowane luksusowymi zegarkami są nieodłącznym elementem urządzeń D’Agostino i w dużej mierze decydują o charakterystycznym wyglądzie serii Momentum. W praktyce nowe rozwiązanie sprawdza się znakomicie. Jego pierwszą część stanowi cyfrowy ekran o wysokiej rozdzielczości, drugą zaś – mechaniczne wskaźniki umieszczone na górnej powierzchni obudowy. Zachowano w ten sposób charakterystyczny styl D’Agostino, a jednocześnie umożliwiono prezentowanie naprawdę przydatnych informacji. Ekran jest tak dobry, że na pierwszy rzut oka niemal nie dostrzega się jego cyfrowej natury. Całość wygląda znakomicie. Ten kierunek stylistyczny można już dostrzec w najnowszych produktach D’Agostino, takich jak Progression NEO.
Nawet układ rozprowadzania zasilania wykonano z litej miedzi. Dodatnia i ujemna szyna zasilania mają postać szynoprzewodów z miedzi o czystości 99,9 procent, pokrytych kadmem podobnie jak środkowa płyta obudowy. Zastępują one tradycyjne połączenia kablowe. Lite szyny pozwalają ograniczyć liczbę punktów styku i są mniej podatne na zakłócenia powodowane przez pobliskie pola magnetyczne. Oprócz aktywnych układów monitorowania i stabilizacji każdą szynę zabezpiecza osobny bezpiecznik 15 A.
Równie wiele uwagi poświęcono zaciskom głośnikowym Dan D’Agostino Momentum Z. Wykonano je z litej miedzi i pokryto warstwą złota o grubości 50 mikronów, aby zapewnić możliwie najwyższą przewodność oraz trwałość połączenia. To kolejny szczegół, nad którym większość właścicieli zapewne nigdy się nie zastanowi, ale pokazuje, jak skrupulatnie D’Agostino dopracowuje każdy element toru sygnałowego – nawet części znajdujące się na tylnej ściance wzmacniacza.
Na uwagę zasługuje również zespół konstruktorów. Dan D’Agostino Momentum Z jest produkowany w Stanach Zjednoczonych – tam powstają płytki drukowane i elementy obudowy oraz opracowywane jest oprogramowanie. Jeszcze bardziej zainteresował mnie sposób, w jaki firma kształci kolejne pokolenie inżynierów. Dan i Burhan współpracują z uczelniami, wcześnie wyszukują obiecujących studentów, pomagają im właściwie ukierunkować edukację, a następnie angażują ich w praktyczne prace konstrukcyjne. Zespół liczy już ponad 15 specjalistów reprezentujących różne dziedziny. Dan pozostaje jego główną siłą twórczą, ale szczególnie uderzyło mnie tempo, w jakim firma wprowadza kolejne innowacje. Moim zdaniem w dużej mierze jest to zasługa liczniejszego zespołu utalentowanych inżynierów, którzy ściśle współpracują z Danem i znacznie szybciej przekuwają jego szalone pomysły w gotowe urządzenia. Jako wieloletni użytkownik produktów tej marki doceniam także to, co oznacza to dla jej przyszłości. Zespół jest budowany z myślą o wieloletnim rozwoju, co daje mi pewność, że D’Agostino pozostanie na rynku jeszcze przez wiele lat.
Piętnaście lat po premierze pierwszego Momentum Dan wyraźnie powrócił do tej konstrukcji, czując, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Po zakończeniu prezentacji Burhana miałem głowę pełną informacji. Stopień skomplikowania konstrukcji robi wrażenie, ale sama złożoność układu nie gwarantuje dobrego brzmienia. Istotne jest to, że niemal każda decyzja projektowa służy temu samemu celowi: zapewnieniu stabilnej, cichej i szybkiej pracy stopnia wyjściowego, kiedy podłączone kolumny stawiają przed wzmacniaczem szczególnie wysokie wymagania, a ich impedancja spada w zakresie najniższych oktaw.
Forma i gabaryty Dan D’Agostino Momentum Z
Od zawsze podobały mi się proporcje mojego Momentum S250 MxV. To potężny wzmacniacz, który nie dominuje we wnętrzu, mieści się na standardowej półce stolika audio i wygląda niczym dzieło sztuki użytkowej.
Wzmacniacze Relentless oferują znakomite brzmienie, ale wymagają osobnych platform ustawionych na podłodze oraz pomieszczenia, którego przestrzeń pozwoli wizualnie zrównoważyć ich masywną formę. Nie każdy wyrafinowany system ma do dyspozycji tak duże wnętrze.
Dan D’Agostino Momentum Z zachowuje gabaryty charakterystyczne dla serii Momentum. W obudowie trzeba było wygospodarować miejsce na dwa transformatory, układ stabilizujący oraz dodatkową elektronikę sterującą, mimo to wzmacniacz wciąż mieści się na standardowej półce.
- Dan D’Agostino Momentum M400: masa 43 kg; wymiary 31,6 × 13,3 × 54,6 cm.
- Dan D’Agostino Momentum Z: masa 45 kg; wymiary 32 × 13 × 54 cm.
Momentum Z prezentuje się również bardziej luksusowo. Panele boczne wyfrezowano z pojedynczych bloków miedzi, nadając im wzór pełniący jednocześnie funkcję radiatora. We wcześniejszym Momentum zastosowano gładsze miedziane panele, których wykonanie wymagało znacznie mniej obróbki. Można preferować bardziej stonowany wygląd pierwowzoru, trudno jednak kwestionować jakość metalowych elementów nowej konstrukcji.
Podczas pierwszego porównania nie zmieniłem niczego więcej. Korzystałem z fabrycznych przewodów zasilających D’Agostino, a kable Transparent pozostawiłem dokładnie tak, jak zostały dostrojone do poprzedniego systemu. Samo włączanie wzmacniaczy daje zaskakującą satysfakcję. Duży przełącznik na tylnej ściance działa jak solidny wyłącznik automatyczny. Po jego uruchomieniu wybudzałem wzmacniacze z trybu czuwania za pomocą 12-woltowych wyzwalaczy przedwzmacniacza C2.
Następnie włączyłem muzykę. Spodziewałem się poprawy, ale nie sądziłem, że będzie aż tak duża.
Choć monobloki Dan D’Agostino Momentum Z były jeszcze nierozgrzane i dopiero co wyjęte ze skrzyń, od razu zrobiły na nas ogromne wrażenie. Mój przyjaciel Gary pomógł mi ustawić je na miejscu i już po kilku minutach obaj słyszeliśmy to samo: więcej subtelnych detali, naturalniejsze zróżnicowanie barw oraz delikatność, której nie spodziewałem się po konstrukcji dysponującej tak ogromną mocą. Pierwszym prawdziwym zaskoczeniem był bas. Przy wysokim poziomie głośności dynamika była równie imponująca, jak można było oczekiwać. Dla mnie ważniejsze okazało się jednak to, co następowało po ściszeniu muzyki. Bas zachowywał wyrazisty kontur, zróżnicowaną fakturę i fizyczną obecność. Drobne szczegóły stawały się łatwiejsze do usłyszenia, ale nadal pozostawały częścią muzyki, zamiast wysuwać się na pierwszy plan tylko dla efektu. Reakcja pierwszego wieczoru była emocjonalna, wiem jednak, że nie należy traktować wrażeń towarzyszących dużym zmianom w systemie jako ostatecznego werdyktu. Nowe urządzenia, związane z nimi oczekiwania oraz dwie ogromne drewniane skrzynie mogą wpływać na ocenę. Najważniejsze okazały się cechy, które pozostały niezmienne po kilku tygodniach słuchania.
Tak dobre brzmienie przy niskim poziomie głośności może mieć związek z prądem spoczynkowym wzmacniacza. Pierwszych około 40 W z dostępnych 500 W oddawanych jest w klasie A. W przypadku kolumn o skuteczności 90 dB moc ta wystarcza już do przekroczenia poziomu 106 dB z odległości jednego metra. Bill szacuje, że około 99 procent zwykłych odsłuchów – również przy głośności uznawanej przez większość osób za wysoką – odbywa się właśnie w tym zakresie.
Podczas zwiedzania fabryki Bill ujął ten cel następująco: „Duże wzmacniacze potrafią grać głośno, ale my projektujemy je z myślą o słuchaniu przy niskim poziomie głośności. Dlatego czystość brzmienia, kontrola przetworników oraz jakość i kontrola basu są w tym nowym wzmacniaczu naprawdę spektakularne nawet podczas cichego słuchania”. Dokładnie to słyszałem, jednak bardziej miarodajnym sprawdzianem będą sesje odsłuchowe opisane w dalszej części recenzji.
Przez kolejny miesiąc uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wracałem do ulubionych nagrań i stopniowo odkrywałem skalę zmian. Wzmacniacze napędzały kolumny z ogromną swobodą, a wskazówki zaczynały wyraźnie się wychylać dopiero po znacznym zwiększeniu głośności. Przypominało mi to, że przez większość czasu moje Alexx V pobierały mniej niż 40 W.
Modernizacja przedwzmacniacza Momentum C2 do wersji C2Z
Przez niemal pięć tygodni słuchałem Dan D’Agostino Momentum Z z moim dotychczasowym przedwzmacniaczem C2, zanim został on zmodernizowany do wersji C2Z. Już w tym zestawieniu zastąpienie S250 MxV monoblokami Momentum Z przyniosło jedną z największych zmian, jakie kiedykolwiek usłyszałem po wymianie wzmacniacza w swoim systemie. C2Z nie zmienił podstawowego charakteru końcówek mocy, lecz jeszcze wyraźniej ukazał ich możliwości. Scena dźwiękowa bardziej się otworzyła, kontrasty dynamiczne stały się gwałtowniejsze, a instrumenty pojawiały się w przestrzeni z jeszcze większą swobodą. Z technicznego punktu widzenia niższa impedancja wyjściowa pozwala przedwzmacniaczowi dostarczać prąd do Dan D’Agostino Momentum Z bez zbędnych ograniczeń. W odsłuchu oznaczało to po prostu większą swobodę i bardziej zdecydowany charakter brzmienia, bez rozjaśnienia ani zaostrzenia przekazu.
Na czym właściwie polega modernizacja C2Z?
W istocie C2Z jest przedwzmacniaczem C2 z całkowicie nowym stopniem wyjściowym. W połączeniu z Dan D’Agostino Momentum Z tworzy duet godny gwiazdki Michelin. Najważniejszą zmianą jest niezwykle niska impedancja wyjściowa. W C2Z topologię opartą na tranzystorach FET, stosowaną już w stopniu wejściowym C2, wykorzystano również w stopniu wyjściowym.
Impedancja wyjściowa pierwotnego Momentum HD wynosiła 0,08 oma, natomiast w modelu C2 obniżono ją do 0,05 oma. Ze względu na wyjątkowo niską impedancję wejściową Momentum Z konstruktorzy D’Agostino ponownie przyjrzeli się stopniowi wyjściowemu C2, aby sprawdzić, jak daleko można rozwinąć jego możliwości. Efektem jest C2Z, w którym impedancję wyjściową zmniejszono do 0,01 oma.
Właściciele C2 mogą zamówić modernizację do wersji C2Z za pośrednictwem autoryzowanego sprzedawcy w cenie 10 000 dolarów. Prace mogą zostać wykonane w domu właściciela i obejmują montaż nowych modułów stopnia wyjściowego oraz aktualizację oprogramowania układowego.
Cena nowego przedwzmacniacza C2Z wynosi 65 000 dolarów.
Kropka nad i: interkonekt dopasowany do impedancji urządzeń
Ostatnią zmienną był interkonekt. Mój C2Z łączy się z monoblokami Dan D’Agostino Momentum Z za pomocą zbalansowanych kabli Transparent Magnum Opus. Każdy z nich zawiera pasywny moduł, który firma Transparent dostraja do impedancji wyjściowej źródła oraz impedancji wejściowej podłączonego urządzenia. Moje kable były skalibrowane pod kątem pierwotnego C2 i S250 MxV, a z nową elektroniką nadal brzmiały znakomicie. Po modernizacji przedwzmacniacza do wersji C2Z odesłałem je jednak do firmy Transparent, aby ponownie dopasowano je do nowych wartości impedancji. Producent świadczy tę usługę za pośrednictwem swoich dealerów, a klient ponosi jedynie koszt wysyłki. Właściciele kabli Transparent Reference XL, Opus lub Magnum Opus powinni z niej skorzystać.
Bezpośrednio po ponownym podłączeniu kabli system brzmiał nieco niespokojnie, co po tego rodzaju pracach nie jest niczym niezwykłym. Po około 24 godzinach wszystko się ustabilizowało. Poprawa była mniejsza niż po przejściu z C2 na C2Z, ale dotyczyła tych samych aspektów brzmienia: pojawiło się nieco więcej swobody i plastyczności, a kontrola jeszcze się poprawiła.
Muzyka
Podczas tych sesji odsłuchowych postępowałem nieco inaczej niż zwykle. Zamiast od razu sprawdzać, jak głośno potrafią zagrać Momentum Z, poświęciłem wiele czasu na słuchanie przy naprawdę niskim poziomie głośności. Uzyskanie potężnego brzmienia z dużego wzmacniacza jest stosunkowo łatwe. Znacznie bardziej interesuje mnie to, czy podczas bardzo cichego odsłuchu system nadal zachowuje spójność przekazu. Jest to jedna z cech, które szczególnie cenię w swoich kolumnach Wilson Audio Alexx V, a Momentum Z rozwinął ją jeszcze bardziej.
Mon Rovia, „Crooked the Road”
Utworu „Crooked the Road” słuchałem przy poziomie głośności niewiele wyższym od szeptu.
Nawet wtedy w głosie Mon Rovii wyraźnie słyszałem jego fakturę i oddech, a wokal zachowywał namacalną obecność. Jego charakter pozostawał doskonale czytelny, choć nie był sztucznie eksponowany ani wysuwany na pierwszy plan. Stopa perkusji i gitara basowa nadal miały wyraźny kontur oraz odpowiednią masę, a scena dźwiękowa nie kurczyła się wraz ze zmniejszeniem głośności.
Właśnie to zapamiętałem najlepiej. Słuchałem cicho, lecz muzyka nie traciła skali. Wystukiwałem rytm stopą, zamknąłem oczy i szybko przestałem myśleć o systemie. Zamiast tego skupiłem się na Mon Rovii, jego historii oraz drodze, która doprowadziła go do stworzenia tej muzyki.
Właśnie tego oczekuję od sprzętu audio.
SYML, „Dim”
Utwór „Dim” został nagrany na żywo w katedrze św. Marka w Seattle – miejscu, które dobrze znam i w którym przez lata zrealizowano wiele znakomitych nagrań.
Wielokrotnie odtwarzałem ten utwór w swoim pokoju, dlatego dobrze wiem, jak zazwyczaj brzmi. Z Momentum Z największą różnicę usłyszałem w sposobie odtworzenia przestrzeni. Pokój odsłuchowy zdawał się znikać, a ja znacznie wyraźniej odczuwałem ogrom wnętrza katedry św. Marka, przestrzeń otaczającą wykonawców oraz długie wybrzmienia rozchodzące się w świątyni.
W porównaniu z S250 MxV usłyszałem po prostu więcej informacji, większą swobodę oraz potężniejszy i lepiej kontrolowany bas. Poprawa była szczególnie wyraźna przy niskim poziomie głośności, kiedy nagranie nadal wywoływało dreszcze, choć nie musiało brzmieć głośno.
Później oczywiście zwiększyłem głośność.
Z Momentum Z kolumny Alexx V mogły grać głośniej i swobodniej, niż kiedykolwiek słyszałem w swoim pokoju. Przy dalszym zwiększaniu głośności moje uszy odmówiłyby posłuszeństwa znacznie wcześniej niż wzmacniacze lub kolumny. Co ważniejsze, system ani przez chwilę nie sprawiał wrażenia, że osiągnięcie takiego poziomu wymaga od niego dużego wysiłku.
Ben Harper, „Before the Rain Dried”
Ben Harper jest miłośnikiem dobrego brzmienia i dbałość tę zazwyczaj słychać w jego nagraniach. „Before the Rain Dried” okazuje się przy tym zaskakująco trudnym sprawdzianem dla systemu audio.
W słabszych zestawach średnica może stać się nieco chaotyczna. Głos Bena, fortepian i sekcja rytmiczna zaczynają walczyć o tę samą przestrzeń.
Momentum Z uporządkował te elementy lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej słyszałem w swoim pokoju. Przydymiony głos Bena był wyraźnie oddzielony od sekcji rytmicznej, fortepian zajmował własne miejsce, a ja mogłem bez trudu śledzić grę każdego instrumentu, nie odnosząc przy tym wrażenia, że muzykę rozłożono na części.
Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak cisza pomiędzy dźwiękami. Nie chodzi o audiofilskie wsłuchiwanie się w tło, lecz o poczucie, że nic nie stawało pomiędzy słuchaczem a wykonaniem. Ben i fortepian po prostu pojawili się w pokoju.
Niskie dźwięki były szybkie, dobrze zróżnicowane i miały odpowiednią masę, ale nie brzmiały ociężale. Włączyłem ten utwór z zamiarem sporządzania notatek, lecz szybko uznałem, że wolę po prostu słuchać.
To prawdopodobnie największy komplement, jaki mogę skierować pod adresem Momentum Z.
Podsumowanie
Kiedy Momentum S250 MxV trafił do mojego systemu, byłem przekonany, że już nigdy nie będę musiał wymieniać wzmacniacza mocy. Korzystałem z niego przez wiele lat, a kolejne modernizacje – szczególnie do wersji S250 MxV – przyniosły jedne z najbardziej znaczących zmian w odtwarzaniu muzyki, jakie kiedykolwiek usłyszałem u siebie. Bez problemu mógłbym pozostać z nim do końca życia… Tak przynajmniej sądziłem, dopóki Dan D’Agostino Momentum Z niemal natychmiast nie zmienił mojego punktu widzenia.
Od czasu pojawienia się kolumn Alexx V tylko nieliczne modernizacje pozwoliły tak wyraźnie rozwinąć możliwości całego systemu. Dan D’Agostino Momentum Z jest jedną z nich. Nie jest to niewielkie udoskonalenie dotychczasowej koncepcji Momentum, lecz – w moim odczuciu – jakościowy skok. Zarówno przy głośności niewiele wyższej od szeptu, jak i na drugim końcu skali Alexx V pokazują teraz rzeczy, których wcześniej nie słyszałem.
Jeszcze ciekawszy jest kierunek dalszego rozwoju D’Agostino. Już od pierwszych chwil zestawienie C2Z i Momentum Z zdawało się zbliżać do możliwości systemów Relentless, których słuchałem. Dan i jego zespół ponownie podnieśli jednak poprzeczkę, wprowadzając technologię Z do nowych modeli: przedwzmacniacza Relentless Z oraz wzmacniaczy Relentless 800Z i Relentless Epic 1600Z. To pokazuje, że Momentum Z nie jest jedynie kolejną generacją produktu, lecz początkiem nowej architektury urządzeń firmy.
Nie sposób też przecenić faktu, że wszystkie te rozwiązania udało się zastosować przy zachowaniu pierwotnej formy Momentum. Model Z jest cięższy, bardziej skomplikowany i znacznie ambitniejszy pod względem konstrukcyjnym, a mimo to nadal zachowuje wygląd i poręczne gabaryty poprzedników. Wciąż mieści się na standardowej półce stolika audio. W przypadku urządzenia tej klasy ma to większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.
Jeśli masz S250 lub M400 i możesz sobie pozwolić na taki wydatek, Dan D’Agostino Momentum Z otrzymuje ode mnie najwyższą rekomendację. Gdybym miał wybierać między zakupem tego wzmacniacza a kolejną modernizacją źródła, w pierwszej kolejności wymieniłbym wzmacniacz. Model Z pozwala usłyszeć więcej z każdego urządzenia znajdującego się przed nim w torze. Zarówno przy bardzo niskim, jak i bardzo wysokim poziomie głośności moje Alexx V pokazują teraz rzeczy, których wcześniej po prostu nie słyszałem.
Jeśli korzystasz z przedwzmacniacza D’Agostino, warto również uwzględnić w budżecie modernizację do odpowiedniej wersji Z, o ile jest dostępna. Dan D’Agostino Momentum Z znakomicie współpracuje z pierwotnym C2, ale C2Z pozwala pójść o krok dalej. Kiedy usłyszałem już to połączenie, nie chciałem wracać do wcześniejszej konfiguracji.
Moje interkonekty Transparent Magnum Opus ponownie przypomniały mi, jak duże znaczenie w systemie tej klasy ma właściwe dopasowanie poszczególnych elementów. Ponowne dostrojenie modułów przez firmę Transparent do nowych wartości impedancji nie zmieniło charakteru brzmienia, lecz zapewniło większą swobodę, plastyczność i lepszą kontrolę. Właścicielom kabli Transparent Reference XL, Opus lub Magnum Opus zdecydowanie zalecam przeprowadzenie takiej kalibracji.
Na koniec jeszcze jedna modyfikacja. Jeśli postanowisz zastąpić fabryczne przewody zasilające, spośród testowanych przeze mnie modeli największą poprawę przyniósł Shunyata Omega-X QR. Co ważne, nie zmienił żadnej z cech, za które polubiłem Momentum Z. Pozwolił jedynie usłyszeć jeszcze więcej tego, co wzmacniacz już wcześniej oferował. Zdecydowanie warto go wypróbować.
Jeśli miałbym wskazać jedną wadę, jest ona wręcz zabawnie błaha, a mimo to doprowadza mnie do szału. Dan D’Agostino Momentum Z potrzebuje około 12 sekund na wybudzenie z trybu czuwania, ponieważ w tym czasie przeprowadza wszystkie procedury kontrolne. Dwanaście sekund to nic – chyba że czekam niecierpliwie, aby opuścić igłę gramofonu albo nacisnąć przycisk odtwarzania. Wtedy każda z tych sekund zdaje się trwać znacznie dłużej. Doskonale rozumiem jednak, dlaczego wzmacniacz wykonuje te testy, i cieszę się, że sprawdza wszystkie parametry przed rozpoczęciem pracy. Najwyraźniej nie należę po prostu do osób szczególnie cierpliwych, kiedy chcę posłuchać muzyki.
Cena 125 000 dolarów za parę sprawia, że nie jest to zakup, którego można dokonać bez dłuższego namysłu. Dan D’Agostino Momentum Z należy do najdroższej i najbardziej wyrafinowanej kategorii sprzętu audio, dlatego wymaga systemu zdolnego w pełni ukazać jego możliwości. Jeśli jednak rozważasz zakup urządzenia tej klasy, jak najszybciej odwiedź sprzedawcę i posłuchaj Momentum Z. Wzmacniacz w pełni zasługuje na przyznaną przeze mnie nagrodę „Reviewer’s Choice”.
Mohammed
Ostatecznie kupiłem testowaną parę. Po kilku miesiącach słuchania Dan D’Agostino Momentum Z odesłanie wzmacniaczy nie wchodziło już w grę. 🙂


