Recenzja systemu muzycznego klasy "State of the Art" dCS Varèse w HiFi Statement

Autor i źródło recenzji: Dirk Sommer, HiFi Statement, marzec 2026 r.
Oryginał można przeczytać TUTAJ.
Podczas prezentacji zorganizowanej przez Audio Reference w trakcie Norddeutsche HiFi-Tage po raz pierwszy miałem okazję usłyszeć najnowszy flagowy model dCS – pięcioelementowy streamer/DAC Varèse, opisany na łamach Statement in High Fidelity. Jego brzmienie okazało się wręcz niewiarygodnie dobre – i nie ma w tym najmniejszej przesady. Niedawno nadarzyła się kolejna okazja, by pogłębić te doświadczenia podczas odsłuchów w sali demonstracyjnej w Hamburgu.
Podczas pierwszej prezentacji Alasdair McDonald, eksportowy menedżer sprzedaży dCS, zestawił Varèse z trio Vivaldi (https://www.hifistatement.net/tests/item/3591-dcs-vivaldi-master-clock-upsampler-und-apex-dac (https://www.hifistatement.net/tests/item/3591-dcs-vivaldi-master-clock-upsampler-und-apex-dac)), które około trzech lat temu gościło w moim systemie odsłuchowym. Już wtedy jego cena przekraczała 100 tysięcy euro, a poziom brzmienia zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że wspólnie z Wojciechem Pacułą wyróżniliśmy ten system jedną z dwóch nagród Statement in High Fidelity Awards – German Edition 2023.
Kiedy jednak w studiu demonstracyjnym Audio Reference usłyszałem komplet Varèse, trudno było oprzeć się wrażeniu – nieco prowokacyjnie rzecz ujmując – że z Vivaldim „coś jest nie tak”. Nowy flagowy model przewyższał go praktycznie pod każdym względem audiofilskim, i to nie w subtelny czy ledwie uchwytny sposób, lecz wyraźnie i bezdyskusyjnie.
Co istotne, przewaga Varèse – określenie to odnosi się tutaj i dalej do całego pięcioelementowego zestawu – nie sprowadzała się do pojedynczych aspektów brzmienia. Największe wrażenie robiło to, że muzyka płynęła z niego w sposób bardziej naturalny, swobodny i przekonujący, sprawiając wrażenie bliższego kontaktu z prawdziwym wykonaniem.
Na początku lutego nie siedziałem oczywiście samotnie na kanapie przed tym absolutnie referencyjnym systemem high-end. Zarówno moja żona, jak i kolega Holger Biermann mieli już wcześniej okazję dobrze poznać znakomicie oceniany i wielokrotnie nagradzany system Vivaldi. Tym bardziej zdumiewające wydały się nam wszystkim zmiany brzmieniowe, jakie wnosił Varèse. Skala poprawy wręcz trudno dawała się racjonalnie wytłumaczyć. Pojawiło się więc pytanie, czy w tak złożonym torze audio nie istniał jakiś dodatkowy czynnik, który mógł wpływać na tak wyraźną przewagę nowego modelu nad Vivaldim.
Zapytany o to szef Audio Reference, Mansour Mamaghani, przyznał, że podczas pierwszego porównania obu systemów w sali odsłuchowej dCS miał bardzo podobne odczucia. Zaprosił więc mnie i moją żonę, aby jeszcze w lutym spokojnie powtórzyć odsłuch porównawczy. Nie chodziło przy tym o formalny test, lecz jedynie o potwierdzenie wrażeń wyniesionych z wcześniejszej prezentacji.
Jak podkreślił, taka wizyta nie miała w żadnym stopniu zastąpić późniejszego, pełnoprawnego testu Varèse w Gröbenzell ani związanego z nim logistycznego przedsięwzięcia, jakim jest transport pięciu dużych skrzyń z urządzeniami — najlepiej jeszcze przed wystawą High End Vienna. Była to propozycja, której po prostu nie mogłem odrzucić.
Przygotowując się do drugiego spotkania z systemem Varèse, skopiowałem zawartość mojego serwera Melco pełniącego funkcję NAS-a na zewnętrzny dysk SSD, a kilka szczególnie istotnych utworów testowych profilaktycznie zapisałem również na szybkim pendrivie USB.
Zanim jednak przejdę do samych wrażeń odsłuchowych, warto wspomnieć o kilku rozwiązaniach technicznych zastosowanych w Varèse oraz krótko przedstawić system zbudowany w sali demonstracyjnej Audio Reference. Źródłami były — jak już wspomniałem — dCS Vivaldi oraz Varèse. Za regulację głośności i przełączanie źródeł odpowiadał flagowy przedwzmacniacz Dana D’Agostino — Relentless Preamplifier, natomiast potężny zapas mocy zapewniała para końcówek mocy Dan D’Agostino Relentless EPIC 1600.
Konwersją energii elektrycznej na dźwięk zajmowały się Wilson Audio Chronosonic XVX — bezkompromisowe, nielimitowane modele referencyjne amerykańskiej manufaktury głośnikowej.
Komponenty ustawiono na stolikach z serii Ultimate Line firmy Bassocontinuo i połączono topowymi przewodami Nordost — z jednym wyjątkiem. W przypadku pięciu elementów systemu Varèse firma dCS zleciła opracowanie dedykowanych połączeń specjalistom z LEMO, producenta złączy i okablowania, według własnych, bardzo rygorystycznych założeń.
Efektem tej współpracy jest interfejs ACTUS — skrót od Audio Control Timing Universal System. Przewody zbudowano z sześciu par skręcanych żył. Trzy pary, podobnie jak w połączeniach ethernetowych, odpowiadają za transmisję cyfrowego sygnału audio. Jedna para pełni funkcję magistrali sterującej, przesyłając dane kontrolne, natomiast dwie pozostałe wykorzystywane są do sygnałów zegarowych.
W przyszłości mają pojawić się również przewody połączeniowe innych renomowanych producentów kabli high-endowych. Dostęp do niezbędnych złączy LEMO otrzymają jednak wyłącznie ci producenci, których konstrukcje spełnią wymagane parametry transmisji na odcinku o długości aż 30 metrów.
W systemie Varèse synchronizacja sygnału zegarowego odgrywa szczególnie istotną rolę. W przeciwieństwie do Vivaldiego nie trzeba tu bowiem synchronizować pojedynczego stereofonicznego przetwornika D/A, lecz dwa monofoniczne przetworniki umieszczone w oddzielnych obudowach.
Architektura mono przynosi wprawdzie dodatkową korzyść w postaci jeszcze lepszej separacji kanałów, jednak główny powód jej zastosowania był inny. Inżynierowie dCS odkryli, że w autorskim przetworniku Ring DAC napięcie odniesienia minimalnie się zmieniało, ponieważ sygnały lewego i prawego kanału w różnym stopniu obciążały zasilacz.
Zamiast jednak po prostu wyposażyć każdy kanał w osobny zasilacz, konstruktorzy rozwinięli architekturę znaną z przetworników Vivaldi DAC. W Varèse dwa układy Ring DAC, umieszczone w jednej obudowie, przetwarzają osobno dodatnią i ujemną połówkę sygnału. Cały układ pracuje więc w pełni symetrycznie. Dzięki temu wyeliminowano konieczność stosowania offsetu DC, niezbędnego w klasycznych przetwornikach stereofonicznych, a jednocześnie ograniczono wpływ zakłóceń wysokoczęstotliwościowych na sygnał audio.
Ogromną uwagę poświęcono również samej konstrukcji mechanicznej obudów. Ich zadaniem jest możliwie skuteczne tłumienie energii zakłócającej emitowanej przez układy elektroniczne. Skala dbałości o detale sięga tu bardzo daleko — nawet elementy dystansowe oddzielające płytki drukowane od obudowy frezowane są z litego bloku materiału.
Zmiany objęły również samą architekturę układów taktujących. Zegar odpowiedzialny za częstotliwości próbkowania z rodziny 44,1 kHz stabilizowany jest napięciowo, natomiast ten obsługujący wielokrotności 48 kHz wykorzystuje stabilizację temperaturową. Oba układy pracują z częstotliwością równą 512-krotności sygnału bazowego.
W trosce o maksymalne ograniczenie jittera w urządzeniach nie stosuje się żadnych częstotliwości niezwiązanych bezpośrednio z częstotliwościami próbkowania — dotyczy to nawet układów sterujących i wyświetlacza. Innymi słowy, poszczególne sekcje urządzenia nie korzystają z niezależnej konwersji częstotliwości próbkowania. Jak zdradził Alasdair McDonald, który specjalnie przyleciał z Anglii, by przez kilka godzin wspierać Mansoura Mamaghaniego w technicznych wyjaśnieniach, identyczne rozwiązanie zastosowano już wcześniej w systemie dCS Vivaldi — tyle że podczas jego premiery producent nie mówił o tym publicznie.
W systemie Varèse, inaczej niż w trio Vivaldi, nie znajdziemy już osobnego upsamplera. Jego funkcje rozdzielono pomiędzy moduły Varèse Core oraz Varèse User Interface. Przykładowo renderer UPnP zintegrowano z sekcją User Interface, natomiast Core mieści procesory sygnałowe DSP. To właśnie tam realizowane są między innymi operacje mapowania sygnału oraz upsampling. Dodatkowo przewidziano miejsce na dwa moduły rozszerzeń, które mają zapewnić systemowi gotowość na przyszłe rozwiązania technologiczne.
Podobnie jak wcześniej w modelu dCS Lina Network DAC, również w komponentach Varèse zastosowano tak zwane konstrukcje „folded circuits”. W praktyce oznacza to, że poszczególne płytki nie są łączone klasycznymi złączami, lecz trwale lutowanymi elastycznymi przewodnikami. Rozwiązanie to pozwala ograniczyć straty i zakłócenia pojawiające się na połączeniach między modułami.
Nie chciałbym jednak na tym etapie zbyt głęboko wchodzić w techniczne szczegóły Varèse ani zanadto wyprzedzać właściwego testu. Warto było jednak wspomnieć przynajmniej o kilku charakterystycznych rozwiązaniach zastosowanych w topowym systemie dCS, aby uzmysłowić sobie skalę zaawansowania tej konstrukcji. To właśnie ten ogrom pracy inżynierskiej przekłada się ostatecznie na — jak już wspominałem — wręcz niewiarygodny poziom jakości brzmienia, ale również na równie imponującą cenę, sięgającą około 300 tysięcy euro.
Kiedy Mansour Mamaghani przekazał mi pilot do przedwzmacniacza Relentless Preamplifier oraz iPada z aplikacją sterującą systemami Vivaldi i Varèse, rozpocząłem odsłuch od kilku dobrze znanych utworów streamowanych z Qobuz, aby oswoić się z charakterem całego toru. Jednak już po trzecim nagraniu ciekawość wzięła górę. Przełączyłem system na Vivaldiego — i szybko okazało się, że nasze wcześniejsze wrażenia były całkowicie uzasadnione. Różnica pomiędzy oboma systemami była naprawdę wyraźna.
Przy jednym z utworów Vivaldi zdołał wprawdzie zbliżyć się do poziomu Varèse bardziej niż zwykle, ale nadal nie na tyle, by zatrzeć przewagę nowszej konstrukcji. Co ciekawe, kompletnie nie potrafiliśmy znaleźć racjonalnego wyjaśnienia dla takiego zachowania.
Następnie podłączyłem dysk SSD do wejścia USB i… zacząłem czekać. I czekać jeszcze dłużej. Co prawda po chwili w aplikacji pojawiły się nazwy części wykonawców, a z czasem również kolejne albumy, jednak same utwory wczytywały się bardzo powoli. Najwyraźniej wybór dysku SSD o pojemności 4 TB nie był najlepszym pomysłem — przynajmniej dla kogoś, kto, tak jak ja, nie należy do szczególnie cierpliwych osób.
Postanowiłem więc sięgnąć po pendrive’a USB, który pozwolił już po rozsądnym czasie odtworzyć szczególnie efektowne fragmenty naszego nagrania XI Symfonii Szostakowicza. Wszystko brzmiało bardzo płynnie i przekonująco, nie brakowało też dynamiki — cały system prezentował absolutnie referencyjny poziom. Nie było to jednak aż tak przytłaczające doświadczenie, bym po powrocie do domu miał stracić przyjemność ze słuchania tych samych nagrań high-res we własnym pokoju odsłuchowym.
Czy wynikało to z faktu, że odtwarzanie materiału z nośnika podłączonego przez USB w żadnym znanym mi streamerze nie dorównuje jakości transmisji z NAS-a lub streamingu sieciowego? A może po prostu zbyt zachowawczo ustawiłem poziom głośności, obawiając się o bezpieczeństwo tego ekstremalnie kosztownego systemu?
Niezależnie od przyczyny uruchomiłem z Qobuz doskonale nam znany pierwszy utwór z albumu Life Goes On Carli Bley. Już po kilku pierwszych dźwiękach oszczędnego, ale rytmicznie niezwykle sugestywnego intro stało się jasne, że nigdy wcześniej nie słyszeliśmy tego nagrania w takiej jakości. Scena dźwiękowa wydawała się wyraźnie większa, niż zapamiętaliśmy, a puls i energia pojedynczych akcentów były przekazywane z jeszcze większą bezpośredniością. „Life Goes On” nigdy wcześniej nie zabrzmiało tak angażująco i tak naturalnie.
Na tym etapie można było już stwierdzić jedno: Varèse wyraźnie dystansuje Vivaldiego, choć nie zawsze przewaga ta przybiera wręcz szokujące rozmiary. Jednocześnie doskonale znana muzyka streamowana z sieci pozwalała w sali odsłuchowej Audio Reference przeżywać nagrania intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Po przyjeździe Alasdaira McDonalda wspólnie rozpoczęliśmy poszukiwania przyczyny, dla której różnice między oboma systemami przetworników raz wydawały się ogromne, a innym razem bardziej umiarkowane.
Na początek wymieniliśmy dwa przewody ethernetowe o nieco różnej długości, którymi streamery pobierały dane. Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na charakter brzmienia ani na skalę różnic pomiędzy systemami. Również zamiana połączeń XLR prowadzących do przedwzmacniacza nie przyniosła żadnych zmian. Ani same przewody, ani użyte wejścia nie pozostawiły po sobie najmniejszego śladu w prezentacji dźwięku — co, rzecz jasna, od początku wydawało się skrajnie mało prawdopodobne. Mimo to warto było wykluczyć każdą ewentualność.
Następnie specjalista z dCS ponownie sprawdził ustawienia w menu urządzeń. W moim systemie od dawna preferowałem upsampling do możliwie najwyższej częstotliwości DSD, tutaj jednak zarówno w Vivaldim, jak i w Varèse ustawiono wysoką wartość PCM. Jak zauważył Alasdair McDonald, właśnie taki tryb najlepiej współgrał z charakterem całego toru oraz akustyką pomieszczenia odsłuchowego.
W tym systemie Alasdair McDonald preferował również filtr numer 3 — i właśnie on został na stałe przypisany w Varèse. W przypadku Vivaldiego sytuacja okazuje się jednak bardziej złożona, niż mogłoby wynikać z wcześniejszego testu. Użytkownik nie ma tam pełnej swobody wyboru filtrów, ponieważ część z nich dostępna jest wyłącznie przy częstotliwości próbkowania 44,1 kHz.
Oznacza to, że w Vivaldim filtry aktywne w upsamplerze i samym przetworniku nie zawsze są tymi, które użytkownik wybrał dla obu sekcji. W zależności od materiału muzycznego konfiguracja może zmieniać się automatycznie. Alasdair McDonald zadbał więc o to, aby zarówno w obu komponentach Vivaldiego aktywny był filtr numer 3, jak i o to, by częstotliwość próbkowania odtwarzanego utworu nie powodowała jego niezamierzonej zmiany.
Dopiero w takiej konfiguracji Vivaldi najbardziej zbliżał się charakterem brzmienia do Varèse. Aby więc porównanie obu systemów dCS było rzeczywiście uczciwe, należałoby ograniczyć się wyłącznie do materiału o częstotliwości próbkowania 44,1 kHz albo pilnować, by zarówno w streamerze i DAC-u Vivaldi, jak i w Varèse aktywne pozostawały identyczne filtry. W praktyce podczas prezentacji dla większej grupy słuchaczy — szczególnie gdy trzeba reagować na spontaniczne muzyczne życzenia publiczności — okazuje się to niemal niewykonalne.
Po tych odkryciach Alasdair McDonald zafundował mi jeszcze krótki, intensywny kurs dotyczący technicznych aspektów Varèse, zanim musiał ponownie ruszyć w drogę na lotnisko. Mnie, mojej żonie oraz przybyłemu w międzyczasie koledze Achimowi Schneiderowi pozostało jeszcze trochę czasu, by delektować się brzmieniem tego wyjątkowego systemu w hamburskiej sali odsłuchowej.
Pozostaje mieć nadzieję, że dostawa tego absolutnie wyjątkowego przetwornika do Gröbenzell rzeczywiście uda się jeszcze przed wystawą High End Vienna.


