Recenzja serwera Roon Synergistic Research Voodoo Roon Server w Hifi+

Autor i źródło recenzji: Alan Sircom, hifi+, maj 2026 r.
Oryginał recenzji można przeczytać TUTAJ.
Wywiad z Tedem Denney’em jest TUTAJ.
To odważny ruch. Synergistic Research to firma o dwóch obliczach. Z jednej strony oferuje cenione okablowanie, kondycjonery zasilania i platformy antywibracyjne. Z drugiej — wiele jej produktów podąża niekonwencjonalną ścieżką, nawet jak na standardy świata audiofilskiego. Dlatego nadanie serwerowi muzycznemu do streamingu nazwy „Voodoo” jest demonstracją pewności siebie. Sama ta nazwa powinna wywołać lekki, ironiczny uśmiech u większości odbiorców — może poza najbardziej zatwardziałymi strażnikami audiofilskiej ortodoksji.
W rzeczywistości jednak wystarczy zagłębić się w dowolny produkt Synergistic Research, by przekonać się, że ta „niekonwencjonalna ścieżka” jest wpisana w DNA każdego urządzenia firmy.
Na pierwszy rzut oka Voodoo wydaje się po prostu solidnym serwerem opartym na platformie Roon — zamkniętym w starannie wykonanej obudowie, z dwiema górnymi osłonami z brązu, które poprawiają chłodzenie i pozwalają zajrzeć do jego elektronicznego wnętrza. Jak każdy dopracowany serwer tej klasy, przesyła sygnał do przetwornika DAC przez USB lub Ethernet. Jednak im bliżej mu się przyglądamy, tym wyraźniej widać, że oferuje znacznie więcej.
Brama do świata Synergistic Research
Co więcej, zgodnie z tradycją Synergistic Research, Voodoo często staje się bramą do całego ekosystemu produktów i rozwiązań wpisujących się w filozofię firmy. Poświęciliśmy sporo czasu na poznanie możliwości Voodoo i już teraz widać, że gdy urządzenie wzbudzi zainteresowanie użytkownika, szybko pojawi się cała lista kolejnych produktów, które będzie chciał wypróbować. Potraktujcie więc ten tekst jako pierwszą część dwuczęściowego materiału. Gdy Voodoo zdoła was oczarować i wciągnąć w swój świat, na tym zapewne się nie skończy.
Serwer oparty na Roonie jest zresztą bardzo dobrym „punktem wejścia” dla firmy takiej jak Synergistic Research. Obecność modelu Nucleus One w ofercie samego Roona sprawia, że punkt odniesienia dla wszelkich słyszalnych różnic jest dobrze ugruntowany. A jeśli urządzenie najpierw przekonuje jako po prostu znakomity serwer muzyczny, dopiero później przychodzi czas na odkrywanie koncepcji i filozofii Synergistic Research.
Problem, przed którym stanęło Synergistic Research, polegał jednak na tym, że produkt komputerowy z definicji wykorzystuje komputer. Brzmi to banalnie, ale zamknięcie gotowego peceta w efektownej obudowie nie wystarczy, by osiągnąć poziom „cholernie dobrego serwera”.
Dlatego podczas prac nad Voodoo firma Synergistic Research wróciła do absolutnych podstaw. Zespół przeprowadzał odsłuchy porównawcze podobne do tych, jakie stosuje przy projektowaniu wszystkich swoich urządzeń, tym razem jednak obejmowały one każdy element i każdy podsystem składający się na komputerowy serwer muzyczny. W pewnym momencie wiadomo już, że przekracza się granicę zdrowego rozsądku i wchodzi w obszar obsesyjnego perfekcjonizmu, gdy potrafi się z pamięci wyliczyć brzmieniowe zalety i wady kilkunastu różnych gniazd Ethernet. Dla większości ludzi może to brzmieć wręcz absurdalnie. Z drugiej jednak strony, jeśli fundamentem działalności firmy jest ograniczanie wpływu zakłóceń elektromagnetycznych, trzeba mieć absolutną pewność, że komponent źródłowy nie zachowuje się po cichu jak krótkofalówka.
Tworząc urządzenie generujące pole elektromagnetyczne, ale jednocześnie zaprojektowane tak, by minimalizować jego wpływ, Synergistic Research odkryło, że przy okazji stworzyło po prostu świetnie brzmiący serwer muzyczny. A to był dopiero początek.
Pod kontrolą ELF
Na tym jednak Synergistic Research nie poprzestało. Firma zaczęła stopniowo implementować swoje technologie polaryzacji ULF/ELF oraz komór elektromagnetycznych bezpośrednio w architekturze samego serwera. Wcześniej rozwiązania te stosowano wyłącznie w firmowych blokach uziemiających i kondycjonerach zasilania.
Przeniesienie tych technologii do wnętrza komputera okazało się jednak znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Wynika to przede wszystkim z faktu, że wnętrze kondycjonera zasilania stanowi stosunkowo przewidywalne środowisko pod względem zakłóceń elektromagnetycznych i radiowych — zwłaszcza w porównaniu z tym, co dzieje się wewnątrz typowego komputera. Nie oznaczało to oczywiście, że zadanie było niewykonalne, a korzyści brzmieniowe uzyskane dzięki tym technologiom w pełni uzasadniały ich zastosowanie. Sam proces wdrażania przebiegał jednak powoli, przez co projekt trafił na rynek później, niż początkowo zakładano.
Pozostaje więc najważniejsze pytanie: czy cały ten wysiłek rzeczywiście się opłacił?
Celowo wyeliminowałem z tego testu wszystkie pozostałe produkty Synergistic Research — zarówno ze względu na potrzebę zachowania charakteru „proof of concept”, jak i po to, by nie wyciągać pochopnych wniosków. Jeśli dane rozwiązanie ma działać poprzez redukcję zakłóceń ULF oraz interferencji elektromagnetycznych i radiowych, obecność innych urządzeń w torze wykorzystujących podobne technologie może łatwo doprowadzić do oceniania niewłaściwego elementu systemu. Paradoksalnie oznacza to jednak, że Voodoo prezentowany jest tutaj w najmniej korzystnych warunkach.
Nie chodzi o większą ilość detali
Pierwsze wrażenie po włączeniu serwera Voodoo nie sprowadza się do „większej ilości szczegółów”. Jeśli system jest już wystarczająco rozdzielczy, detali prawdopodobnie i tak mu nie brakuje. Znacznie istotniejszą zmianą okazuje się redukcja subtelnego rodzaju nalotu czy elektronicznej szorstkości, która sprawia, że muzyka brzmi bardziej jak oświetlona zimnym światłem LED niż naturalnym światłem dziennym.
Po włączeniu Voodoo przekaz nabiera większej swobody i płynności. To określenie bywa nadużywane, ale tutaj pasuje wyjątkowo dobrze. Muzyka przestaje sprawiać wrażenie zbioru oddzielnych zdarzeń, a zaczyna przypominać spójny, ciągły występ. System staje się też bardziej odporny na wysokie poziomy głośności — można słuchać głośniej bez charakterystycznego napięcia i agresji w górze pasma.
Dobrze zrealizowane wokale zyskują więcej „ciała” i mniej ostrości. Nie dlatego, że serwer sztucznie je ociepla, lecz dlatego, że ogranicza elektroniczny szum i drobne zakłócenia podkreślające sybilanty oraz spółgłoski. W efekcie poprawia się czytelność artykulacji, a jednocześnie maleje agresywność przekazu — połączenie rzadkie i wyjątkowo pożądane.
Bez cyfrowego nalotu
Dobrym przykładem jest blisko nagrany kobiecy wokal — pełen powietrza i jednocześnie podatny na sybilanty. W przypadku wielu serwerów owo „powietrze” niesie ze sobą delikatny cyfrowy nalot, coś w rodzaju ultradźwiękowego połysku, który podczas krótkiej prezentacji potrafi zrobić wrażenie, ale w dłuższym odsłuchu szybko męczy. Sztuka, jaką opanował Voodoo Server, polega na zachowaniu otwartości i przestrzeni bez tego drażniącego „musowania”. Nadal słychać oddech i akustykę nagrania, ale jednocześnie pojawia się prawdziwa barwa głosu.
Podobny schemat słychać w przypadku instrumentów akustycznych. Gitara jest tu szczególnie dobrym testem, bo łączy szybki atak, bogactwo harmoniczne i długie wybrzmienia. Z Voodoo Server początek dźwięku pozostaje wyraźny i precyzyjny, ale znacznie bardziej odczuwalna staje się także fizyczna obecność samego instrumentu. Wyraźniej słychać rezonans drewnianego pudła pracującego za strunami, a wybrzmienia wygasają w bardziej naturalny i płynny sposób. Ta płynność nie oznacza jednak zmiękczenia dźwięku — chodzi raczej o większą spójność i ciągłość przekazu.
Fortepian — często bezlitośnie obnażający słabości streamingu cyfrowego i skutecznie odbierający mu resztki romantyzmu — korzysta na obecności Voodoo w sposób, którego trudno później nie zauważyć. Ten instrument łączy w sobie zarówno perkusyjny atak młoteczka, jak i bogate, harmoniczne wybrzmienie. W przypadku bardziej zaszumionych lub mniej stabilnych źródeł cyfrowych zwykle otrzymujemy wyraźny atak i jedynie sugestię rezonansu. Lepsze źródła pozwalają natomiast, by harmoniczne rozwinięcie dźwięku realnie wypełniło pomieszczenie, a samo wybrzmienie stało się integralną częścią muzycznej narracji. Voodoo zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Pozwala przetwornikowi DAC kreślić fortepian szerokimi, płynnymi pociągnięciami, zamiast budować go z drobnych, punktowych elementów.
Lokalizacja wykonawców
Jednym z paradoksów high-endowego streamingu jest to, że niektóre systemy osiągają spektakularną precyzję obrazowania poprzez sztuczne podkreślanie konturów. Otrzymujemy wtedy niemal chirurgicznie ostre obrysy źródeł pozornych, ale same postacie i instrumenty wydają się dziwnie płaskie i pozbawione substancji. Voodoo Server prezentuje scenę w bardziej wiarygodny sposób. Wykonawcy nie są jedynie precyzyjnie „ustawieni” w przestrzeni — oni ją realnie wypełniają.
Najbardziej odczuwalną poprawę przynosi zwykle głębia sceny dźwiękowej. Obniżenie poziomu szumu i ograniczenie zakłóceń RF często przekłada się na lepsze różnicowanie planów — dalsze partie sceny stają się łatwiejsze do „wglądu”, a pogłosy zyskują więcej subtelnych odcieni i gradacji. To rodzaj poprawy, który niekoniecznie robi piorunujące wrażenie podczas krótkiego odsłuchu demonstracyjnego. Jednak powrót do poprzedniej konfiguracji szybko uświadamia, że scena dźwiękowa ponownie lekko zapadła się w kierunku głośników.
Voodoo nie oferuje po prostu „większej ilości basu”, lecz przede wszystkim poprawę jego jakości — lepsze różnicowanie wysokości dźwięków, większą kontrolę nad atakiem i wygaszaniem oraz wyraźniejsze poczucie, że linie basowe są efektem pracy muzyka, a nie cyfrowego algorytmu. W przypadku gitary basowej Voodoo Server ułatwia śledzenie poszczególnych fraz nawet w gęstych aranżacjach. Z kolei kontrabas zyskuje bardziej czytelną fakturę drewna i strun, a relacja między samym dźwiękiem a rezonansami instrumentu staje się wyraźniejsza. Efekt końcowy jest taki, że sekcja rytmiczna pracuje w bardziej przekonujący, spójny sposób. Perkusja i bas sprawiają wrażenie osadzonych w tej samej siatce czasowej.
I właśnie owo określenie — „siatka czasowa” — ma tutaj kluczowe znaczenie. To punkt, w którym spotykają się kwestie szumu i precyzji czasowej. Nie chodzi o to, że serwer „zmienia bity”. Istotne jest raczej to, że poprzez ograniczenie zakłóceń elektrycznych i stworzenie lepszych warunków pracy na wejściu przetwornika DAC sam proces konwersji przebiega w bardziej przewidywalny sposób. W rezultacie system odtwarza zależności rytmiczne z większą pewnością i stabilnością.
Coś więcej niż cyfrowa biblioteka
Synergistic Research Voodoo to serwer muzyczny zaprojektowany od podstaw z myślą o słuchaczach, którzy zaakceptowali już fakt, że jakość odtwarzania cyfrowego nie sprowadza się wyłącznie do formatu plików czy wyboru platformy streamingowej. Równie istotne są warunki elektryczne i precyzja czasowa, w jakich przetwornik DAC wykonuje swoją pracę.
To również produkt, który — siłą rzeczy — wymaga zaakceptowania określonej filozofii. Jeśli bliska jest wam idea, że zarządzanie zakłóceniami oraz odpowiednia synergia systemu mogą przynosić słyszalne korzyści także w domenie cyfrowej, Voodoo Server ma wszelkie predyspozycje, by stać się muzycznie satysfakcjonującym krokiem naprzód. Jeśli jednak oczekujecie serwera, którego historia opiera się wyłącznie na parametrach procesora i pojemności pamięci masowej, rynek oferuje wiele innych rozwiązań.
Dla osób głęboko zaangażowanych w świat wysokiej klasy streamingu Synergistic Research Voodoo stanowi jednak mocny argument za tym, że serwer może być pełnoprawnym komponentem źródłowym — urządzeniem, które trafia na stolik audio nie dlatego, że jest wygodne, lecz dlatego, że realnie wpływa na jakość brzmienia.

Od kuchni: Ted Denney i technologie Synergistic Research
Ted Denney nie wymaga przedstawiania wielu naszym amerykańskim czytelnikom. Po tej stronie Atlantyku może jednak nie być aż tak rozpoznawalną postacią. Sama firma Synergistic Research cieszy się natomiast opinią producenta komponentów potrafiących całkowicie odmienić charakter systemu audio — i jednocześnie rzucających wyzwanie wielu tradycyjnym przekonaniom zakorzenionym w świecie hi-endu.
Teraz firma prezentuje swój pierwszy serwer muzyczny — Voodoo. Czy kryje się za nim coś więcej niż tylko aura tajemniczości i czy właśnie tutaj dzieje się cała „magia”? Aby dowiedzieć się więcej, rozmawiamy z Tedem Denneyem.
Proszę powiedzieć kilka słów o sobie…
Nazywam się Theodore Walton Denney III. Jestem założycielem, głównym konstruktorem i CEO firmy Synergistic Research. Założyłem ją w 1992 roku, startując w wyjątkowo skromnych warunkach — w niewielkiej przestrzeni przemysłowej i z dochodem poniżej 10 tysięcy dolarów rocznie przez pierwsze trzy lata działalności. Zamiast kapitału miałem jednak coś innego: głębokie przekonanie, że branża audio fundamentalnie błędnie rozumie, gdzie tak naprawdę „żyje” muzyka w systemie audio.
Dziś Synergistic Research działa w fabryce o powierzchni około 1200 metrów kwadratowych w południowej Kalifornii. Oferta obejmuje okablowanie, kondycjonery zasilania, aktywne ekranowanie, systemy uziemienia, infrastrukturę sieciową, kontrolę pola akustycznego, a teraz również serwery streamingowe — wszystko oparte na jednej, spójnej filozofii i wspólnych założeniach fizycznych. To podejście wyraźnie różni się od typowego podziału na niezależne kategorie produktów. Tutaj wszystkie elementy tworzą jeden, wzajemnie powiązany system.
Jak działa to całe Voodoo, które tak dobrze uprawiacie?
U podstaw projektu Voodoo leży problem, którego — przynajmniej według mojej wiedzy — większość producentów serwerów streamingowych w ogóle nie próbuje rozwiązać. Branża koncentruje się dziś na poprawie jakości dźwięku cyfrowego poprzez stosowanie lepszych układów DAC, zegarów o niższym jitterze, bardziej zaawansowanych zasilaczy czy izolacji USB. To wszystko ma sens i przynosi realne efekty. Problem w tym, że są to działania wymierzone przeciwko dobrze znanemu przeciwnikowi cyfrowego audio, podczas gdy ten mniej oczywisty pozostaje praktycznie nietknięty.
Tym ukrytym zagrożeniem jest środowisko pola elektromagnetycznego generowanego przez sam proces obliczeniowy. Każdy procesor, kość pamięci RAM i układ scalony w serwerze streamingowym wytwarza wysokoczęstotliwościowe zakłócenia będące bezpośrednim efektem jego pracy. Szum ten nie istnieje w samym sygnale cyfrowym. Funkcjonuje natomiast w polu elektromagnetycznym otaczającym i przenoszącym sygnał. A ponieważ energia w układzie przewodników przemieszcza się poprzez pole wokół przewodnika, a nie wewnątrz niego, tego rodzaju zanieczyszczeń nie da się skutecznie usunąć żadną późniejszą filtracją ani metodą izolacji stosowaną dalej w torze audio.
Poprawić samo pole
Jedynym rozwiązaniem jest poprawa środowiska pola elektromagnetycznego już w miejscu jego powstawania — bezpośrednio w architekturze urządzenia. Właśnie temu służą wbudowane w Voodoo układy polaryzacji ULF/ELF oraz komór elektromagnetycznych. Nie działają one na zasadzie usuwania zakłóceń po ich pojawieniu się. Zamiast tego stale utrzymują skorygowane środowisko pola elektromagnetycznego, zapobiegając powstawaniu zanieczyszczeń już u źródła.
Rezultaty, jakie uzyskaliśmy po wyeliminowaniu wysokoczęstotliwościowych zakłóceń RF, nie tylko zmniejszyły dystans dzielący cyfrowe źródła od analogu. W pewnych aspektach udało się wręcz go przewyższyć — szczególnie tam, gdzie analog tradycyjnie uchodził za niedościgniony wzorzec. Głębia, wysokość i szerokość sceny dźwiękowej przewyższyły możliwości naszego referencyjnego gramofonu. Muzyka była prezentowana z rozmachem, wypełniając pomieszczenie i otaczając słuchacza w sposób, którego nie udało nam się wcześniej osiągnąć nawet z najwyższej klasy odtwarzaniem płyt winylowych.
Wysokie tony oferowały więcej powietrza i przejrzystości, a bas stał się bardziej zwarty i lepiej definiowany. Nie był to jednak ten typ zaokrąglonego, pobłażliwego basu, często kojarzonego z cyfrowym brzmieniem, lecz dźwięk wyraźniej różnicowany, bardziej obecny i lepiej kontrolowany.
Wtedy wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. Gdy udało się uwolnić dźwięk od warstwy wysokoczęstotliwościowego szumu, który przez lata uznawaliśmy po prostu za nieodłączną cechę cyfrowego brzmienia, zaczęliśmy inaczej odbierać także nasz gramofon. Nagle wyraźniej słyszalne stały się mechaniczne artefakty, które wcześniej pozostawały niejako w cieniu — szum łożysk, praca silnika czy sam fizyczny kontakt igły z rowkiem płyty.
Przez lata akceptowaliśmy te zjawiska niemal podświadomie, ponieważ byliśmy oczarowani sposobem, w jaki gramofon oddawał przestrzeń i barwę. Jednak w momencie, gdy Voodoo zaczął przewyższać analog właśnie w tych aspektach, mechaniczne ograniczenia napędu nie miały już gdzie się ukryć.
Kiedy rozpoczęły się prace nad Voodoo?
Prace rozwojowe ruszyły w 2023 roku. Impulsem była bardzo konkretna i, szczerze mówiąc, dość frustrująca obserwacja, która stopniowo wyłoniła się podczas naszych wcześniejszych prac nad infrastrukturą sieciową.
Prace nad Voodoo rozpoczęły się od niezwykle metodycznego, trwającego blisko rok procesu, którego celem było stworzenie najlepiej brzmiącego komputera, zanim jeszcze nadano mu unikalny charakter Synergistic Research. Zmieniano dosłownie każdy parametr, który mógł mieć wpływ na efekt końcowy. Testowaliśmy różne procesory, płyty główne, kości pamięci RAM, magistrale wewnętrzne oraz liniowe zasilacze — praktycznie każdy komponent i każdą ścieżkę sygnałową wewnątrz urządzenia traktowaliśmy jako otwartą kwestię wymagającą weryfikacji.
Przetestowaliśmy dziesiątki konfiguracji podczas setek godzin podwójnie ślepych odsłuchów porównawczych. Co istotne, wszystkie egzemplarze wykorzystywane w testach wyglądały z zewnątrz identycznie, aby wyeliminować jakikolwiek wpływ sugestii wizualnych na wyniki. Bez założeń, bez skrótów i bez uprzedzeń. Metodologia była dokładnie taka sama, jaką stosujemy przy opracowywaniu każdego produktu SR. Najpierw określamy maksymalny potencjał rozwiązania poprzez rygorystyczne, kontrolowane porównania, a dopiero później rozwijamy projekt dalej.
Drugi etap był momentem, w którym Voodoo naprawdę stał się Voodoo. Rozpoczęliśmy integrację naszej technologii polaryzacji ULF/ELF oraz architektury komór elektromagnetycznych — wcześniej opracowanych dla bloków uziemiających i kondycjonerów zasilania — bezpośrednio z infrastrukturą komputera. W praktyce oznaczało to wykonywanie pomiarów pola elektromagnetycznego za pomocą sond pracujących wewnątrz aktywnego środowiska komputerowego. Szukaliśmy charakterystycznych sygnatur elektromagnetycznych, które już wcześniej powiązaliśmy z poprawą jakości dźwięku. Następnie wyniki pomiarów weryfikowaliśmy podczas kolejnych podwójnie ślepych odsłuchów.
Jak przebiegał dalszy etap prototypowania?
Wszystkie kluczowe decyzje odsłuchowe podejmowaliśmy w referencyjnym systemie odsłuchowym znajdującym się w fabryce SR w południowej Kalifornii — tym samym, którego używamy podczas opracowywania każdego produktu. Gdy osiągi prototypów ustabilizowały się na oczekiwanym poziomie, bardziej zaawansowane egzemplarze trafiły do sieci beta testerów korzystających z różnych systemów audio i pracujących w odmiennych warunkach akustycznych. Ich uwagi i doświadczenia pozwoliły nam wprowadzać kolejne udoskonalenia.
Architektura zasilania przeznaczona dla środowiska komputerowego została początkowo opracowana we współpracy z inżynierami specjalizującymi się właśnie w tej dziedzinie. Nie byliśmy — i nadal nie jesteśmy — firmą komputerową, dlatego nie mieliśmy ambicji, by od podstaw tworzyć rozwiązania w obszarach, w których istnieją już sprawdzone kompetencje. Gdy fundamenty były gotowe, zintegrowaliśmy z nimi nasze własne technologie UEF oraz konstrukcje komór elektromagnetycznych. W tym momencie projekt stał się prawdziwie i jednoznacznie „nasz”. Punkt wyjścia mógł pochodzić z zewnątrz, ale wszystko, co odpowiada za charakter brzmienia Voodoo, jest już efektem pracy Synergistic Research.
Jak trudne było przejście z „laboratorium” do realnych systemów odsłuchowych?
Szczerze mówiąc, przejście od urządzenia znakomicie sprawdzającego się w naszym referencyjnym pokoju odsłuchowym do produktu działającego równie pewnie w rzeczywistych warunkach okazało się trudniejsze niż sama część inżynieryjna projektu. Nasz system referencyjny zapewnia niemal idealne środowisko pracy, ale rynek już nie.
Po premierze Voodoo część egzemplarzy wróciła do nas z rynku. Problemy ostatecznie sprowadzały się do różnic napięcia zasilającego w poszczególnych krajach — czego początkowo nie doszacowaliśmy — oraz do ustawień BIOS-u zachowujących się inaczej w realnych warunkach niż podczas testów laboratoryjnych. Każdy zwrócony egzemplarz został dokładnie przeanalizowany, zidentyfikowaliśmy źródła problemów, zwiększyliśmy zapas wydajności transformatorów w sekcji zasilania oraz dopracowaliśmy ustawienia firmware’u.
Finalna wersja produkcyjna Voodoo pracuje dziś stabilnie w bardzo szerokim zakresie warunków spotykanych na rynku. Co więcej, brzmi lepiej — nawet w idealnych warunkach naszego własnego systemu referencyjnego — niż wcześniejsze wersje rozwojowe.
Jakie miejsce zajmuje Voodoo w ofercie Synergistic Research?
Voodoo znajduje się na szczycie hierarchii produktów sieciowych SR i stanowi logiczne zwieńczenie drogi, która rozpoczęła się od pierwszych konstrukcji okablowania, prowadziła przez bloki uziemiające i kondycjonery zasilania, a następnie objęła przełączniki Ethernet oraz routery. Każdy z tych produktów odpowiada za kontrolę środowiska pola elektromagnetycznego w innym punkcie toru sygnałowego. Voodoo zajmuje się tym już u samego źródła.


