Aurender A1000 – test odtwarzacza sieciowego i serwera muzyki
Recenzja
Recenzja serwera muzycznego z wyjściem analogowym Aurender A1000 w HiFi.de
Autor i źródło recenzji: Bernhard Rietschel, HiFi.de, marzec 2026 r. Recenzję w oryginale można przeczytać TUTAJ.
Dla osób, które również w 2026 roku oczekują od odtwarzacza sieciowego wbudowanej pamięci na muzykę, Aurender A1000 może być bardzo interesującą propozycją. Za dopłatą urządzenie można wyposażyć w dysk o pojemności do 8 TB, zdolny pomieścić nawet bardzo obszerną kolekcję. Rozbudowana obsługa streamingu zapewnia ponadto dostęp do wybranych serwisów muzycznych. Sprawdzamy, jak Aurender A1000 radzi sobie w praktyce.
Określenie „serwer muzyczny” wyszło już nieco z użycia. To właśnie od takich urządzeń rozpoczął się jednak rozwój konstrukcji nazywanych dziś odtwarzaczami sieciowymi lub streamerami. Pierwsze odtwarzacze plików przeznaczone do systemów hi-fi nie obsługiwały transmisji przez sieć, lecz zapisywały muzykę z płyt CD oraz pobrane pliki na wbudowanych dyskach twardych.
Obecnie niemal wszyscy producenci oferują odtwarzacze korzystające z muzyki przechowywanej poza urządzeniem. Zwykle wymagają one również zewnętrznego oprogramowania serwerowego, które porządkuje bibliotekę i prezentuje ją w przejrzystej, atrakcyjnej formie. Koreańska firma Aurender wybrała inną drogę. Jej odtwarzacze pełnią jednocześnie funkcję serwerów, ponieważ są wyposażone w dyski twarde lub nośniki SSD, a zgromadzoną na nich muzykę katalogują za pomocą własnego oprogramowania.
W pełni zintegrowane serwery muzyczne mają wiele praktycznych zalet, choć nie są też pozbawione wad. Dla konstruktorów Aurendera najważniejsza pozostaje jednak jakość dźwięku. Firma nie wkroczyła na rynek hi-fi po to, by tworzyć po prostu sprawnie działające odtwarzacze cyfrowe o poprawnym brzmieniu, lecz by wydobyć z plików muzycznych pełnię ich możliwości.
Wbudowana pamięć pozwala zastosować rozwiązania niedostępne w urządzeniach korzystających wyłącznie z zewnętrznych zasobów. Aurender A1000 zrobił na nas duże wrażenie również podczas odtwarzania muzyki z serwisów streamingowych, których serwery mogą znajdować się na drugim końcu świata. Tym bardziej cieszy cena nowego modelu. A1000 nadal nie jest tani, ale kosztuje wyraźnie mniej niż wcześniejsze urządzenia Aurendera.
Aurender A1000 w teście odsłuchowym: precyzja i jedwabiste brzmienie
W porównaniach urządzeń tej klasy nie należy oczekiwać ogromnych różnic. Współczesny odtwarzacz cyfrowy powinien zapewniać idealnie czyste i zrównoważone tonalnie brzmienie nawet za ułamek tej ceny. Dlatego sprzętowi z najwyższej półki warto poświęcić więcej czasu, słuchając zarówno dobrze znanych, jak i nowych nagrań oraz pozwalając, by pierwsze wrażenia spokojnie się ułożyły. Dopiero później warto sięgnąć po inny odtwarzacz i sprawdzić, jakie różnice stają się słyszalne.
Jednym z urządzeń porównawczych był odtwarzacz sieciowy wbudowany we wzmacniacz zintegrowany. Potężny McIntosh MSA5500 ma wysokiej klasy streamer, a dzięki wejściom analogowym pozwala również korzystać z zewnętrznych źródeł. Co ważne, podawany na te wejścia sygnał pozostaje w całym torze analogowy. Aurender i odtwarzacz McIntosha mogły więc konkurować na równych warunkach. Podczas przełączania między źródłami wyrównaliśmy oczywiście niewielką różnicę poziomów między streamerem wewnętrznym a zewnętrznym. McIntosh grał głośniej zaledwie o około 1 dB, co nie powodowało wyraźnego skoku głośności. Nawet tak niewielka różnica może jednak nadać brzmieniu więcej energii i bezpośredniości, zwłaszcza gdy porównywane urządzenia reprezentują zbliżony poziom jakości.
Początkowo rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Jefferson at Rest, epicki indie-rockowy album grupy Early Day Miners, płynie niespiesznie, tworząc w pomieszczeniu szeroką i stabilną scenę dźwiękową. Za pośrednictwem odtwarzacza McIntosha akordy gitar nabierają bardziej zadziornego, rockowego charakteru. Muzycy znajdują się bliżej siebie, a cały obraz dźwiękowy nieco wyraźniej wysuwa się przed linię kolumn.
Fenomenalna stabilność sceny dźwiękowej
W przypadku Early Day Miners wybór lepszego odtwarzacza wciąż nie był łatwy. Po części wynikało to ze specyfiki nagrania, zrealizowanego ponad 20 lat temu w domowym studiu „Grotto” Daniela Burtona. Znacznie świeższy materiał – choć pod względem muzycznym nieco nostalgiczny – przynosi natomiast Through This Fire Across from Peter Balkan grupy The Mountain Goats. Zespół skupiony wokół Johna Darnielle’a zdobył rozgłos dzięki surowemu indie folkowi w estetyce lo-fi, lecz jego najnowszy album to niezwykle dopracowany pop nasycony brzmieniami lat 70. i 80.
Album brzmi przy tym zaskakująco efektownie, zwłaszcza w utworze Fishing Boat, w którym potężne, zarejestrowane z pełną dynamiką bębny wypełniają całą szerokość sceny. Aurender nie poszerza jej jeszcze bardziej, lecz nadaje prezentacji większy spokój i przejrzystość. Między instrumentami pojawia się więcej miejsca, a one same nabierają większej namacalności i wyraźniej zarysowanych konturów. Aurender wnosi do brzmienia spokój i skupienie, jakich nie potrafi zapewnić odtwarzacz wbudowany w McIntosha. Korzystają na tym nie tylko przestrzeń i stabilność obrazu dźwiękowego, lecz także wysokie tony, które za pośrednictwem A1000 brzmią wyjątkowo jedwabiście i łagodnie, zachowując delikatny blask. Zupełnie inaczej prezentuje się Florence & The Machine na nowym albumie Everybody Scream. Dominuje tu ciemne, przydymione brzmienie, które w utworze One of the Greats przywodzi na myśl Roberta Planta i PJ Harvey.
Zwiększamy głośność, a po chwili jeszcze bardziej. Nagle wszystko nabiera właściwych proporcji i staje się jasne: tej płyty trzeba słuchać głośno. Aurender bez trudu pozostawia w tyle tańsze odtwarzacze, takie jak WiiM Ultra. Może i jest najmniejszym, a na pewno najtańszym modelem tej marki, ale sposób, w jaki zachowuje naturalność, przejrzystość i energię nawet w najbardziej burzliwych rockowych fragmentach, świadczy o jego światowej klasie.
Aurender A1000: konstrukcja i użytkowanie
Jeśli można coś zarzucić Aurenderowi, z pewnością nie będzie to brzmienie. Więcej kontrowersji może budzić sposób obsługi. Osoby poszukujące klasycznego serwera muzycznego, czyli całkowicie samodzielnego urządzenia, które przechowuje, kataloguje i odtwarza muzykę, powinny być z A1000 bardzo zadowolone. Niewiele firm oferuje dziś podobne rozwiązania. Również użytkownicy serwisów streamingowych mogą bez obaw brać ten model pod uwagę.
A1000 obsługuje Spotify, czyli najpopularniejszy serwis streamingowy, a także Tidal i Qobuz – dwie platformy szczególnie cenione przez audiofilów. W każdym przypadku najwygodniej korzystać z aplikacji danego serwisu, która za pośrednictwem protokołu Connect przekazuje odtwarzaczowi polecenia dotyczące odtwarzania muzyki.
Aplikacja Aurender Conductor zapewnia również dostęp do Qobuza i Tidala. Spotify od wielu lat nie pozwala natomiast na obsługę swojej usługi w aplikacjach innych firm. Integracja serwisów z aplikacją Aurendera jest dość podstawowa i w praktyce ogranicza się do pola wyszukiwania. Można za jego pomocą szybko znaleźć dowolne nagranie.
Brakuje jednak rekomendacji i playlist zachęcających do odkrywania nowych wykonawców oraz albumów. Aby z nich skorzystać, trzeba wrócić do aplikacji danego serwisu. Cieszy jednak, że tradycyjny sposób obsługi pozostaje dostępny, ponieważ tylko w ten sposób można tworzyć wspólne playlisty obejmujące muzykę ze streamingu oraz pliki zapisane lokalnie.
Biblioteki na serwerach NAS wymagają dodatkowej pracy
Mniej przekonuje nas sposób, w jaki Aurender obsługuje lokalne zbiory muzyczne. Osoba kupująca drogi streamer mogła przecież już wiele lat temu stworzyć własną bibliotekę, przechowywaną zazwyczaj na serwerze NAS. Większość współczesnych odtwarzaczy sieciowych i systemów multiroom potrafi korzystać z takich zasobów bezpośrednio. Niektóre urządzenia samodzielnie katalogują ich zawartość – tak działają na przykład systemy Sonos i Bluesound.
Inne urządzenia korzystają z oprogramowania serwera UPnP działającego w miejscu przechowywania plików, które udostępnia już uporządkowaną i skatalogowaną bibliotekę. Aurender nie stosuje żadnego z tych rozwiązań. Wymaga skopiowania lokalnych zbiorów na własny dysk wewnętrzny. Dopiero wtedy zapewnia pełne możliwości przeszukiwania biblioteki i wygodny dostęp do muzyki. Jeśli od początku szukasz serwera muzycznego z wbudowaną pamięcią, nie będzie to stanowiło problemu. Ponieważ A1000 jest sprzedawany bez dysku, trzeba dokupić nośnik SSD lub HDD w formacie 2,5 cala i zamontować go w zatoce z tyłu obudowy. Maksymalna obsługiwana pojemność wynosi 8 TB, co powinno z dużym zapasem wystarczyć 99 procentom użytkowników.
Coraz więcej osób rezygnuje z lokalnych bibliotek na rzecz streamingu z chmury. Kolejnym krokiem jest skopiowanie całej kolekcji na dysk Aurendera, widoczny z poziomu komputera jako dysk sieciowy. Dopiero wtedy odtwarzacz skanuje pliki muzyczne i porządkuje je według typowych kategorii, takich jak wykonawca, album oraz tytuł utworu. Uwzględnia również rzadziej wykorzystywane informacje, między innymi nazwisko kompozytora i dyrygenta, szczególnie przydatne miłośnikom muzyki klasycznej.
Wygoda, ale też ograniczenia
Po utworzeniu biblioteki dostęp do muzyki jest szybki i wygodny. Duża w tym zasługa znakomitej aplikacji, która szczególnie na iPadzie bardzo dobrze wykorzystuje powierzchnię ekranu, zachowując przy tym przejrzysty układ. Szkoda jednak, że obsługa UPnP/DLNA nie jest dostępna choćby opcjonalnie. Pozwoliłaby ona bez dodatkowych przygotowań korzystać z muzyki zapisanej na dowolnym serwerze NAS.
Taka biblioteka mogłaby być jednocześnie dostępna dla innych odtwarzaczy sieciowych w domu. Jeśli natomiast A1000 pełni funkcję jedynego serwera, system multiroom można zbudować wyłącznie z kolejnych urządzeń Aurendera. Ze względu na ich ceny dla wielu użytkowników pozostanie to rozwiązaniem poza zasięgiem. Na szczęście istnieje jeszcze jedna możliwość, zapewniająca bardzo wysoką jakość. Aurender ma certyfikat Roon Ready, dzięki czemu w pełni współpracuje z rozbudowanym systemem zarządzania muzyką Roon. Całe przygotowanie biblioteki oraz organizowanie lokalnych zbiorów i serwisów streamingowych przejmuje wówczas serwer Roon, nazywany również Roon Core. Trzeba jednak uwzględnić związane z tym dodatkowe koszty.
Wymóg kopiowania biblioteki do pamięci urządzenia nie wynika jednak z uporu projektantów. Podczas odtwarzania muzyki z wewnętrznego dysku A1000 korzysta z pamięci podręcznej. Całe utwory są najpierw wczytywane do pojemnego bufora SSD, a dopiero później odtwarzane. Rozwiązanie to ma zapewniać jeszcze stabilniejszy przesył danych. W praktyce muzyka z wewnętrznego dysku brzmi odrobinę łagodniej, a przestrzeń jest odwzorowywana precyzyjniej niż podczas odtwarzania plików przez sieć LAN.
Znakomita jakość wykonania
Dzięki grubościennej, perfekcyjnie frezowanej obudowie z aluminium A1000 prezentuje się równie elegancko jak droższe modele Aurendera. Równie imponujące jest wnętrze, w którym zastosowano trzy ekranowane transformatory toroidalne. Dwa nieco mniejsze zasilają wyłącznie sekcję przetwornika cyfrowo-analogowego oraz stopień wyjściowy. Za konwersję sygnału odpowiadają dwa układy AKM AK4490REQ, pracujące w trybie mono.
Należą one do najlepszych przetworników dostępnych na rynku i stanowią ciekawą alternatywę dla niemal wszechobecnych układów ESS. Analogowy sygnał z A1000 jest dostępny wyłącznie na niesymetrycznych wyjściach RCA, natomiast sygnał cyfrowy można przesłać przez złącze koaksjalne lub USB. Symetryczne wyjścia analogowe zarezerwowano dla wyższych modeli. Poziom sygnału na wyjściach RCA jest regulowany, dzięki czemu A1000 może pełnić funkcję przedwzmacniacza i sterować bezpośrednio kolumnami aktywnymi albo końcówką mocy. Połączenie z siecią odbywa się wyłącznie przewodowo, co sprzyja jakości dźwięku i stabilności działania. Aurender oferuje również kilka praktycznych wejść. Najważniejszym z nich jest HDMI ARC, które pozwala wygodnie połączyć telewizor z systemem audio. Do dyspozycji pozostaje także asynchroniczne wejście USB, przyjmujące z komputera sygnał o rozdzielczości do PCM 768 kHz i DSD512 – o ile uda się znaleźć pliki w takich formatach.
Na przednim panelu znajduje się kolorowy wyświetlacz o wysokiej rozdzielczości, który w czytelny sposób prezentuje okładki albumów i informacje o utworach. Towarzyszy mu niewiele, za to bardzo solidnych elementów sterujących: regulacja głośności, odtwarzanie i pauza, zmiana utworów oraz przycisk obsługi wyświetlacza. Pilot Bluetooth na tle okazałego odtwarzacza sprawia nieco tanie wrażenie, ale zapewnia dostęp do wszystkich podstawowych funkcji i działa nawet z sąsiedniego pomieszczenia. Brzmienie A1000 szybko skłania jednak do powrotu na ulubione miejsce odsłuchowe.
Aurender A1000 – podsumowanie
Osoby dysponujące ograniczonym budżetem mogą uznać cenę A1000 za wręcz szaloną. Miłośnicy cyfrowego high-endu, przyzwyczajeni do znacznie droższych urządzeń, będą się natomiast zastanawiać, na czym Aurender musiał zaoszczędzić, aby osiągnąć taki poziom cenowy. To, czy A1000 jest drogi, czy przystępny, zależy więc od punktu widzenia. Pod względem brzmienia wypadł w teście znakomicie. Tak wyrafinowany dźwięk, stabilna scena i subtelna przejrzystość kosztują u konkurencji co najmniej tyle samo. Konstrukcja samodzielnego serwera muzycznego z własnym dyskiem wewnętrznym będzie szczególnie atrakcyjna dla osób poszukujących właśnie takiego rozwiązania oraz tych, które nie mają jeszcze rozbudowanej biblioteki na serwerze DLNA. Z tego powodu urządzenia Aurendera są chętnie wykorzystywane także podczas wystaw hi-fi. Już pięć minut po wyjęciu z pudełka streamer może być gotowy do odtwarzania nawet tysięcy albumów zapisanych na wewnętrznym dysku. Połączenie z siecią LAN nadal jest potrzebne, ale służy już tylko do sterowania urządzeniem.