Certyfikowany sprzęt używanyO nas Blog
KontaktRegulaminPolityka prywatności
© 2026 AudiofastStworzone przez Kryptonum
Zapisz się do newslettera
Przejdź do treści głównej
ProduktyMarkiBlogSerwis
KontaktKonto klientaKoszyk
Strona głównaRecenzjeRecenzja serwera muzycznego z wyjściem a...

Spis treści

  • Mały gigant
  • Centrum sterowania
  • Piekielnie dobry!
  • Gwiazdorski występ
  • Zagranie Bossa
  • Werdykt „Hi-Fi News”

Aurender A1000

Serwer muzyczny z wyjściem analogowym o wybitnym stosunku jakości do ceny

18 470 zł
Recenzja16 września 2026

Recenzja serwera muzycznego z wyjściem analogowym Aurender A1000 w Hifi News

Autor i źródło recenzji: Mark Craven, hifi news, sierpień 2026 r.

Recenzję w oryginale przeczytasz TUTAJ.

Ostatnim modelem Aurendera recenzowanym na łamach HFN był flagowy, trzyczęściowy serwer sieciowy N50, wyceniony na 38 900 funtów, w którym – jak zauważył Andrew Everard – „nie uświadczymy nawet przetwornika cyfrowo-analogowego” [HFN, czerwiec 2026]. Na jego tle pochodzący z Korei Południowej A1000 wydaje się wręcz przystępny cenowo, a przy tym imponuje bogactwem funkcji. Kosztujące 4600 funtów urządzenie mieści w jednej obudowie odtwarzacz sieciowy obsługiwany za pomocą aplikacji oraz przetwornik cyfrowo-analogowy ze stałym i regulowanym poziomem wyjściowym. Producent przewidział także możliwość zamontowania wewnętrznego nośnika danych.

Pod tym względem Aurender A1000 musi mierzyć się ze znacznie silniejszą konkurencją niż flagowy serwer N50. Wielofunkcyjne odtwarzacze sieciowe z przetwornikiem cyfrowo-analogowym nie należą do rzadkości w tym, a nawet niższym przedziale cenowym – szczególnie w ofertach nowych marek z Dalekiego Wschodu. Aurender działa jednak od 2010 roku. Firma powstała w koreańskiej prowincji Gyeonggi-do, stawiając sobie za cel „usunięcie komputera z computer audio”, a zdobyte od tego czasu doświadczenie znajduje odzwierciedlenie w dopracowaniu zarówno urządzeń, jak i oprogramowania.

Mały gigant

A1000 to nowy podstawowy odtwarzacz sieciowy z przetwornikiem cyfrowo-analogowym – lub „analogowy serwer muzyczny”, jak określa go Aurender – jednak ani stylistyka, ani jakość wykonania nie zdradzają jego miejsca w ofercie. Wzornictwo przemysłowe nawiązuje do większych i bardziej zaawansowanych modeli producenta. Obejmuje duży, kolorowy wyświetlacz, kwadratowe przyciski sterujące oraz podświetlany włącznik pełniący również funkcję przełącznika trybu czuwania. Masywna aluminiowa obudowa, dostępna w kolorze czarnym lub naturalnym, prezentuje się elegancko. Gruby panel przedni został wyprofilowany u góry i u dołu, natomiast boki zdobią imitacje żeber radiatorów. Wymiary 350 × 97 × 356 mm (szer. × wys. × gł.) plasują urządzenie pomiędzy konstrukcjami pełnowymiarowymi a kompaktowymi.

A1000 można obsługiwać za pomocą przycisków sterowania odtwarzaniem, przełączników wejść i wyjść oraz pokrętła głośności. Otaczający je pierścień świetlny zmienia kolor w zależności od wybranego źródła. Jak zwykle jednak urządzeniem sieciowym najwygodniej sterować za pomocą dedykowanej aplikacji. Platforma Aurender Conductor działa szybko, jest na szczęście wolna od błędów i oferuje wiele przydatnych funkcji [patrz ramka]. Dołączony do A1000 pilot Bluetooth, wyposażony w pokrętło nawigacyjne i czytelnie opisane przyciski, nie dorównuje urządzeniu solidnością wykonania, ale mimo to należy do lepszych konstrukcji tego typu.

Bogaty zestaw złączy i funkcji sprawia, że A1000 może zastąpić kilka osobnych urządzeń w uproszczonym systemie. Można go podłączyć bezpośrednio do końcówki mocy albo – jeszcze prościej – do pary kolumn aktywnych. Zabrakło jednak pary zbalansowanych wyjść XLR, co w zależności od konfiguracji pozostałych elementów systemu może przesądzić o rezygnacji z zakupu.

Centrum sterowania

Nie jest to osobliwość typowa dla Aurendera, ponieważ droższe modele tej firmy zostały wyposażone w takie złącza. Brak wyjść XLR oraz wbudowanego wzmacniacza słuchawkowego wynika więc wyłącznie z konieczności utrzymania założonego poziomu cenowego. Można jednak zasadnie argumentować, że skoro konkurencyjni producenci przetworników potrafią zastosować zbalansowane wyjścia analogowe w urządzeniach tej klasy cenowej, Aurender również powinien je zaoferować.

Wyjście analogowe ogranicza się zatem do niezbalansowanych gniazd RCA, natomiast do przesyłania sygnału cyfrowego do zewnętrznego przetwornika służą złącza USB-A i koaksjalne. Wśród przewodowych wejść cyfrowych znalazły się gniazda koaksjalne, optyczne, USB-B oraz HDMI ARC, które po raz pierwszy pojawiło się w urządzeniu Aurendera. Dostępne jest również drugie złącze USB-A, przeznaczone dla pamięci zewnętrznej. Nad rzędem wejść umieszczono zdejmowaną pokrywę, pod którą znajduje się zatoka na 2,5-calowy dysk SSD lub HDD o pojemności do 8 TB.

A1000 łączy się z siecią domową za pośrednictwem gigabitowego portu Ethernet. Firma nadal rezygnuje z modułów Wi-Fi, twierdząc, że „większość sieci bezprzewodowych działa niestabilnie, jest podatna na przerwy w transmisji i oferuje ograniczoną przepustowość”. W przypadku audiofilskiego urządzenia kosztującego niemal 5000 funtów nie uważam tego za ograniczenie. A1000 nie jest jednak całkowicie uzależniony od połączeń przewodowych. Strumieniowanie przez Bluetooth z kodekiem aptX HD oraz obsługa Tidal Connect, Spotify Connect, AirPlay i Google Cast umożliwiają szybkie odtwarzanie muzyki przez gości, którzy nie zainstalowali aplikacji Aurendera.

Za funkcje sieciowe oraz obsługę interfejsu użytkownika odpowiada czterordzeniowy procesor ARM Cortex-A55 zasilany z osobnego zasilacza liniowego. Dwa kolejne zasilacze przeznaczono dla pracującej w układzie dual mono sekcji przetwornika cyfrowo-analogowego, wykorzystującej dwie produkowane od lat kości AKM 4490REQ [patrz pomiary PM]. Aurender oferuje sześć filtrów cyfrowych. Urządzenie można również przełączyć w tryb Critical Listening, w którym wyłączane są wyświetlacz oraz „inne funkcje działające w tle”.

Piekielnie dobry!

Poczucie pewności, jakie daje wyjątkowo stabilne oprogramowanie Aurendera i solidnie wykonane urządzenie, znajduje odzwierciedlenie w brzmieniu A1000. Testowany jako wszechstronny odtwarzacz sieciowy z przetwornikiem cyfrowo-analogowym, podłączony wyjściami analogowymi do wzmacniacza zintegrowanego Hegel H150 [HFN, styczeń 2026], A1000 nie pozostawiał niedosytu pod względem szczegółowości ani rozdzielczości. Co ważniejsze, otwarty i wyrazisty charakter sekcji DAC opartej na układach AKM łączył się z naturalnością brzmienia oraz znakomitą potęgą najniższych częstotliwości. Od szczegółów w zakresie niskiego basu po niuanse barwowe w wyższej średnicy – A1000 zachowywał doskonałą równowagę.

Kiedy włączyłem tytułowy utwór z albumu AC/DC Highway To Hell [remaster z 2020 roku, Columbia; 96 kHz/24 bity], genialnie oszczędny riff Malcolma Younga popłynął z moich kolumn B&W 705 S3 Signature [HFN, sierpień 2024] z wyjątkową szczegółowością. Masywne akordy nadal dawały się rozpoznać jako złożone z poszczególnych dźwięków, zamiast zlewać się w niewyraźną całość. Słychać było również warstwę syczących zniekształceń harmonicznych – pochodzących z gitary Younga, a nie z przetwornika Aurendera – gdy instrument wybrzmiewał w akustyce studia. Na wejściu dane cyfrowe, na wyjściu muzyczna magia. Wkrótce do Younga dołącza bezpośrednia, pozbawiona ozdobników partia perkusji. A1000 wyraźnie różnicował każde uderzenie stopy i hi-hatu: pierwsze było mocne i głębokie, drugie zaś ostre, lecz naturalne.

Gwiazdorski występ

A1000 osiągnął podobny efekt w utworze „In The Stars” The Rolling Stones, singlu z nowego albumu zespołu Foreign Tongues [Polydor Records; plik 48 kHz/24 bity]. Lśniące, bogate w szczegóły brzmienie fortepianu i chórków kontrastowało z ponownie poddanym studyjnej obróbce wokalem Micka Jaggera.

Po potwierdzeniu rockandrollowego temperamentu A1000 stanął przed zupełnie innym wyzwaniem, jakim był album Anne-Sophie Mutter East Meets West [Alpha Classics; 192 kHz/24 bity]. Nagrania skupiają uwagę na skrzypaczce umieszczonej na pierwszym planie i pośrodku sceny, a zarazem oddają atmosferę różnych miejsc, w których zarejestrowano materiał. Niemal hipnotyzujący efekt wywoływał sposób, w jaki Mutter kształtowała dźwięki i zdecydowanie atakowała struny w dysonansowej, dynamicznej kompozycji „Gran Cadenza, For Two Violins”, wykonywanej wspólnie z Nancy Zhou i nagranej w nowojorskiej Carnegie Hall. Przetwornik Aurendera znakomicie oddawał fizyczny wymiar występu – mocne uderzenia pizzicato przeplatały się ze strzelistymi, delikatnymi niczym pajęcza nić wysokimi tonami.

Kolejnego dowodu na sugestywność brzmienia dostarczył utwór „They All Laughed” z albumu Ella And Louis Again z 1957 roku [Verve Reissues; 96 kHz/24 bity]. Dwojgu legendarnym wokalistom towarzyszy w nim Oscar Peterson Trio, a o wartości nagrania decydują uchwycone niuanse i wrażenie obecności muzyków w pomieszczeniu. Nawet w ramach monofonicznego obrazu A1000 oddał odległość dzielącą Armstronga od mikrofonu oraz znajdujących się za nim instrumentalistów, nie tracąc niczego z szorstkości i pełni jego głosu. Fitzgerald śpiewała z wyraźniejszą artykulacją, większą bezpośredniością i – owszem – charakterystyczną zadziornością.

Zagranie Bossa

Pomysł Ryana Adamsa, aby ponownie nagrać utwór po utworze cały album Bruce’a Springsteena Nebraska, jest dość osobliwy. Oryginalne, surowe wydawnictwo Bossa należy do klasyki, można zaś argumentować, że wersji Adamsa z 2023 roku [PAX-AM; 44,1 kHz/24 bity] brakuje niezbędnej szorstkości i intymności, utraconych w dążeniu do uzyskania nowocześniejszego brzmienia. Mimo to jego interpretacja „Atlantic City” zabrzmiała za pośrednictwem A1000 wyjątkowo bogato. Otwierająca utwór gitara akustyczna była delikatna, a zarazem pełna, natomiast siła, z jaką Adams uderza w niskie struny, została przekazana bardzo przekonująco. Przejrzystość brzmienia A1000 pozwalała również śledzić niepokojące, zdublowane partie wokalne, które pojawiają się i znikają w refrenie.

Biorąc pod uwagę cenę, trudno znaleźć tu jakiekolwiek powody do krytyki poza brakiem wyjść zbalansowanych. Można wprawdzie oczekiwać, że różnice pomiędzy ustawieniami filtrów cyfrowych będą wyraźniejsze, ale naturalne, ekspresyjne i pełne brzmienie urządzenia okazało się na tyle atrakcyjne, że nie odczuwałem potrzeby jego modyfikowania. Warto jednak wypróbować tryb Critical Listening, o ile można pogodzić się z brakiem okładki albumu na wyświetlaczu A1000. Zapewnił on odczuwalną poprawę definicji basu i ogólnej przejrzystości, co dało się zauważyć w bogatym zakresie niskich tonów oraz kontrastujących ze sobą barwach mandoliny, altówki i gitary w utworze „Deeper Than Crying” Alison Krauss & Union Station [So Long So Wrong; Rounder Records RCD 0365].

Sposób, w jaki A1000 odtworzył ten utwór, doskonale podsumował cechy wyróżniające go na tle konkurencji. Pozbawiony lekkiej szorstkości, która często ciąży na słabszych źródłach cyfrowych, sieciowy odtwarzacz Aurendera z przetwornikiem cyfrowo-analogowym zabrzmiał gładko, szczegółowo i dynamicznie, tworząc niezwykle przekonujący obraz Krauss i jej zespołu wspólnie muzykujących w studiu w Nashville.

Werdykt „Hi-Fi News”

Poza ceną, znacznie niższą niż w przypadku pozostałych urządzeń marki, oraz brakiem wyjść zbalansowanych niewiele wskazuje na to, że Aurender A1000 jest modelem podstawowym. W praktyce oferuje brzmienie, które może przekonać do źródeł cyfrowych nawet zagorzałych miłośników płyt winylowych. Ten odtwarzacz sieciowy z przetwornikiem cyfrowo-analogowym ujmuje również znakomitą jakością wykonania i wykończenia, możliwością zamontowania wewnętrznego nośnika danych oraz świetną aplikacją sterującą. Zdecydowanie powinien znaleźć się na liście urządzeń branych pod uwagę.

Jakość dźwięku: 88%