Recenzja serwera muzycznego Aurender N50 w Stereophile

Autor i źródło recenzji: Mugiel Barrio, Stereophile, kwiecień 2026 r.
Urodziłem się i wychowałem w Argentynie. Od najmłodszych lat fascynowały mnie maszyny. Moja mama nazywała mnie „Botones” (po hiszpańsku „Guziki”), ponieważ naciskałem każdy przycisk i obracałem każdą gałkę, jaką napotkałem. Szczególnie interesowały mnie urządzenia odtwarzające muzykę, zwłaszcza konsola Grundiga mojego ojca, której brzmienie przypominało ciepły powiew wiatru o zachodzie słońca. Nic więc dziwnego, że zdecydowałem się na studia naukowe.
Pod koniec lat 90. byłem doktorantem fizyki na Uniwersytecie Chicagowskim i jednocześnie dociekliwym, choć niezamożnym audiofilem. Starałem się ulepszać swój zestaw klasy średniej wszelkimi dostępnymi sposobami, co najczęściej oznaczało rozkręcanie urządzeń i eksperymentowanie na własną rękę. Każdego dnia, idąc do budynku instytutu, mijałem kontener na odpady z laboratorium. Było to miejsce niemal magiczne — często znajdowałem tam interesujące, wyrzucone urządzenia.
Pewnego razu trafiłem na 500-watowy autotransformator regulowany (Variac) — bardzo ciężki. Włożyłem go do kartonowego pudełka i zaniosłem do mieszkania, oddalonego o 20 minut marszu. Mam go do dziś i przez lata wielokrotnie okazywał się niezwykle przydatny.
Innym razem znalazłem niskoszumowy, symetryczny zasilacz. Od razu wiedziałem, jak go wykorzystać: do poprawy jakości zasilania analogowego stopnia wyjściowego mojego odtwarzacza CD Sony z serii ES. Modyfikacja polegała na przecięciu ścieżek zasilających sekcję analogową i podłączeniu jej do nowego źródła zasilania. Udało mi się nawet zamontować cały układ wewnątrz obudowy odtwarzacza.
Efekt był przełomowy — znacznie bardziej wyraźny niż wcześniejsze modyfikacje, takie jak wymiana wzmacniaczy operacyjnych na lepsze czy zastąpienie elektrolitycznych kondensatorów sprzęgających kondensatorami foliowymi. Dzięki nowemu zasilaniu dźwięk stał się bardziej swobodny, przestrzenny i bogatszy tonalnie.
Było to moje pierwsze istotne zetknięcie z czymś, co później stało się powszechnie uznawaną prawdą: redukcja szumów zasilania przekłada się na lepsze brzmienie. W tym przypadku ulepszone zasilanie zasilało jednak tor analogowy, więc trudno mówić o zaskoczeniu — rezultat był jak najbardziej logiczny.
Aurender określa model N50 (38 500 USD) mianem „transportu cyfrowego”. To trafne określenie — urządzenie pełni w istocie podobną funkcję jak transport CD, lecz w odniesieniu do strumieniowanej muzyki oraz plików lokalnych. Pobiera dane muzyczne z serwisów streamingowych lub z nośników — wewnętrznych dysków SSD bądź pamięci podłączonych przez USB — a następnie przekazuje je w postaci czystego sygnału cyfrowego do zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego (DAC).
N50 składa się z trzech oddzielnych obudów — producent nazywa je „jednostkami” — połączonych trzema przewodami. Jednostka serwerowa mieści układy komputerowe, pamięć masową oraz moduł wyjścia USB Audio. Jednostka audio odbiera dane z serwera i przygotowuje strumień cyfrowy do przekazania do przetwornika DAC. Jej konstrukcja została podporządkowana maksymalizacji jakości sygnału cyfrowego — z naciskiem na precyzję taktowania oraz minimalizację zakłóceń elektrycznych. Trzecia część, jednostka zasilająca, zawiera niezależne zasilacze dla dwóch pozostałych modułów, izolując je zarówno od zakłóceń zewnętrznych (elektrycznych i mechanicznych), jak i od siebie nawzajem.
Jednostka serwerowa stanowi centrum sterowania całego systemu — to tutaj odbywa się wszelka obróbka danych. Na jej froncie znajduje się szeroki na 8,8 cala wyświetlacz prezentujący okładki albumów oraz informacje o odtwarzaniu. Obraz jest ostry, czytelny i dobrze widoczny nawet z większej odległości. Po lewej stronie umieszczono przycisk zasilania, natomiast po prawej cztery kwadratowe przyciski: Menu wyświetlacza, Odtwarzanie/Pauza, Poprzedni utwór oraz Następny utwór. W zestawie znajduje się również solidny pilot wykonany z frezowanego aluminium, oferujący dostęp do tych funkcji oraz dodatkowych ustawień.
Jednostka serwerowa została wyposażona w nowo zaprojektowane wyjście USB Audio z pełną izolacją galwaniczną, która rozdziela połączenia elektryczne pomiędzy sekcją obliczeniową a torem audio. Zastosowano także skuteczną eliminację zakłóceń wspólnych (common-mode), co pozwala ograniczyć przenikanie szumów o wysokiej częstotliwości generowanych przez układy cyfrowe.
Jednostka audio
Jednostka audio została zaprojektowana wyłącznie z myślą o wyprowadzaniu sygnałów cyfrowych w standardzie S/PDIF oraz pokrewnych. Do dyspozycji mamy typowe wyjścia: elektryczne S/PDIF, optyczne S/PDIF (TosLink), AES3 (profesjonalną, zbalansowaną odmianę S/PDIF) oraz dual-wire AES3 (przeznaczone do współpracy z przetwornikami dCS i Esoteric).
Modułowa zatoka rozszerzeń umożliwia instalację dodatkowych interfejsów wyjściowych: standardowo dostępny jest moduł I²S-over-HDMI, opcjonalnie można zastosować moduł MSB ProISL (dla przetworników MSB) lub CH Link HD (dla DAC-ów CH Precision — dostępny wkrótce).
Według Aurendera jednostka audio wykorzystuje starannie zaprojektowany układ zegara, generujący sygnał taktujący o wyjątkowo wysokiej precyzji i minimalnym dryfcie częstotliwości. Konstrukcja ta dodatkowo optymalizuje sygnał cyfrowy poprzez skuteczną redukcję zakłóceń elektrycznych.
Zastanawiające jest, że wyjście USB Audio umieszczono w jednostce serwerowej, podczas gdy wszystkie pozostałe wyjścia znajdują się w dedykowanej jednostce audio. Dlaczego? Aurender nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, jednak najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest następujące.
Protokół USB Audio wykorzystuje mechanizm kontroli przepływu danych: przetwornik DAC komunikuje się z serwerem, regulując strumień danych tak, aby bufor po stronie DAC-a nie uległ opróżnieniu ani przepełnieniu. Taka dwukierunkowa komunikacja wymaga ciągłej interakcji z układami komputerowymi w jednostce serwerowej, co nieuchronnie wiąże się z generowaniem zakłóceń elektrycznych.
Z kolei jednostka audio została zaprojektowana z myślą o generowaniu synchronicznego sygnału cyfrowego, w którym kluczowe znaczenie mają precyzja taktowania oraz niski poziom szumów. Decyzja o odseparowaniu tych funkcji wydaje się więc logiczna — pozwala zachować maksymalną czystość sygnału w wyjściach synchronicznych, eliminując potencjalne zakłócenia związane z interfejsem USB.
Czy bity to tylko bity?
Jeśli dane docierające do przetwornika DAC są identyczne z materiałem źródłowym, to czy konwersja do postaci analogowej nie powinna być idealna? To tylko część prawdy. Podczas rekonstrukcji sygnału analogowego z próbek cyfrowych kluczowe znaczenie ma precyzja w czasie.
Rozważmy prosty przykład: jeśli odtworzymy zapis cyfrowy odpowiadający tonowi 1 kHz z połową nominalnej prędkości, usłyszymy dźwięk o częstotliwości 500 Hz. Innymi słowy — same bity nie wystarczą. Ich poprawna interpretacja zależy od dokładnego taktowania. W przetworniku DAC czas ma znaczenie fundamentalne.
Współczesne układy cyfrowe dysponują zegarami o bardzo wysokiej średniej dokładności. Szybkie, krótkookresowe odchylenia od częstotliwości nominalnej są zazwyczaj niesłyszalne. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy częstotliwość zegara ulega powolnym zmianom w czasie. Tego rodzaju niskoczęstotliwościowe odchylenia określa się mianem szumu fazowego (phase noise), który w dziedzinie czasu objawia się jako jitter fazowy.
Minimalizacja tego typu jittera ma kluczowe znaczenie — temat ten był wielokrotnie analizowany w literaturze branżowej.
Można zapytać: czy problem jittera nie został rozwiązany już lata temu? Przełomowe badanie Benjamina i Gannona (1998) wykazało, że jitter staje się słyszalny dopiero przy poziomach znacznie wyższych niż te występujące we współczesnych systemach audio. Należy jednak pamiętać, że badania te koncentrowały się głównie na zniekształceniach łatwo uchwytnych.
Z czasem wielu doświadczonych słuchaczy i inżynierów zwróciło uwagę, że pewne rodzaje jittera — nawet o znacznie niższej amplitudzie — mogą być uchwytne w krytycznych warunkach odsłuchowych. Dotyczy to szczególnie jittera wynikającego z szumu fazowego, związanego z powolnymi zmianami częstotliwości zegara rzędu setek herców, który może wpływać na percepcję jakości dźwięku.
Kolejnym „niewidzialnym przeciwnikiem” jest szum elektryczny. Może on indukować jitter, utrudniając jednoznaczne określenie momentu przejścia stanów logicznych sygnału cyfrowego. Co więcej, zakłócenia te mogą przenikać do analogowych stopni wyjściowych przetwornika.
W praktyce oznacza to, że wysokiej jakości synchroniczny sygnał cyfrowy wymaga maksymalnej precyzji czasowej, minimalnego dryftu niskoczęstotliwościowego oraz jak najniższego poziomu zakłóceń elektrycznych i mechanicznych.
Powrót do N50
Model N50 został zaprojektowany z myślą o eliminacji problemów opisanych wcześniej. Wyposażono go w wysokiej klasy układ zegara, niskoszumowe zasilanie oraz sztywną, mechaniczną konstrukcję obudowy, ograniczającą wpływ drgań na powstawanie jittera.
Jednostka serwerowa — stanowiąca „mózg” całego systemu — jest pozbawiona wentylatorów, a więc całkowicie bezgłośna. Takie rozwiązanie sprzyja nie tylko komfortowi użytkowania, lecz także optymalnej pracy układów przy minimalnym poziomie zakłóceń elektrycznych.
Jednostka audio wykorzystuje architekturę zegara zaprojektowaną tak, aby ograniczyć zarówno wolne, jak i szybkie odchylenia częstotliwości, minimalizując tym samym negatywny wpływ jittera na brzmienie. Z kolei sekcja zasilania opiera się na oddzielnych transformatorach i niezależnych układach stabilizacji napięcia dla jednostki serwerowej i audio. Takie rozwiązanie pozwala maksymalnie poprawić jakość zasilania każdego z modułów oraz ograniczyć przenikanie zakłóceń generowanych przez część obliczeniową do toru audio.
Dlaczego jednak przykładać tak dużą wagę do synchronicznego wyjścia S/PDIF, skoro asynchroniczne USB osiągnęło dziś bardzo wysoki poziom? Z mojego doświadczenia — oraz obserwacji wielu innych użytkowników — wynika, że połączenia S/PDIF często oferują bardziej naturalne, swobodne brzmienie niż interfejs USB.
Drugim powodem jest fakt, że niektóre interesujące przetworniki DAC obsługują wyłącznie standardy pokrewne S/PDIF. Można przypuszczać, że ich konstruktorzy doszli do podobnych wniosków w ocenie różnych interfejsów cyfrowych.
Wrażenia z użytkowania N50
Rozpakowanie i instalacja N50 okazały się przyjemnością — choć niepozbawioną wysiłku fizycznego. Trzy duże, ciężkie kartony zawierały wszystkie elementy systemu. Pomijając masę urządzeń, sam proces konfiguracji przebiegł bezproblemowo: trzy przewody łączące moduły — dwa zasilające i jeden sygnałowy — można podłączyć tylko w jeden sposób, co eliminuje ryzyko pomyłki. Wystarczy połączyć jednostki, podłączyć sekcję zasilania do sieci, dołączyć kabel Ethernet — i sprzęt jest gotowy do pracy. Kolejnym krokiem jest konfiguracja odtwarzania muzyki.
Aplikacja Conductor
Aplikacja Aurender Conductor dostępna jest na systemy iOS oraz Android. Po zainstalowaniu jej na iPadzie urządzenie N50 zostało natychmiast wykryte, a połączenie nawiązano błyskawicznie.
Aurender N50 obsługuje strumieniowanie z serwisów Tidal, Qobuz, Spotify oraz radia internetowego. Oczywiście umożliwia również odtwarzanie plików lokalnych. Urządzenie bez problemu przekazuje do przetwornika praktycznie każdy format pliku, przy wszystkich powszechnie stosowanych częstotliwościach próbkowania.
Sama aplikacja Conductor jest dopracowana, dojrzała i dobrze wspierana przez producenta. W trakcie testów działała bez najmniejszych zastrzeżeń. Pierwszym krokiem konfiguracji jest połączenie z wybranym serwisem streamingowym — Tidal i Qobuz są zintegrowane bezpośrednio z aplikacją. Spotify również jest dostępny, jednak jego wybór powoduje uruchomienie natywnej aplikacji Spotify.
Po połączeniu konta ulubione albumy, utwory i playlisty pojawiają się w głównym oknie. Wystarczy jedno kliknięcie, aby rozpocząć odtwarzanie. Nawigacja jest intuicyjna, a wyszukiwarka działa w trybie zintegrowanym: jedno zapytanie obejmuje zarówno pliki lokalne, jak i zasoby serwisów streamingowych (Tidal i/lub Qobuz). Wyniki prezentowane są oddzielnie — przełączanie między nimi odbywa się za pomocą ikon w górnej części ekranu.
Jeśli posiadasz własną bibliotekę plików muzycznych, możesz skorzystać z kilku sposobów ich udostępnienia. Choć N50 nie oferuje fabrycznie zainstalowanej pamięci wewnętrznej, wyposażono go w dwie zatoki na dyski SSD, co pozwala użytkownikowi samodzielnie dobrać nośniki. Alternatywnie można podłączyć dysk USB do jednego z portów serwera lub wskazać zasób sieciowy w postaci pamięci NAS.
Testy rozpocząłem od instalacji plików na dysku wewnętrznym — Aurender dostarczył egzemplarz SSD na potrzeby recenzji. Aby przyspieszyć transfer danych, podłączyłem zewnętrzny dysk USB z muzyką bezpośrednio do serwera i skorzystałem z aplikacji Conductor do skopiowania plików na wewnętrzny nośnik. Późniejsze, przyrostowe aktualizacje biblioteki można już wygodnie przeprowadzać przez sieć. W przypadku korzystania z NAS-a, możliwe jest jego zamontowanie z poziomu aplikacji Conductor i używanie w identyczny sposób jak pamięci lokalnej. W każdym z tych scenariuszy aplikacja automatycznie skanuje bibliotekę, odczytując metadane zapisane w plikach.
Z czasem szczególnie doceniłem funkcje odkrywania muzyki oferowane przez współczesne źródła cyfrowe. Conductor nie zapewnia takich możliwości dla plików lokalnych, jednak obsługuje funkcję Autoplay w serwisach Tidal i Qobuz — mechanizmy rekomendacji uruchamiają się automatycznie po zakończeniu odtwarzania kolejki.
Znaczenie metadanych trudno dziś przecenić, zwłaszcza w przypadku rozbudowanych bibliotek. Pod tym względem Aurender prezentuje poziom typowy dla tej klasy urządzeń — ani wyraźnie lepszy, ani gorszy od konkurencji (z wyjątkiem systemu Roon, który pod względem bogactwa informacji i integracji pozostaje w swojej własnej lidze). W przypadku plików lokalnych Conductor opiera się na metadanych zapisanych bezpośrednio w plikach. Aplikacja umożliwia ich podstawową edycję, przy czym wprowadzone zmiany zapisywane są w samych plikach, dzięki czemu pozostają dostępne również przy korzystaniu z innych odtwarzaczy czy platform.
Conductor oferuje także ograniczony dostęp do informacji z Wikipedii dotyczących wykonawców i albumów. W przypadku serwisów streamingowych aplikacja udostępnia pełny zestaw metadanych, włącznie z cyfrowymi książeczkami (PDF), jeśli są one dostępne w danym serwisie.
Warto jednak odnotować pewne ograniczenie: jeśli cyfrowe materiały towarzyszące (np. booklet w formacie PDF) zapisane są razem z lokalnymi plikami muzycznymi, dostęp do nich możliwy jest wyłącznie poprzez tryb przeglądania folderów w aplikacji Conductor.
odsumowując, aplikacja Conductor to narzędzie, z którego korzysta się z prawdziwą przyjemnością — dopracowane, kompletne i intuicyjne. Oferuje rozbudowane możliwości filtrowania, m.in. według ostatnio dodanych plików, formatu, częstotliwości próbkowania, głębi bitowej czy ulubionych utworów. Obsługuje również odtwarzanie bez przerw (gapless), funkcję często pomijaną, a niezwykle istotną dla miłośników muzyki klasycznej i wielu innych gatunków.
Pewnym ograniczeniem jest brak możliwości grupowania utworów według form muzycznych (np. części większych dzieł). Z mojej wiedzy wynika, że funkcję tę oferuje obecnie wyłącznie platforma Roon.
N50 wspiera Apple AirPlay 2 oraz strumieniowanie plików w standardzie UPnP, choć w tym drugim przypadku konieczne jest użycie zewnętrznej aplikacji sterującej, takiej jak MConnect. Obsługiwane są także Qobuz Connect oraz Spotify Connect — możliwe jest więc sterowanie odtwarzaniem bezpośrednio z poziomu tych aplikacji. Brakuje natomiast wsparcia dla Tidal Connect.
Preferujesz środowisko Roon? N50 posiada certyfikat Roon Ready i współpracuje z tym systemem bez najmniejszych problemów. Korzystam z Roona na co dzień od ponad dekady, więc dobrze znam jego możliwości. To dopracowana, dojrzała platforma oferująca bogate metadane, znakomite narzędzia do odkrywania muzyki oraz wzorcową integrację plików lokalnych i serwisów streamingowych. Dodatkowo umożliwia odtwarzanie wielostrefowe (multiroom). Pod względem informacyjnej głębi doświadczenia odsłuchowego trudno znaleźć dla niej konkurencję.
Mimo to Conductor okazał się w pełni wartościową alternatywą — zwłaszcza gdy w centrum uwagi stawiamy jakość brzmienia.
Formaty odtwarzania i przetwarzanie sygnału cyfrowego
Większość cyfrowych nagrań muzycznych zapisywana jest w standardzie PCM (Pulse Code Modulation). PCM dzieli się na dwie „rodziny” częstotliwości próbkowania: 44,1 kHz i jej wielokrotności oraz 48 kHz i jej wielokrotności. Rodzina 44,1 kHz wywodzi się bezpośrednio ze standardu płyty CD. N50 umożliwia upsampling sygnału PCM w obrębie tych rodzin — odpowiednio 2-, 4-, 8- lub 16-krotny — jednak wyłącznie na wyjściach jednostki audio. Wyjście USB Audio w jednostce serwerowej nie obsługuje tej funkcji.
Urządzenie oferuje trzy sposoby odtwarzania materiału DSD: w formacie DSD-over-PCM (DoP), natywnie (wyłącznie przez wyjścia USB oraz I²S) oraz poprzez konwersję do PCM — dla przetworników, które nie obsługują ani DoP, ani natywnego DSD. Użytkownicy posiadający rozbudowane biblioteki MQA mogą aktywować dekodowanie pierwszego etapu (tzw. core decoding) za jednorazową opłatą licencyjną w wysokości 49,99 USD. W przeciwnym razie dane zakodowane w MQA są przekazywane bez zmian do przetwornika DAC obsługującego ten standard.
Po podłączeniu przetwornika USB do wyjścia USB Audio jednostki serwerowej N50 automatycznie rozpoznaje obsługiwane przez niego częstotliwości próbkowania. Jeśli sygnał wejściowy wykracza poza te możliwości, urządzenie dokonuje jego konwersji do odpowiedniego formatu. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku wyjść jednostki audio: jeśli na przykład odtworzymy plik 384 kHz przez wyjście koncentryczne S/PDIF, którego maksymalna przepustowość wynosi 192 kHz, sygnał nie zostanie automatycznie przeskalowany — co skutkuje zniekształceniami dźwięku. Producent rozważa wprowadzenie funkcji umożliwiającej automatyczne dopasowanie parametrów sygnału do możliwości przetwornika również na tych wyjściach.
Brzmienie
Czy transport cyfrowy może mieć własny charakter brzmieniowy? Dla mnie odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Każdy, kto miał okazję porównywać różne transporty CD współpracujące z tym samym przetwornikiem DAC, dobrze zna to zjawisko.
Zacznę od jednego z moich ulubionych utworów — „Contrabajísimo” Contrabajísimo autorstwa Astor Piazzolla, pochodzącego z albumu Tango: Zero Hour (wydanie: The American Clavé Recordings, DSD64 z ripu SACD; dostępne również w streamingu jako 24/88,2 FLAC). Utwór rozpoczyna się mocnym, „męskim” fundamentem kontrabasu, by następnie przejść w bardziej subtelne, „kobiece” frazy skrzypiec — muzyczny odpowiednik wyraźnie zarysowanych ról w tangu. Kompozycja imponuje energią i wyrazistością: ostro zarysowana perkusja, faktura kontrabasu i bandoneonu oraz wykonawcza brawura składają się na niezwykle sugestyjną całość.
Odtwarzany przez N50, połączony z moim przetwornikiem dCS Rossini APEX DAC za pomocą interfejsu dual-wire AES3, utwór zabrzmiał przestrzennie i swobodnie, z wyraźnie różnicowanymi barwami. Wszystko układało się w spójną, naturalną prezentację — wciągającą i zapadającą w pamięć, daleką od mechaniczności czy sterylności.
Kolejny wybór nie będzie zaskoczeniem: „Libertango” Libertango w interpretacji 12 Cellists of the Berlin Philharmonic z albumu Hora Cero (24/96 FLAC, Sony Classical/Qobuz). To nagranie fascynuje nie tylko pod względem muzycznym, ale również realizacyjnym. Dwanaście wiolonczel tworzy gęstą, nasyconą strukturę dźwiękową, pełną drobnych niuansów i informacji — prawdziwe wyzwanie dla każdego systemu audio.
Połączenie S/PDIF znakomicie oddaje rozdzielczość poszczególnych instrumentów w przestrzeni i ich zróżnicowanie barwowe, zachowując przy tym naturalną fakturę brzmienia wiolonczel. Dla porównania, odtwarzanie przez Roon — zarówno z wykorzystaniem N50, jak i bezpośrednio przez przetwornik Rossini — wypadało mniej gładko i z mniejszą swobodą w oddawaniu mikrodynamiki.
W 1996 roku natrafiłem na nowy, kompletny zestaw nokturnów Chopina w wykonaniu Maria João Pires. Znałem i ceniłem jej interpretacje koncertów fortepianowych Chopina, więc oczekiwania były wysokie — i w pełni uzasadnione. Przez kolejne niemal 30 lat te dwie srebrne płyty (CD 16/44,1, Deutsche Grammophon 447 096-2) trafiały do moich odtwarzaczy częściej niż jakiekolwiek inne nagranie. To moja referencyjna interpretacja nokturnów. Barwa fortepianu oraz sposób wygaszania dźwięku wykraczają poza to, czego zwykle oczekuję od formatu CD.
Odtwarzanie przez N50 wypadło znakomicie pod względem oddania zarówno instrumentu, jak i kunsztu wykonawczyni. Atak, barwa i wybrzmienia zostały zaprezentowane z wyjątkową klasą — ponownie przy wykorzystaniu połączenia dual-wire AES3.
Kolejnym interesującym nagraniem jest „The Smell of the Sea” The Smell of the Sea z albumu Mirage Mirage autorstwa Alan Mayer (16/44,1 FLAC, Records DK/Tidal). Utwór ten wyróżnia się subtelną aranżacją opartą na niskopoziomowych detalach, które poprzez połączenie S/PDIF zostały oddane z dużą finezją i czytelnością.
Jak N50 sprawdza się jako endpoint systemu Roon? Pod względem funkcjonalnym działa bez zarzutu. Jednak w porównaniu z odtwarzaniem plików zapisanych na wewnętrznym dysku SSD Aurendera, dźwięk przez Roon wydawał się nieco mniej przejrzysty — delikatnie zamglony, z mniejszą słodyczą i uboższą paletą barw.
Odtwarzanie przez pojedyncze wyjście S/PDIF było, w moim odczuciu, praktycznie nie do odróżnienia od połączenia dual-wire AES3.
Jak natomiast wypada wyjście USB Audio z izolacją galwaniczną, umieszczone w jednostce serwerowej? W zestawieniu z dual-wire AES3 i S/PDIF, przy podłączeniu do wejścia USB przetwornika Rossini, USB prezentowało charakter zbliżony do tego, który obserwowałem przy korzystaniu z Roona — lekko zmiękczony, z subtelną szorstkością, pozbawiony tej swobody i przestrzenności, jaką oferowało S/PDIF.
Wspominałem wcześniej, że upsampling w N50 jest opcjonalny. W praktyce wnosił on pewne rozjaśnienie najwyższych zakresów, jednak sprawiał wrażenie sztucznego „powietrza”, nie do końca spójnego z resztą przekazu. W przypadku fortepianu Pires barwa po upsamplingu stawała się mniej przekonująca — cieńsza i uboższa harmonicznie w porównaniu z natywnym sygnałem przesyłanym przez S/PDIF.
Jeśli więc nawet w pełni cyfrowy transport może wpływać na brzmienie — a, jak słychać, może — to co ze streamingiem? Czy muzyka odtwarzana strumieniowo różni się od tej samej, odtwarzanej z plików lokalnych? Aby to sprawdzić, porównałem nagrania strumieniowane z Qobuz z ich odpowiednikami zakupionymi i zapisanymi lokalnie z tego samego źródła. Nie odnotowałem między nimi żadnych istotnych różnic.
Wnioski
Jakiś czas temu, jeszcze przed rozpoczęciem Zimowych Igrzysk Olimpijskich, algorytm YouTube podsunął mi nagranie występu Ilii Malinina z finału Grand Prix 2025. Nie jest to materiał, po który zwykle bym sięgnął, ale muzyka przykuła moją uwagę — i zostałem. Zobaczyłem hipnotyzujący występ, imponujący precyzją, lekkością i płynnością. Było to coś więcej niż seria skoków i piruetów: techniczna perfekcja i artyzm złożyły się na spójną całość, w której efekt końcowy przewyższał sumę poszczególnych elementów.
Moje doświadczenia z Aurenderem N50 były bardzo podobne. To znakomicie zaprojektowane i dopracowane urządzenie o jasno określonym przeznaczeniu — i w tej roli sprawdza się wybitnie. Swoboda, nasycenie barw i rozmach prezentacji, jakie oferuje w połączeniu z przetwornikiem dCS Rossini APEX DAC, wyraźnie wykraczają poza to, do czego byłem dotąd przyzwyczajony.
Dla kogo jest Aurender N50? Dla każdego, kto oczekuje maksymalnej jakości od przetwornika najwyższej klasy — pod warunkiem, że obsługuje on jedno z wyjść dostępnych w jednostce audio. Spośród urządzeń, które miałem okazję testować, ten transport oferuje wyjątkowo dopracowane i kompletne doświadczenie użytkowe. Zdecydowanie godny rekomendacji.