Synergistic Research Foundation XL okablowanie, które odmieniło system
Recenzja
Recenzja serii kabli Synergistic Research Foundation XL w Steve Huff Hi-Fi
Autor i źródło recenzji: Steve Huff, Huff Hi-Fi, maj 2026 r. Recenzję w oryginale można przeczytać TUTAJ.
Minęło już trochę czasu, odkąd kupiłem kondycjoner zasilania Synergistic Research PowerCell SX12, urządzenie dość odmienne od większości propozycji dostępnych w świecie zasilania systemów hi-fi. Inność bywa zaletą — i w tym przypadku okazała się strzałem w dziesiątkę, zarówno dla mojego systemu, jak i pomieszczenia odsłuchowego. To najlepszy kondycjoner zasilania, jaki miałem u siebie. Nie dodaje blasku, basu ani ocieplenia, lecz tworzy warunki, w których cały tor audio może pokazać pełnię swoich możliwości. PowerCell zrobił na mnie tak duże wrażenie, że wiedziałem, iż będę musiał bliżej przyjrzeć się tej marce.
Synergistic Research to interesująca firma, oferująca społeczności audiofilskiej kilka naprawdę nietuzinkowych rozwiązań. Część z nich bywa przez niektórych uznawana za „audio voodoo”, ale jak dotąd — ani w przypadku PowerCella, ani kabli, o których za chwilę opowiem — nie miałem z tym do czynienia. Wręcz przeciwnie.
Mam już u siebie pełne okablowanie Foundation XL od Synergistic Research i muszę przyznać, że naprawdę odmieniło ono mój system oraz jego brzmienie, stając się przysłowiową kropką nad „i”. Owszem, kable potrafią wprowadzić zmianę niewielką albo bardzo wyraźną — czasem niekoniecznie korzystną, ale bywa też, że okazują się prawdziwym objawieniem. W tym przypadku wymiana całego okablowania w moim systemie — i mam tu na myśli dosłownie każdy przewód — na Foundation XL przyniosła efekt zdumiewający.
Co ważne, nie są to kable grube, sztywne ani ciężkie. Przeciwnie: montuje się je i układa wyjątkowo łatwo. Ciekawe, że wszystkie moje ulubione kable audio, z jakimi miałem do czynienia, były lekkie i dość cienkie.
Kable z przeszłości
Przez pierwszych 20 lat mojej audiofilskiej drogi — mniej więcej od 17. do 37. roku życia — używałem bardzo tanich kabli. Nie wierzyłem, że kawałek przewodu może zmienić brzmienie w sposób, który uczyni je wyraźnie „lepszym”. W tamtych czasach większość osób uważała, że kable nie robią właściwie nic, a „wielkim” kablem epoki był produkt firmy Monster. Sprzedawano go nawet w walizce i kosztował zawrotne 399 dolarów, co na początku lat 90. wydawało mi się kompletnym szaleństwem.
Minęło 20 lat, zanim zacząłem sprawdzać w swoim systemie poważniejsze okablowanie. I tak, ostatecznie wypróbowałem również tamte audiofilskie kable Monstera, ale z kilku powodów bardzo mi nie przypadły do gustu. Dopiero później, gdy mój system wszedł na znacznie wyższy poziom jakościowy, uznałem, że powinienem przynajmniej samemu przekonać się, co mają do zaoferowania lepsze propozycje dostępne na rynku.
Szkoda też, że tak wiele osób w tym hobby z góry skreśla rzeczy takie jak kable, określając je mianem „audio voodoo”, choć nigdy samodzielnie ich nie wypróbowało ani nie miało z nimi żadnego doświadczenia. Wiem, dlaczego niektórzy tak robią — to w dużej mierze kwestia psychologii — ale nie zamierzam zagłębiać się w negatywne emocje, które otaczają część produktów audio. Wolę próbować możliwie wielu rzeczy, samemu się przekonywać, zachowywać pozytywne nastawienie, a jeśli coś okazuje się zwyczajnym bublem, po prostu o tym nie wspominam. Oceniam sam — i wam radzę robić to samo.
Przez ostatnich 20 lat eksperymentowałem z kablami, bo zauważyłem, że im lepszy i bardziej rozdzielczy stawał się mój system, tym większe znaczenie zaczynało mieć okablowanie. Dopóki każdy element był odpowiednio dobrany do reszty toru, zawsze słyszałem różnice po zmianie kabli. Mam na myśli to, że jeśli ktoś ma wzmacniacz za 10 tysięcy dolarów, kolumny za 12 tysięcy i przetwornik C/A za 500 dolarów, to nie zawracałbym sobie głowy wymianą kabli, dopóki DAC nie będzie klasą odpowiadał reszcie zestawu. Synergia również jest ważna, ale gdy system brzmi już znakomicie, a wszystkie jego elementy są do siebie jakościowo dopasowane, nowe okablowanie potrafi naprawdę pokazać, na co ten system stać — zwłaszcza jeśli dotąd używało się przewodów za 20 dolarów z marketu elektronicznego, a potem przesiada się na coś naprawdę dobrego.
Przez ostatnie 20 lat testowałem kable wielu marek — zbyt wielu, by je wszystkie spamiętać — ale zawsze dobrze wspominałem Nordosta i, a właściwie powinienem powiedzieć: wracałem właśnie do Nordosta. Gdy posłuchałem kabli głośnikowych Valhalla wraz z interkonektami z tej samej serii, przepadłem. Nigdy wcześniej nie słyszałem tak wyraźnej poprawy we wszystkich aspektach brzmienia: od basu, przez średnicę, po wysokie tony i scenę dźwiękową. Ten zestaw zapewniał znakomite wciągnięcie w muzykę, a przy swojej pierwotnej cenie detalicznej — cóż, miał do tego pełne prawo.
Pamiętam, że w czasach, gdy kable te trafiły na rynek, znałem człowieka, który wydał 30 tysięcy dolarów na okablowanie całego systemu Valhallą. Tak, brzmi to absurdalnie, ale jego system był wówczas wręcz nieziemski, a te kable miały w tym swój udział. Wiem, co mówię — byłem przy tym. Kiedy je wyjął, a my podłączyliśmy tanie przewody miedziane za 30 dolarów w roli kabli głośnikowych i za 20 dolarów jako interkonekty RCA, jakość dźwięku legła w gruzach.
System high-end z tanim okablowaniem naprawdę ogranicza możliwości podłączonych komponentów.
Co zainstalowałem
Kiedy dotarła przesyłka, w pudełku znalazły się następujące przewody — wszystkie z serii Foundation XL:
12-stopowy kabel głośnikowy. Bardzo go polubiłem, bo jest cienki, lekki, łatwy do ułożenia i składa się z czterech osobnych przewodów — każdy tor prowadzony jest oddzielnie, co uważam za świetne rozwiązanie. Nie zamierzam już nigdy wracać do grubych, ciężkich kabli głośnikowych przypominających węże ogrodowe. Potrafią ciągnąć własnym ciężarem w dół, wyginać wtyki bananowe i obciążać gniazda we wzmacniaczu oraz kolumnach. Lekkość to właściwy kierunek, a te kable dokładnie takie są.
Do tego doszedł 1,5-metrowy komplet kabli XLR — również bardzo dobrze wykonanych, solidnych i sprawiających wrażenie trwałych.
Był też 1,5-metrowy komplet przewodów RCA — podobnie jak wyżej: nadal lekkich, łatwych do ułożenia i wygodnych w prowadzeniu.
Kolejny element to 2-metrowy kabel USB, utrzymany w tym samym duchu.
W zestawie znalazło się również sześć kabli zasilających, każdy o długości 1,5 metra. Każde urządzenie w moim torze — streamer, wzmacniacz, DAC, zegar, switch i pozostałe elementy — jest zasilane jednym z tych przewodów, a wszystkie podłączone są do kondycjonera SR PowerCell 12SX.
Do kompletu doszły jeszcze 1- i 2-metrowe kable Ethernet. Ponownie: cienkie, łatwe do ułożenia i — tak — brzmiące inaczej niż przewody AudioQuest oraz Mad Scientist, które również mam u siebie.
Na koniec: dwa cyfrowe kable BNC do połączenia zegara ze streamerem i switchem.
W sumie zestaw ten obejmuje całe moje okablowanie w systemie, który jest skonfigurowany wyłącznie pod streaming.
Co wyjąłem z systemu i zastąpiłem kablami SR?
Przed zainstalowaniem kabli SR wyjąłem z systemu następujące przewody:
kable głośnikowe Nordost Valhalla,
interkonekty XLR Nordost Valhalla,
3-metrowe kable zasilające Puritan Audio XX Ultimate do wzmacniaczy,
kable zasilające Galion P400 do pozostałych urządzeń,
zwykłe kable BNC z Amazona za 13 dolarów do połączenia zegara,
kabel USB Mad Scientist White Magic Prime,
kabel Ethernet Mad Scientist Black Magic.
W takiej konfiguracji słuchałem muzyki przez długie miesiące i bardzo podobało mi się to, co otrzymywałem z całego systemu, mimo że okablowanie było mieszanką różnych marek. Miałem też w torze interkonekty RCA Mad Scientist White Magic, ale trzy komplety zepsuły się w ciągu trzech tygodni, bo nie są najlepiej wykonane — przynajmniej jeśli często się je przepina. Po czterech zmianach po prostu się rozpadły. Brzmiały jednak znakomicie. Tak czy inaczej, wyjąłem to wszystko z systemu.
Co się stało?
Różnica
Nie ma sensu tego komplikować. Po zainstalowaniu pełnego okablowania Synergistic Research Foundation XL nastąpiła wyraźna — wręcz radykalna — przemiana. Brzmienie zmieniło się na lepsze: scena stała się znacznie bardziej przestrzenna, wciągnięcie w muzykę jeszcze większe, a całość bardziej dopracowana i wyrafinowana. Dźwięk zyskał głębię w pełnym tego słowa znaczeniu, a kolejne warstwy sceny były łatwiejsze do uchwycenia. Poziom szumu tła obniżył się jeszcze bardziej, choć po dodaniu PowerCella wydawało mi się to już niemożliwe.
Miałem wrażenie, że muzyka wreszcie złożyła się w jedną, spójną całość — jakby system osiągnął swój docelowy kształt. Tak, w ofercie Synergistic Research są znacznie droższe serie kabli, ale Foundation XL trafiają, moim zdaniem, w idealny punkt równowagi między jakością a ceną. To bez wątpienia brzmienie high-endowe. I choć nie sądziłem, że mój system może zabrzmieć w tym pomieszczeniu jeszcze lepiej, pełne okablowanie tej serii udowodniło, że jest to możliwe. Tym bardziej że Foundation XL korzystają z rozwiązań zaczerpniętych z najwyższych modeli tej marki. Jestem pewien, że da się pójść jeszcze o krok dalej, ale to, co robią te kable, już teraz jest naprawdę imponujące.
Góra pasma jest lepiej rozciągnięta, ale pozostaje jedwabista i ma w sobie delikatny blask. Detale wyłaniają się w przyjemniejszy, bardziej naturalny sposób, przy lepszej separacji i większej płynności przekazu. Brzmienie stało się trochę żywsze; wcześniej skręcało raczej w cieplejszą stronę. Teraz jest bardziej neutralne, ale nie traci nasycenia ani emocji. Mięsa w dźwięku nadal jest sporo, tyle że nie ma tu żadnego napompowania ani przesady. Scena dźwiękowa jest ogromna.
System
końcówki mocy mono Burson Voyager,
ModWright KWH 225i,
DAC Audio Mirror Wave,
DAC Imersiv D1,
streamer Matrix NT-1,
zegar Matrix SC-1,
switch Matrix SS1 Pro,
kolumny SV Audio Gro,
kolumny T+A Talis R330,
kolumny Fleetwood Helios.
Ten system naprawdę bardzo zyskał już dzięki samej wymianie okablowania na pełny zestaw Foundation XL. Pokazało mi to również, że właśnie tędy prowadzi droga: gdy wszystkie kable pochodzą z tej samej serii, brzmienie wyraźnie na tym korzysta. Jest tu jeden wspólny zamysł i wszystkie elementy współpracują, by go zrealizować. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem Synergistic Research oraz tego, co udało się tej firmie osiągnąć — zwłaszcza że cenowo nie są to kable z poziomu najbardziej egzotycznych konstrukcji.
Równie duże wrażenie zrobił na mnie kondycjoner Synergistic Research PowerCell 12SX, który okazał się lepszy od wszystkich kondycjonerów, jakie miałem wcześniej. Zawsze miałem problemy z zasilaniem, a PowerCell 12SX poradził sobie z nimi najlepiej. Jeśli zaś chodzi o kable, przez dekady wypróbowałem ich naprawdę wiele.
Analysis Plus — fajne kable, bardzo dobry stosunek jakości do ceny.
Nordost — za najlepsze serie trzeba zapłacić high-endowe pieniądze, ale nawet Red Dawn wypada bardzo dobrze.
Transparent — nie należą do moich ulubionych, choć trzeba zaznaczyć, że od czasu, gdy ostatnio ich słuchałem, minęła już ponad dekada.
Tara Labs — dawny faworyt sprzed ponad 20 lat. Kiedyś bardzo o nich marzyłem, choć sam miałem raczej ich bardziej przystępne cenowo modele.
Kimber — bardzo lubię wyższe serie tej marki, ale potrafią być kosztowne.
Acoustic Zen — nigdy mnie nie zachwyciły, ale to solidne kable.
Cardas — cenię ich jakość, ale są raczej grubsze i cięższe. Ich masa zaczęła wyginać połączenia i ciągnąć za gniazda we wzmacniaczu.
Próbowałem też kabli Anti-Cables, AudioQuesta, Blue Jeans Cable, starych Monsterów, Morrow Cable oraz dziesiątek innych przewodów z bardziej przystępnych przedziałów cenowych.
Kiedyś miałem dwie walizki pełne kabli Nordosta — wszystkie serie, od najtańszych aż po Valhallę 2. Bardzo łatwo było usłyszeć, co zmieniało się wraz z przechodzeniem na kolejne poziomy w ofercie Nordosta, dlatego w stu procentach wierzę w wpływ kabli na brzmienie, bo wiem, co potrafią zrobić w dobrze skonfigurowanym systemie. Powtórzę: zanim o czymkolwiek napiszę, najpierw sprawdzam to sam, bo uważam to za kluczowe.
Kable mogą być dla systemu równie ważne jak wzmacniacz.
Tak właśnie to odbieram, choć wcześniej koncentrowałem się właściwie wyłącznie na kablach głośnikowych i interkonektach. Nigdy nie potrafiłem uwierzyć, że przewody zasilające i cyfrowe również mogą coś zmienić — a jednak zmieniają. Gdy zamieniam SR Foundation XL USB na mój White Magic, brzmienie wygładza się, robi się nieco cieplejsze i bardzo łatwo to usłyszeć. Tak, nawet kabel USB potrafi wprowadzić zmianę.
Gdybym teraz wpiął do tego systemu zwykłe, podstawowe przewody, dźwięk by się zapadł. Wiem to, bo właśnie to zrobiłem. Pełne okablowanie jednej serii byłoby kosztowną inwestycją, ale zarazem czymś w rodzaju zakupu „raz a dobrze” — i wcale nie droższym niż porządny wzmacniacz wysokiej klasy. Uważam, że te kable są równie ważne. A przynajmniej takie okazały się w moim systemie.
Po mniej więcej tygodniu wyjąłem z systemu wszystkie kable Synergistic Research i zastąpiłem je następującymi przewodami:
kablami głośnikowymi z Amazona za 39 dolarów,
kablami XLR z Amazona za 49 dolarów,
zwykłymi, cienkimi, czarnymi kablami zasilającymi, dołączonymi fabrycznie do urządzeń,
zwykłymi kablami BNC do zegara za 20 dolarów,
zwykłym kablem USB z Amazona za 25 dolarów.
Koszt okablowania spadł więc o kilka tysięcy dolarów i zacząłem słuchać. Tym razem jednak nie byłem w stanie wytrzymać długo. W górze pasma pojawiła się pewna ostrość, scena dźwiękowa mocno się spłaszczyła, cała głębia zniknęła, a wraz z nią także wyrafinowanie. Używałem teraz bardzo drogich kolumn, ale tak naprawdę dławiłem ich możliwości. DAC również był wyraźnie ograniczany.
Wytrzymałem 20 minut, podczas gdy normalnie potrafię słuchać przez sześć godzin bez najmniejszego zmęczenia. Teraz zmęczenie pojawiło się szybko, a odsłuch przestał sprawiać przyjemność. Ech. Tak — kable mają znaczenie.
Po tym eksperymencie ponownie wpiąłem kable SR i… ach, właśnie o to chodziło. Wróciło pełne nasycenie, słodkie wyrafinowanie, warstwy sceny, głębia, wysokość i poczucie pełnego zanurzenia w muzyce. Zero szorstkości, zero zabrudzeń. Znakomicie.
Po dłuższym czasie spędzonym z kablami Foundation XL mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że nigdzie się one ode mnie nie wybierają. Pełne okablowanie tej serii okazało się dla mnie prawdziwym odkryciem. Owszem, jest kosztowne, ale kosztowne były również moje kolumny, wzmacniacz, streamer i cała reszta toru. Kiedy wchodzi się na taki poziom, moim zdaniem trzeba dopiąć system odpowiednim okablowaniem.
Niezależnie od tego, na jaką markę czy serię się zdecydujecie, pełne okablowanie jednej linii potrafi postawić tę przysłowiową kropkę nad „i”. Można wtedy słuchać ze spokojem, wiedząc, że w kwestii sygnału, połączeń i zasilania nie ma w systemie żadnych wąskich gardeł.
To naprawdę ekscytujące mieć je u siebie i — nie, Synergistic Research, nie możecie ich dostać z powrotem. Prawdę mówiąc, teraz mam ochotę sprawdzić więcej produktów z waszej oferty.
Nie wspomniałem nawet o krążkach strojących, które są dołączane do tych kabli, bo trudno mi objąć ich koncepcję głową. Mam bardzo otwarty umysł i zawsze tak było, ale te krążki… Po prostu przykleja się je do kabli, żeby dostroić brzmienie? Brzmi jak science fiction, ale producent podchodzi do tego całkiem serio. Do każdego zestawu kabli dostałem złoty i fioletowy krążek. Wypróbowałem je pewnej nocy o drugiej, kiedy wszystko było już ciche i spokojne. Oczywiście później zostawiłem je na miejscu.
Złote krążki mają podobno wnosić więcej ciepła, płynności i nasycenia. Fioletowe z kolei mają jeszcze bardziej otwierać scenę dźwiękową, pogłębiać ją i nadawać prezentacji bardziej swobodny, holograficzny charakter. Zacząłem od złotych krążków na kablach głośnikowych i fioletowych na pozostałych przewodach. Mógłbym przysiąc, że usłyszałem zmianę — ale czy nie była to tylko sugestia? Nie był to oczywiście efekt porównywalny z przejściem z poprzednich kabli na nowe, lecz raczej subtelniejsza różnica. A jednak przysiągłbym, że ją słyszę.
Po zmianie wszystkich krążków na złote znów odbierałem brzmienie jako bardziej organiczne i płynne. Przy samych fioletowych miałem wrażenie większej energii, żywszego charakteru i bardziej trójwymiarowej prezentacji. Być może, ze względu na niewielką skalę zmian, działa tu efekt oczekiwania — nie wiem. Oceńcie sami. Brzmi niedorzecznie? Może. Ale to jeszcze nie znaczy, że takie jest.
Synergistic Research przysłał mi również podstawki pod kable, nazywane przez nich Carbon Elevators, służące do uniesienia kabli głośnikowych nad podłogę. Pod koniec lat 90. używałem zwykłych podstawek tego typu i wtedy nic mi one nie dawały. Według producenta zastosowanie tych elementów ma jeszcze bardziej poprawić brzmienie.
Oto, co na ich temat mówi Synergistic Research: „Odnotowaliśmy te same korzyści, co w przypadku wszystkich produktów SR wykorzystujących włókno węglowe, a więc większą rozdzielczość, lepsze oddanie wewnętrznych detali i większą przejrzystość. Dołączone elementy HFT — z czerwoną kropką widoczną na zdjęciach — wykorzystują nową mieszankę UEF, opracowaną pierwotnie na potrzeby kabli głośnikowych SRX i bezpieczników Purple. Wchodzi ona w interakcję z polami elektromagnetycznymi kabli, dając bardziej realistyczną skalę sceny dźwiękowej, lepszą dynamikę i większe rozciągnięcie wysokich tonów”.
Mam po cztery takie podstawki z każdej strony i znów: nie mogę powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że coś tu robią, ale nie mogę też stwierdzić, że nie robią nic. Gdy są wpięte w system, scena dźwiękowa wydaje się odrobinę bardziej rozdzielcza i większa, choć jest to tylko niewielka zmiana. Nie ma tu efektu „wow” na miarę potężnego PowerCell 12SX czy pełnego okablowania Foundation XL, ale właśnie tak działają dodatki i akcesoria tego typu. Te podstawki są po prostu takim fine-tuningiem.
Fajne jest to, że Synergistic Research oferuje 30-dniową gwarancję zwrotu pieniędzy. Można je wypróbować i odesłać, jeśli w danym systemie się nie sprawdzą. Ja natomiast lubię cały ten zestaw, bo mój system wreszcie brzmi kompletnie.
Pracowałem nad tym systemem — moim, jak to nazywam, systemem „emerytalnym” — przez 40 lat, haha. Wiecie, jak to działa. Ale tak naprawdę dopiero od listopada 2025 roku zacząłem na poważnie składać zestaw, który miał „zakończyć pogoń”, choć dla wielu osób sama ta pogoń jest przecież częścią hobby. Wiedziałem, że doprowadzenie go do końca zajmie trochę czasu, bo testuję mnóstwo sprzętu, ale teraz wreszcie się udało. Te kable pomogły mi domknąć całość i sprawiły, że jest to najlepiej brzmiący system, jaki miałem przez ponad 40 lat.
Kable Synergistic Research Foundation XL okazały się dokładnie tym, czego ten system potrzebował, by dopełnić brzmieniowy obraz. Z dumą mogę więc uznać Foundation XL oraz PowerCell 12SX za moje punkty odniesienia w HiFi Huff, jeśli chodzi o zasilanie i okablowanie. Ta firma naprawdę zrobiła na mnie ogromne wrażenie jakością wykonania i zastosowanymi rozwiązaniami technicznymi. Lubię ludzi, którzy myślą nieszablonowo — sam staram się robić podobnie. Z przyjemnością sprawdzę, co jeszcze Synergistic Research ma do zaoferowania.