Recenzja referencyjnego wzmacniacza mocy klasy A Gryphon Audio Antileon Revelation Power Amplifier w SoundStage Australia

Autor i źródło recenzji: Edgar Kramer, maj 2026 r.
Oryginał można przeczytać TUTAJ.
W duńskiej firmie Gryphon Audio Designs czerń od dekad pozostaje kolorem absolutnie dominującym. W świecie high-endowego hi-fi niewiele urządzeń robi tak silne wrażenie jak końcówka mocy sygnowana nazwą Gryphon — duża, czarna, bezkompromisowa.
Model Antileon, pracujący w czystej klasie A (zdolnej — mówiąc obrazowo — do „smażenia jajek”), przez lata urósł do rangi symbolu siły, jakości i wydajności. Teraz, po kilku generacjach rozwijanych na przestrzeni dekad, ten flagowy projekt doczekał się następcy.
Antileon Revelation — monumentalna, niemal lwiopodobna konstrukcja — śmiało wykracza poza swojego poprzednika, model EVO. Czy inżynierom Gryphona udało się udoskonalić wielokrotnie nagradzaną formułę? Czy nowe wcielenie potrafi zabrzmieć równie przekonująco, a przy tym jeszcze potężniej niż Antileon EVO?
Rewolucja czy “Objawienie”?
Jestem pewien, że wspominałem o tym już wcześniej w co najmniej jednej z moich recenzji wzmacniaczy Gryphon Audio Designs. To był istotny etap w mojej audiofilskiej drodze, dlatego warto przywołać go również tutaj. Gdy byłem jeszcze nowicjuszem w tym niezwykle wciągającym i satysfakcjonującym hobby, moje niestrudzone poszukiwania oraz chłonięcie wiedzy o wszystkim, co związane z audio, doprowadziły mnie do pewnego przełomowego odkrycia. Był to potężny wzmacniacz pracujący w klasie A, z masywnymi radiatorami po bokach, pochodzący od firmy, o której wcześniej nie słyszałem. Tym urządzeniem był model DM 100 od Gryphona — wówczas wschodzącej marki w świecie high-endu.
DM 100 był prawdziwym czarnym kolosem. Monolitem wśród wzmacniaczy wysokiej klasy — czymś, co bez trudu mógłbym sobie wyobrazić w pokoju odsłuchowym Kubricka. W niezbyt wówczas powszechnej topologii, zgodnie ze swoją nazwą, oferował 100 watów czystej, „rozgrzanej do czerwoności” klasy A (przy pełnym ustawieniu biasu).
Jego stylistyka emanowała surową, industrialną elegancją, jednocześnie obiecując bezkompromisową moc. I rzeczywiście — brzmiał z rozmachem, znacznie przekraczającym to, co sugerowałyby jego parametry. Niczym Monolit z wizji Clarke’a i Kubricka — kontakt z nim pozostawiał trwały ślad. Nagle zaczynało się rozumieć zalety wysokiego prądu spoczynkowego. To była kontrolowana ewolucja. Pragnąłem tego wzmacniacza, lecz niestety — w tamtym czasie zwyczajnie nie było mnie na niego stać. Frustrujące doświadczenie.
Kilka lat później udało mi się wreszcie zgromadzić środki na model Tabu 100 — mój pierwszy krok w świat wzmacniaczy Gryphon Audio Designs. Choć był to podstawowy model w ofercie końcówek mocy tej firmy, prezentował poziom znacznie wykraczający poza swoją pozycję w hierarchii. Podziękowania należą się — dziś już niestety nieobecnemu — Josef Riederger, legendzie australijskiego środowiska audio i jednemu z pierwszych dystrybutorów Gryphona na świecie.
Po Tabu przez mój system przewinęło się wiele wzmacniaczy, reprezentujących praktycznie wszystkie technologie: wysokoprądowe konstrukcje tranzystorowe klasy A/B, niskomocowe lampowe układy SET (Single-Ended Triode), wzmacniacze klasy D oraz rozwiązania hybrydowe. W końcu, w 2016 roku, wkroczyłem w linię rozwojową następcy DM 100, sięgając po znakomity model Antileon EVO, który od tamtej pory stanowi serce sekcji wzmacniającej mojego systemu referencyjnego.
To urządzenie o wybitnych możliwościach — imponujące poczuciem mocy, kontroli i dynamiki w całym paśmie, oferujące rozległą, sugestywną scenę dźwiękową oraz absolutną dominację w zakresie niskich częstotliwości. Bas? Bezkompromisowy.
Antileon Revelation zyskuje niewielki, ale zauważalny zapas „mięśni”, oferując nieco wyższą moc wyjściową względem wersji EVO — wzrost ze 150 do 165 W na kanał przy 8 omach. Przy niższych impedancjach wzmacniacz dostarcza 320 W przy 4 omach oraz 620 W przy 2 omach. Impedancja wyjściowa wynosi 0,04 oma. Poziom szumów (nieważony) określono na poniżej -78 dBV w zakresie 20 Hz – 20 kHz, natomiast szum ważony krzywą A wynosi -81 dBV. Współczynnik zniekształceń harmonicznych wraz z szumem (THD+N) utrzymuje się poniżej 1% przy 150 W i 8 omach, zaś pasmo przenoszenia (-3 dB) rozciąga się od 0,3 Hz aż do 350 kHz. Współczynnik tłumienia określany jest jako „niezależny od częstotliwości”. A na koniec — masa tego kolosa to aż 90 kg.
Wzmocnienie pozostaje na wysokim poziomie 31 dB, co pozwala na współpracę Antileona Revelation zarówno z przedwzmacniaczem pasywnym, jak i przy bezpośrednim podłączeniu przetwornika cyfrowo-analogowego wyposażonego w regulację głośności. Oczywiście optymalnym rozwiązaniem jest zestawienie go z wysokiej klasy przedwzmacniaczem — niezależnie od preferowanej technologii — a Gryphon Audio Designs oferuje w tym zakresie odpowiednie, synergiczne konstrukcje tranzystorowe.
Naturalnie, pod kierownictwem głównego inżyniera Tom Møller, projektanci Gryphona kontynuują tradycję Antileona: pracy w klasie A, topologii dual-mono oraz układów pozbawionych globalnego sprzężenia zwrotnego. Jak wszystkie urządzenia tej marki, Antileon Revelation jest w całości projektowany, konstruowany i produkowany w Danii.
W Antileon Revelation zastosowano tranzystory wyjściowe przeniesione z referencyjnego modelu Apex marki Gryphon Audio Designs. Łącznie pracuje tu 40 wysokoprądowych bipolarnych tranzystorów Toshiba, natomiast bank kondensatorów — podobnie jak w wersji EVO — oferuje imponującą pojemność 670 000 µF. Z topowych konstrukcji Apex i Commander zaczerpnięto również w pełni zbalansowane stopnie wejściowe oraz VAS (Voltage Amplifier Stage).
Zgodnie z koncepcją dual-mono, stereofoniczny Antileon Revelation wyposażono w dwa wysokiej klasy transformatory toroidalne o mocy 1,15 kVA każdy. Dodatkowy, niezależny zasilacz obsługuje sekcje sterowania cyfrowego, wyświetlacz oraz układy zabezpieczeń (lokalne zasilanie odsprzęgane jest przy użyciu wysokiej klasy kondensatorów polipropylenowych). Transformatory są ekranowane i zamknięte w obudowach tłumionych epoksydem, zawieszonych w celu skutecznej izolacji wibracyjnej, a same odlewy dodatkowo odsprzęgnięto, by jeszcze lepiej kontrolować drgania.
Układy elektroniczne osadzono na dwustronnych płytkach drukowanych o wojskowej specyfikacji, z pogrubioną warstwą miedzi i zoptymalizowanym układem ścieżek, zapewniającym możliwie najkrótszą drogę sygnału. Do okablowania sygnałowego i zasilającego wykorzystano firmowe przewody srebrne Gryphona. Nowością w modelu Revelation jest także precyzyjnie wykonany system stalowych kolców (o bardzo ostrych zakończeniach, z dołączonymi podkładkami ochronnymi), który zastępuje duże stopki z tworzywa i gumy znane z wersji EVO, zapewniając skuteczniejszą kontrolę wibracji całej konstrukcji.
Panel frontowy Antileon Revelation został wyposażony w zestaw przycisków, z których każdy posiada własną, kolorową diodę LED i odpowiada za określoną funkcję sterowania. Od lewej znajdziemy przycisk zasilania (on/standby), następnie Mute oraz trzy przełączniki Bias — Low, Medium i High — umożliwiające wybór jednego z trzech poziomów pracy w klasie A. Ostatni przycisk, oznaczony jako „Check”, uruchamia procedurę autodiagnostyki, a także sygnalizuje ewentualne usterki układu lub samego wzmacniacza.
Na panelu tylnym pojawiły się nowe, firmowe terminale głośnikowe Gryphon Audio Designs, pokryte złotem (stanowiące rozwinięcie już wcześniej znakomitej konstrukcji), a także podwójne gniazda zasilania IEC19 o obciążalności 20 A, z których każde współpracuje z osobnym, dużym wyłącznikiem sieciowym. Tak — Antileon Revelation pozostaje, zgodnie z tradycją, w pełni dual-mono.
Sygnał niskopoziomowy doprowadzany jest poprzez zbalansowane wejścia XLR, wykorzystujące pozłacane złącza Neutrik. Wśród złączy pomocniczych znajdziemy wyzwalacz zdalnego włączania/wyłączania „12V Link” oraz wejście „Green Bias”, które — w połączeniu z kompatybilnym przedwzmacniaczem Gryphona — pozwala automatycznie dostosowywać poziom pracy w klasie A do ustawienia głośności. Alternatywnie tryb biasu można oczywiście ustawić ręcznie z poziomu panelu frontowego. Sprytne rozwiązanie.
Jako konstrukcja w pełni zbalansowana, Antileon Revelation oferuje dokładnie taki, a nie inny zestaw połączeń — co oznacza, że optymalnie współpracuje z przedwzmacniaczem wyposażonym w prawdziwie symetryczne wyjścia XLR, bądź przynajmniej w złącza tego typu. W praktyce większość urządzeń w tym przedziale cenowym spełnia ten warunek. Rozwiązaniem awaryjnym może być zastosowanie adaptera XLR–RCA, choć nie jest to opcja idealna. W moim przypadku Supratek Cortese Reference, dzięki w pełni zbalansowanym wyjściom transformatorowym, sprawdził się znakomicie.
Po włączeniu Antileon Revelation rozpoczyna procedurę miękkiego startu, w trakcie której układ przeprowadza serię testów diagnostycznych sterowanych przez mikroprocesor — element inteligentnego, nienarzucającego się systemu zabezpieczeń. Proces ten trwa około 10 sekund, podczas których wszystkie diody statusowe i funkcyjne pulsują. Po jego zakończeniu wzmacniacz przechodzi do pracy i automatycznie wychodzi z trybu wyciszenia. Można zaczynać odsłuch.
Antileon Revelation to bez wątpienia urządzenie, które przyciąga uwagę. Jego obecność w systemie jest wyraźnie odczuwalna, głównie za sprawą wyrazistego, industrialnego wzornictwa autorstwa Flemming Rasmussen. Obudowa została wykonana z najwyższą precyzją — każdy panel, każde załamanie linii i każde łączenie dopracowano z zegarmistrzowską dokładnością.
Pojawił się nowy, niezwykle atrakcyjny detal: „rzeźba” Gryphona umieszczona na okrągłej płycie w górnej części obudowy Revelation. To precyzyjnie frezowana, trójwymiarowa forma z aluminium, przedstawiająca mitycznego gryfa — stworzenie o ciele lwa i głowie orła — symbol nierozerwalnie związany z marką Gryphon Audio Designs. Nowością są także boczne elementy flankujące panel sterowania: zamiast czarnego akrylu, znanego z wersji EVO i wcześniejszych modeli, zastosowano tu grube, lite płyty aluminiowe. Czy to oznacza definitywne odejście Gryphona od akrylowej estetyki? Wszystko na to wskazuje.
Siła spotyka muzykę
Antileon Revelation trafił do systemu obok mojego Antileona EVO. Ustawienie tych dwóch potężnych konstrukcji obok siebie (widok był imponujący) umożliwiło szybkie i bezpośrednie porównania. Choć nie było to bezwzględnie konieczne — dekada spędzona z EVO pozwoliła mi doskonale poznać jego brzmieniowy charakter — takie zestawienie okazało się wyjątkowo pouczające.
Gdybym miał ująć różnice w skrócie: Revelation oferuje subtelniej rozdzielone detale niskopoziomowe, wyraźniej zarysowany atak transjentów — szczególnie na początku impulsów basowych — oraz bardziej wybuchową dynamikę. Co ciekawe, podczas przełączania między obiema generacjami miałem wyraźne wrażenie większej naturalności w reprodukcji głosów — zarówno męskich, jak i żeńskich. Przypisuję to wyższemu poziomowi rozdzielczości i precyzji, jaki wnosi Revelation.
W utworze „I’m on Fire” Bat for Lashes z albumu Fur and Gold interpretacja Natasha Khan — emocjonalna i subtelna reinterpretacja klasyka Bruce Springsteen — zabrzmiała z większym realizmem, a jej głos wydał się bardziej… wiarygodny. W utworze „Trophy” z tego samego albumu gitara basowa oraz niskie dźwięki fortepianu w introdukcji zostały oddane z imponującą kontrolą, głębią i zniuansowaniem. Gdy w refrenie pojawia się męski wokal, pozostaje on wyraźnie odseparowany od partii Khan, zachowując własną barwę i indywidualny charakter.
Chcąc gruntownie sprawdzić możliwości dynamiczne Antileona Revelation, kontrolę basu oraz ogólny zapas mocy, sięgnąłem po zestaw nagrań z pogranicza rocka, jazzu i muzyki orkiestrowej — takich, które potrafią uderzyć z pełną energią. Dwa ostatnie gatunki są przy tym szczególnie przydatne w ocenie poprawności tonalnej, odwzorowania przestrzeni oraz precyzji lokalizacji źródeł pozornych.
Jeśli chcesz doświadczyć ciężkiego rocka w sposób niemal fizyczny — angażujący, potężny, momentami wręcz onieśmielający — sięgnij po Tool, jeden z moich ulubionych zespołów. Na albumie Ænema utwór „Eulogy” rozpoczyna się od subtelnych, niskopoziomowych „ćwierkających” dźwięków (najprawdopodobniej są to szarpnięcia strun gitary przy mostku), które Revelation oddaje z imponującą precyzją i separacją. Następnie pojawia się nietypowa, quasi-klawiszowa faktura (w rzeczywistości to zapewne gitara basowa przepuszczona przez efekt), do której dołączają uderzenia stopy perkusyjnej o niemal perkusyjno-uderzeniowym, fizycznym charakterze.
Skala informacji, jaką Antileon Revelation potrafi wydobyć z nagrania, jest znakomita — zwłaszcza że wcześniejsze konstrukcje z linii Antileon kładły większy nacisk na płynność i spójność przekazu niż na analityczność. Revelation łączy oba te światy. W miarę rozwoju utworu kolejne, często nietypowe efekty dźwiękowe nakładają się na puls stopy perkusyjnej — każdy z nich pozostaje czytelny, wyraźnie zdefiniowany i równie angażujący.
A potem… następuje eksplozja. Lepiej przygotuj się na intensywną, bezkompromisową podróż.
Najbardziej dynamicznie „wybuchowe” nagranie jazzowe w mojej kolekcji — i jedno z najbardziej spektakularnych, jakie kiedykolwiek słyszałem — to Live At The Columns Tony Dagradi Trio. Utwór „Limbo Jazz” warto odtwarzać z rozwagą — szczególnie operując potencjometrem głośności, bo to materiał zdolny wystawić system (i kolumny) na poważną próbę. W partii solowej kontrabasu Antileon Revelation prezentuje poziom kontroli, sprężystości, rozdzielczości i szybkości narastania transjentów, który może wręcz budzić niepokój — zwłaszcza przy szarpnięciach strun. A kiedy następuje dzika solówka perkusji… lepiej być przygotowanym.
Album The In Sound From Way Out! okazał się dla mnie całkowitym zaskoczeniem, gdy polecił mi go recenzent SoundStage! Australia, Mark Busby. Nigdy nie przypuszczałbym, że instrumentalne wydawnictwo z 1996 roku — łączące elementy jazzu, funku i swobodnego, „chillowego” grania — wyjdzie spod ręki Beastie Boys. A jednak — trzy dekady temu! Jak mogło mi to umknąć?
To zresztą bardzo przyzwoicie zrealizowane nagranie. W utworze „Pow!” werbel ma świetnie zdefiniowany atak i błyskawiczną odpowiedź, a gitary i instrumenty klawiszowe płynnie stapiają się w niezwykle rytmiczną, „bujaącą” całość — nawet gdy tempo wyraźnie zwalnia w dalszej części utworu.
Choć to produkcja z 1986 roku, wydanie „BIS Original Dynamics Recording” albumu Concerto For Jazz Drummer & Orchestra pod batutą Harold Farberman zachwyca niezwykłym realizmem i potęgą brzmienia. Śmiało można uznać, że to czterdziestoletnie nagranie przewyższa pod względem jakości wiele współczesnych realizacji.
„Movement 1” to prawdziwy popis dynamiki — z partią perkusji Louie Bellson wysuniętą na pierwszy plan i ukazaną w pełnym spektrum kontrastów dynamicznych. W typowy dla konstrukcji Antileon sposób, Revelation buduje scenę dźwiękową o imponującej skali — szeroką, wysoką i głęboką. Subtelne pogłosy sali oraz jej charakterystyka akustyczna są wyraźnie uchwytne, co przekłada się na naturalne, realistyczne odwzorowanie przestrzeni i silne poczucie uczestnictwa w wydarzeniu na żywo.
W „Movement 2” sekcja dęta brzmi selektywnie i z odpowiednią ostrością, ale jednocześnie zachowuje strukturę zespołu — słychać poszczególnych muzyków, a nie jednorodną masę dźwięku. Podobnie w „Movement 4”, gdzie kaskady uderzeń werbla i tomów pozostają doskonale rozdzielone, z wyraźnie zarysowanymi konturami każdego impulsu. Rozdzielczość na tym poziomie robi ogromne wrażenie.
Wokale odtwarzane przez Antileon Revelation robią ogromne wrażenie. Album Folkocracy autorstwa Rufus Wainwright to prawdziwa mozaika znakomitych interpretacji — z udziałem wielu gości reprezentujących zarówno męskie, jak i żeńskie głosy o wyrazistych osobowościach. W utworze „Heading for Home”, gdzie Wainwright dzieli partie wokalne z John Legend, każdy z nich jest natychmiast rozpoznawalny — wyraźnie zarysowany, o własnej barwie i indywidualnym charakterze. Brzmienie jest przy tym niezwykle naturalne i swobodne dynamicznie.
Podobne wrażenie robi „Hush Little Baby”, gdzie Rufusowi towarzyszą jego siostry — Martha Wainwright oraz Lucy Wainwright Roche. Wspólne frazowanie w zwrotkach i refrenach zachowuje indywidualność każdej z wokalistek, a jednocześnie tworzy spójną, harmonijną całość — co przekłada się na wyjątkowo satysfakcjonujące doświadczenie odsłuchowe.
W ciągu kilku tygodni, gdy Antileon Revelation pracował w systemie redakcji SoundStage! Australia, sięgnąłem po szeroki wachlarz nagrań wokalnych — od Ryan Adams i Chris Cornell, przez Harry Belafonte, Patricia Barber, aż po Fiona Apple i wielu innych znakomitych artystów. Bez wyjątku, Antileon Revelation oferował klarowność, namacalność, odpowiednią dawkę ciepła oraz znakomitą artykulację — wszystko to w sposób niezwykle angażujący i po prostu przyjemny w odbiorze.
Podsumowanie
Kończąc tę recenzję, zatrzymuję się na chwilę, by zastanowić się nad ewolucją Gryphon Audio Designs oraz innych dojrzałych marek high-end. W segmencie producentów z najwyższej półki, oferujących pełne portfolio — od źródeł analogowych i cyfrowych, przez elektronikę wzmacniającą, okablowanie, kolumny głośnikowe, aż po stoliki audio — niewiele firm (dosłownie garstka) stosuje tak powściągliwy cykl odświeżania produktów. Filozofia jest tu prosta: zrobić coś raz, ale dobrze — i nie zmieniać niczego, dopóki nie pojawi się realna, znacząca poprawa. To właśnie esencja podejścia Gryphona.
Dobrym przykładem jest poprzednik testowanego modelu — uznany Antileon EVO, który pozostawał w ofercie przez ponad dekadę. Wcześniejsze generacje również dzieliły podobnie długie odstępy czasu. Gdy „danie” jest tak dopracowane, jego wartość pozostaje aktualna przez lata.
Tak — Antileon Revelation rozwija fundament niezwykle cenionej i rynkowo udanej platformy, która przez lata budowała renomę Gryphon Audio Designs jako producenta perfekcyjnie dopracowanych wzmacniaczy klasy A. Nowa odsłona wnosi przy tym wyraźne — i co ważne, realnie odczuwalne — udoskonalenia.
Antileon Revelation oferuje gęstą, nasyconą średnicę, wyrafinowaną, gładką górę pasma oraz potężny, bezkompromisowy bas. W zakresie barwy i ekspresji dynamicznej — będących od zawsze mocnymi stronami tej konstrukcji — operuje skalą kontrastów przypominającą przejścia od najgłębszej czerni nocy po oślepiający blask południowego słońca. Wszystko to zamknięte w jeszcze bardziej dopracowanej, charakterystycznej dla marki, industrialnej estetyce w czerni.
To bez wątpienia znaczące osiągnięcie. Z perspektywy autora tej recenzji Antileon Revelation pewnie zajmuje miejsce w ścisłej czołówce współczesnych wzmacniaczy high-end — w swoistym „pancernym skarbcu” najlepszych konstrukcji. I tak, to urządzenie zostaje.


