Recenzja referencyjnego przedwzmacniacza lampowego Audio Research LS-2 i wzmacniacza mocy S-200 w HiFi News

Recenzja referencyjnego przedwzmacniacza lampowego Audio Research LS-2 i wzmacniacza mocy S-200 w HiFi News
Autor i źródło recenzji: Andrew Everard, Hifi News, styczeń 2026 r.
Oryginał można przeczytać TUTAJ.
Ogłoszone latem 2024 roku nowe produkty firmy Audio Research Corp. (ARC) nie tylko stanowiły największą jednoczesną premierę w historii marki, lecz – jak podkreślono – oznaczały również „nowy początek zwiastujący obiecującą przyszłość” oraz „odnowione zaangażowanie w kwestie dostępności i inkluzywności w świecie dźwięku wysokiej wierności”.
Biorąc jednak pod uwagę, że prezentowany tu zestaw przedwzmacniacza i końcówki mocy kosztuje ponad 21 000 funtów, tę ostatnią deklarację można potraktować z przymrużeniem oka. Choć, trzeba przyznać, że w porównaniu do jeszcze droższej serii Reference [HFN, kwiecień 2025], wszystko jest względne.
W firmie z Minneapolis, założonej w 1970 roku przez nieżyjącego już Billa Johnsona, zaszło ostatnio sporo zmian. Przejęta w 2008 roku przez Fine Sounds – właściciela m.in. Sonus faber – w 2020 trafiła w ręce TWS Enterprises, należącej do byłego menedżera sprzedaży ARC na Amerykę Północną, Trenta Suggsa. Niedługo później znalazła się w procesie tzw. „Assignment for the Benefit of Creditors” (procedury upadłościowej prowadzonej z korzyścią dla wierzycieli). W obliczu obaw o dalsze istnienie firmy, w 2023 roku została wykupiona za nieco ponad 5 milionów dolarów przez Valeria Corę – właściciela kanadyjskiej marki kolumn Acora Acoustics z Ontario.
MADE IN MINNESOTA
Obecnie Audio Research działa pod szyldem AR Tube Audio Corporation – co nie do końca oddaje stan faktyczny, ponieważ jak się okaże, nie wszystkie produkty marki bazują wyłącznie na lampach elektronowych. Valerio Cora deklaruje, że Audio Research i Acora Acoustics funkcjonować będą niezależnie od siebie, a wszystkie urządzenia ARC wciąż wytwarzane są ręcznie w zakładzie w Minnesocie.
To tyle tytułem wstępu – teraz pora na bohaterów tej opowieści. Przedwzmacniacz hybrydowy LS-2 (lampowo-tranzystorowy, £8298) oraz stereofoniczna końcówka mocy 5-200 (£12 798) to część pierwszej serii urządzeń wprowadzonej na rynek pod nowym właścicielem marki. Do tej linii dołączyły cztery kolejne modele:
– LS-3 – w pełni tranzystorowy przedwzmacniacz (£7298), stanowiący odpowiednik modelu LS-2,
– I/70 – wzmacniacz zintegrowany oparty na lampach (£9798),
– S-100 – końcówka mocy za £8998, oferująca połowę mocy wyjściowej modelu S-200 (czyli 100 W),
– D-80 – lampowa końcówka mocy w tej samej cenie co S-200, lecz o niższej mocy – 80 W – osiąganej z dwóch par lamp wyjściowych KT150.
NIE TAKI MINIMALIZM
Coś dla każdego? Niemal da się tu wyczuć spotkanie klasycznego myślenia ARC z bardziej współczesnym podejściem, uwzględniającym realia rynku. Choć LS-2 to konstrukcja minimalistyczna – obsługuje wyłącznie sygnały liniowe i oferuje cztery wejścia RCA oraz dwa zbalansowane XLR – wyposażono ją w dotykowy panel sterowania. Istnieje również możliwość rozszerzenia funkcjonalności urządzenia poprzez instalację opcjonalnych modułów, które można zamówić fabrycznie lub zainstalować samodzielnie. Moduł phono MM/MC z wzmocnieniem 42/62 dB podnosi cenę LS-2 o 1000 funtów – tyle samo kosztuje cyfrowy moduł ARC, wyposażony w wejścia USB, koaksjalne i optyczne. W testowanym egzemplarzu żadnego z tych rozszerzeń nie zamontowano, ale moduły są także kompatybilne z przedwzmacniaczem LS-3 oraz wzmacniaczami zintegrowanymi I/55 i I/70.
Prostota to kluczowy motyw konstrukcji LS-2. Wyjścia sygnałowe dostępne są zarówno w wersji niezbalansowanej (RCA), jak i zbalansowanej (XLR) [patrz str. 60]. Jedynym dodatkiem – poza solidnym pilotem z metalową obudową [str. 61] – jest port USB-A służący do serwisowej obsługi urządzenia. W torze wzmocnienia zastosowano jedną triodę na kanał, która bezpośrednio napędza wyjścia RCA, a wyjścia XLR – poprzez bufor J-FET. Tym samym LS-2 jest konstrukcją hybrydową: lampowo-tranzystorową. Regulacja głośności odbywa się za pomocą pokrętła na froncie lub przycisków na pilocie – w obu przypadkach usłyszymy wyraźne kliknięcia przekaźników sterujących drabinką rezystorową.
Dotykowy wyświetlacz na panelu przednim umożliwia dostęp do regulacji balansu, wyciszenia oraz nadawania nazw wejściom, a także zmianę kolorystyki samego ekranu. Brawa dla projektantów za powściągliwość – przedwzmacniacz nie został przeładowany nadmiarem opcji, interfejs pozostaje przejrzysty i intuicyjny, a te same funkcje są dostępne również z poziomu pilota zdalnego sterowania.
Urządzenie może być opcjonalnie wyposażone w moduł przedwzmacniacza gramofonowego.
Końcówka mocy prezentuje podobnie eleganckie podejście do konstrukcji – to opracowany przez Audio Research Corporation model S-200 w pełni dual-mono, z dwoma transformatorami oraz mostkowymi, lustrzanie symetrycznymi stopniami wyjściowymi rozmieszczonymi po obu stronach obudowy. Jak wykazały pomiary redakcyjne (zob. raport laboratoryjny), wzmacniacz z wyraźnym zapasem przekracza deklarowane 200 W przy 8 Ω – i to w stopniu, który można określić jako więcej niż komfortowy. Duże wskaźniki mocy na froncie mają jednak przede wszystkim walor estetyczny; ich funkcja użytkowa schodzi tu na dalszy plan.
Ten zestaw przedwzmacniacz/końcówka mocy może być pomyślany jako bardziej przystępna droga do świata Audio Research Corporation, ale nie ma tu mowy o jakiejkolwiek „wersji light”. Oba urządzenia sprawiają wrażenie solidnych i masywnych, a ich surowa, pozbawiona ozdobników stylistyka przywodzi na myśl profesjonalny sprzęt studyjny.
Nawet w konfrontacji z wybitnie wyrafinowanym systemem referencyjnym magazynu Hi-Fi News (Yearbook ’25), w którym źródłem był zestaw dCS Varèse, a po bokach S-200 stanęły kolumny podłogowe Wilson Audio Alexx Vfx, duet ARC prezentował się w pełni swobodnie i absolutnie nie sprawiał wrażenia słabszego ogniwa.
Co istotne, zarówno przedwzmacniacz, jak i końcówka mocy nie zachęcają do nieustannego „dostrajania” czy eksperymentów – konfiguracja jest ograniczona do niezbędnego minimum. W świecie hi-endu to rzadki przykład urządzeń rzeczywiście zbliżonych do idei „podłącz i słuchaj”.
Odsłuch
Brzmienie cechuje bezpośredniość i klarowność przekazu. W „Valse Sentimentale” z albumu The Seasons (2024) w interpretacji Bruce Liu (Deutsche Grammophon 4866050) duet LS-2/S-200 pokazał lekką, subtelną artykulację, z wyraźnie rysowanymi konturami dźwięków i dobrą kontrolą wybrzmień. Trzeba jednak przyznać, że samo nagranie nie należy do szczególnie wymagających pod względem dynamicznym czy fakturalnym.
Równie przekonująco zestaw wypadł w solowym „Improv/Amazing Grace” Victora Wootena z albumu Live Art grupy Béla Fleck & The Flecktones (Warner Bros. 9362-46247-2). Wooten wyczynia na gitarze basowej rzeczy pozornie niemożliwe – prowadzi frazy wysoko w rejestrze instrumentu, by za chwilę uderzyć w motoryczny, pulsujący riff. Szkoda jedynie wszechobecnych okrzyków i aplauzu publiczności, ale koncertowa atmosfera ma swoją cenę.
ARC imponował tu szybkością narastania impulsu, sprężystością i nasyceniem wybrzmień. Atak był natychmiastowy, a mikrodynamika – wzorowo czytelna, gdy Wooten z zawrotną precyzją przyspieszał w swojej interpretacji hymnu.
Podkręcenie wskazań mierników mocy S-200 utworem tytułowym z albumu Welcome To The Pleasuredome zespołu Frankie Goes To Hollywood (ZTT Records CID 101) przyniosło już mniej jednoznaczne wrażenia. Owszem, najniższy bas potrafi – zwłaszcza za pośrednictwem tak potężnych kolumn jak Wilson Audio Alexx Vfx – dosłownie wstrząsnąć słuchaczem. Równowaga tonalna okazała się jednak nieco wysunięta do przodu w porównaniu z tym, do czego przywykłem.
Pojawia się efekt „wszystko naraz”, intensyfikujący przekaz i zagęszczający plan pierwszy, co w niektórych systemach może prowadzić do zmęczenia przy dłuższych odsłuchach. Jeśli jednak system wymaga odrobiny dodatkowego rozświetlenia i energii w prezentacji, ten duet bez trudu spełni takie oczekiwania.
Sięgając dalej po repertuar, włączyłem „High Hopes” z albumu The Division Bell zespołu Pink Floyd (EMI CD EMD 1055). Brzęczenie pszczół i dźwięk dzwonów w introdukcji zabrzmiały sugestywnie, fortepian był klarowny i sprężysty, a wokal – ciepły oraz dobrze osadzony w przestrzeni. Jednak wraz z narastaniem aranżacyjnej gęstości ponownie ujawniła się tendencja do eksponowania średnicy. Na tle cieplejszych, a przy tym wyrafinowanych i naturalnie brzmiących lampowych końcówek mocy ARC, model S-200 potrafi zabrzmieć nieco zbyt dosłownie, momentami wręcz bezceremonialnie.
Podobne wrażenia towarzyszyły odsłuchowi zwartego, funkowego „Another One Bites The Dust” z albumu The Game (40th Anniversary Edition) grupy Queen (Island Records 277 175 2). Linia basu Johna Deacona była szybka i czysta, z bardzo dobrą kontrolą konturu, lecz pozostałe elementy miksu sprawiały wrażenie nieco ściśniętych dynamicznie i przestrzennie – mimo wyrazistego wokalu Freddie Mercury i charakterystycznej gitary Brian May.
Zbliżony efekt pojawił się w mrocznym i pełnym ekspresji „Cam Ye O’er Frae France” z albumu Parcel Of Rogues (1973) zespołu Steeleye Span (Chrysalis Records). Groźne, ostro artykułowane wejścia gitarowe za plecami Maddy Prior robiły znakomite wrażenie pod względem dynamiki i namacalności, lecz jej rozległa skala wokalna została przez to lekko odsunięta w głąb sceny.
Podając temu zestawowi wzmacniaczy wzorcową realizację – nagranie Sea Interludes Benjamina Brittena w wykonaniu BBC Philharmonic (Chandos Records CHAN 10658) – jego analityczny, przenikliwy charakter przyniósł bardzo dobre rezultaty. Imponująca masa i głębia basu z nawiązką rekompensowały nieco jaskrawą górę w introdukcji „Dawn”. Orkiestra została rozpostarta przed słuchaczem w przekonującej, trójwymiarowej przestrzeni, a barwy drewna, blachy i smyczków były wyraziście różnicowane i czytelne.
Również tutaj na pierwszy plan wysuwały się kontur, szybkość narastania dźwięku i precyzja ataku – aż po mocne, sprężyste uderzenia kotłów w części „Storm”, które zabrzmiały z odpowiednią energią i skalą.
Podobne wrażenie towarzyszyło odsłuchowi The Bells Siergieja Rachmaninowa (Harmonia Mundi HMM902788) w wykonaniu Royal Philharmonic Orchestra pod batutą Vasily Petrenko. Także tutaj pojawiło się odczucie lekkiego wysunięcia przekazu ku słuchaczowi. Prezentacja głosów solowych, chóru i orkiestry była bezpośrednia, dynamiczna i bogata w szczegóły, choć wraz z narastaniem faktury i kulminacją utworu można było odnieść wrażenie pewnej nadmiernej ekspresji – jakby system zbyt ochoczo podkreślał dramatyzm finału.
W przypadku innych nagrań wspomniana skłonność do eksponowania średnicy staje się mniej istotna, co było wyraźnie słychać na albumie Memories Of Home duetu John Scofield i Dave Holland (ECM Records, 96 kHz/24-bit). Oszczędna faktura – gitara i kontrabas – w połączeniu z typowo znakomitą realizacją ECM nie stanowi tu szczególnego wyzwania dla systemu. Gitara Scofielda została wyraźnie osadzona w jednym kanale, kontrabas Hollanda w drugim. Prosto? Owszem. Ale zarazem niezwykle wciągająco – z bliską, bezpośrednią perspektywą i świetnym wykorzystaniem atutów nowego zestawu dzielonego Audio Research Corporation.
Co istotne, aby usłyszeć te wzmacniacze w optymalnej formie, nie trzeba ograniczać się wyłącznie do „audiofilskich” realizacji. „Born To Run” z albumu Spyboy (1998) Emmylou Harris (The Grapevine Label GRACD 241) – choć dalekie od studyjnej perfekcji – zostało oddane z pełnym zachowaniem koncertowej atmosfery i energii. S-200 pokazał tu znakomity napęd, oferując rytmiczną pewność i dynamikę idealnie pasującą do bezpośredniego, rockowego repertuaru.
Podobnie w „Witch Dance” projektu Florence + The Machine (48 kHz/24-bit). Niezwykła barwa głosu Florence Welch została wyeksponowana na tle gęstej, lecz nadal dobrze różnicowanej aranżacji. Zwarta, sprężysta perkusja nadawała nagraniu odpowiedni impet, mimo wirujących chórków i wielowarstwowego akompaniamentu.
Być może to po prostu kwestia repertuaru i właściwego doboru materiału – gdy charakterystyczne, bezpośrednie brzmienie wzmacniaczy Audio Research trafia na odpowiednie nagranie, efekt potrafi być naprawdę znakomity.
HI-FI NEWS – WERDYKT
Jeśli poszukujesz wzmacniaczy oferujących maksymalny impet i podkręconą do granic możliwości dawkę emocji, ten zestaw spełni oczekiwania. Bezpretensjonalne podejście konstrukcyjne, funkcjonalność przedwzmacniacza LS-2 z opcjonalnymi modułami, imponująca moc S-200 oraz surowa, techniczna stylistyka – wszystko to może znaleźć szerokie grono zwolenników.
Pozostaje jednak pewien niedosyt. Zdarza się, że te wzmacniacze jakby zbyt usilnie starają się zrobić wrażenie, eksponując kontur i energię kosztem pełnej swobody przekazu. Dlatego kluczowe znaczenie będzie miał staranny dobór komponentów towarzyszących, aby nieco złagodzić ich temperament i zachować właściwą równowagę tonalną.
Jakość dźwięku: 84%

