Recenzja referencyjnego gramofonu klasy high-end Dohmann Audio Helix Two Mk3 w The Absolute Sound

Autor i źródło recenzji: Alan Sircom, The Absolute Sound, kwiecień 2025 r.
Recenzję w oryginale można przeczytać TUTAJ.
Tę recenzję można podsumować prostym powiedzeniem: „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. W numerze 221 testowaliśmy znakomity gramofon Helix One Mk3 Marka Döhmannna. Przypomnijmy: ta imponująca, referencyjna konstrukcja z Australii należy do najdoskonalszych sposobów na zamontowanie dwóch ramion i odtwarzanie winylu z najwyższą precyzją z wykorzystaniem każdego z nich. Zwracaliśmy też uwagę, że jeśli ktoś szuka mniejszego gramofonu i wystarczy mu jedno ramię, Helix Two Mk3 ma bardzo mocne argumenty, by spełnić te oczekiwania. Teraz, po przetestowaniu tego mniejszego modelu, możemy potwierdzić tamtą ocenę. Pod względem brzmienia Döhmann Audio Helix Two Mk3 naprawdę niewiele ustępuje modelowi Helix One Mk3.
Zgodnie z przypuszczeniami Helix Two Mk3 oferuje całe zaawansowane odsprzęganie i precyzję modelu Helix One Mk3, tyle że w mniejszej plincie. „Dwójka” przyjmuje tylko jedno ramię, ale zapewnia ponad 95% możliwości „Jedynki” przy znacznie łatwiejszym do zaakceptowania koszcie. Wyposażcie ją w najlepsze ramię i wkładkę, a przeniesie was w ten sam świat najwyższej klasy analogowego brzmienia, do którego zabiera Döhmann Audio Helix One Mk3. Krótko mówiąc, jeśli nie macie obu modeli ustawionych obok siebie albo nie leżycie nocami bezsennie, zgrzytając zębami na myśl o wydobyciu ostatniego okruchu muzycznej informacji, Helix Two Mk3 będzie wszystkim, czego ktokolwiek może potrzebować.
Nawiązanie do wcześniejszego testu
W pozostałych kwestiach odsyłam do recenzji z numeru 221. Podobnie jak platforma Helix One, Helix Two zbudowano wokół podstawy izolacyjnej o ujemnej sztywności. Rozwiązanie to, oparte na platformie Minus K wywodzącej się ze świata mikroskopii elektronowej, zapewnia izolację od częstotliwości nieco poniżej 1 Hz aż do około 100 kHz, wypychając wszelkie niepożądane drgania poza pasmo odtwarzania płyt LP. Choć pełna, zintegrowana z Helix One wersja układu Minus K wynosi tę izolację na jeszcze wyższy poziom, system zastosowany w Helix Two z ogromnym zapasem przekracza to, co można by uznać za „wystarczająco dobre”. I podobnie jak w Helix One, gramofon nie jest tu po prostu ustawiony na podstawie izolacyjnej o ujemnej sztywności; jest ona integralną częścią jego konstrukcji.
Platforma o ujemnej sztywności pełni tu funkcję subchassis, tak jak w gramofonie z zawieszeniem. Podobnie jak Helix One, Helix Two Mk3 wyposażono także w „mechaniczną zwrotnicę”, która tworzy możliwie najmniej szkodliwą ścieżkę mechaniczną służącą rozpraszaniu drgań o bardzo wysokiej częstotliwości. W Helix Two Mk3 wykorzystuje ona jednak strojone tłumienie warstwowe typu constrained layer oraz wstępnie naprężone, strojone tłumiki masowe umieszczone w samym chassis.
Układ ten służy do wygaszania wszelkich drgań chassis, które mogłyby pochodzić od szwajcarskiego, trójfazowego silnika AC lub odwróconego łożyska. Ponieważ oba te elementy dopracowano z ogromną precyzją, samo tłumienie nie ma tu szczególnie wiele do roboty. Ten gramofon dzieli jednak z większym bratem tę samą bezkompromisową filozofię, więc sformułowanie „niewiele” nie figuruje w słowniku Döhmann Audio.
Trudno nie zaczynać niemal każdego zdania od słów: „Podobnie jak Helix One Mk3…”, bo oba gramofony mają ze sobą bardzo wiele wspólnego. Weźmy choćby możliwość modernizacji oryginalnego Helixa Two do standardu Mk3 — w duchu zasady, że nikt nie zostaje w tyle. Albo układ napędowy z paskiem, wykorzystujący dwa przezroczyste paski polimerowe i całkowicie ukryty przed wzrokiem. Choć na tym poziomie instalacją w dużej mierze zajmuje się ktoś inny, pasek zakłada się z użyciem wyrafinowanego, zaawansowanego technicznie rozwiązania, czyli… kawałka sznurka.
Helix Two korzysta także z lekkiego i sztywnego, pływającego armboardu z laminatu włóknowo-polimerowego Advanced Composite, który zastąpił element ze stopu aluminium stosowany w poprzedniej wersji. I tu znów pojawia się analogia: One Mk3 wykorzystuje taki sam armboard Advanced Composite zarówno dla ramienia głównego, jak i dodatkowego.
Helix Two Mk3 wyposażono również w specjalny docisk płyty z kontrolą rezonansów RSA, znany z modelu Helix One Mk3. To oczywiście duże uproszczenie w odniesieniu do docisku, który był przedmiotem wieloletnich prac badawczo-rozwojowych, ale w przypadku wszystkiego, co nosi nazwę Döhmann, wieloletnie prace badawczo-rozwojowe są właściwie standardem.
Rozwiązania z zakresu pochłaniania zakłóceń HF i RFI oraz filtracji zasilania, znane z Helixa One Mk3, trafiły także do zasilacza Helixa Two Mk3. Co więcej, w przypadku obu gramofonów przewidziano również opcję i możliwość późniejszej modernizacji o podciśnieniowy system docisku płyty.
Muszą więc istnieć jakieś różnice między Helixem One Mk3 a Helixem Two Mk3. I rzeczywiście istnieją. Helix One Mk3 jest w pełni zintegrowaną konstrukcją, w której gramofon osadzono w zasilaczu PowerBase. W Helixie Two Mk3 zasilacz stanowi osobny moduł ustawiany pod gramofonem. No i… jest mniejszy oraz może współpracować tylko z jednym ramieniem.
Jakość brzmienia
Podobnie jak w przypadku większego brata, nigdy nie słuchałem tylu płyt i nie sporządziłem tak niewielu notatek odsłuchowych. Każdy album prowadził do kolejnego, a notatek wciąż nie przybywało, bo zbyt mocno cieszyłem się samym graniem. Po płyty, których nie słuchałem od lat, sięgałem nie po to, by ustalić, co dokładnie robi Döhmann Helix Two Mk3, lecz po prostu dlatego, że chciałem usłyszeć je ponownie — i usłyszeć je w tak znakomitym wydaniu.
Mógłbym pójść na łatwiznę i w kwestii brzmienia Helixa Two Mk3 niemal w całości odesłać czytelnika do poprzedniego numeru, ale byłoby to równie leniwe, co niesprawiedliwe. Zacznijmy więc odsłuch od rowka wprowadzającego. Jest cicho — absurdalnie cicho, tak cicho, że przez chwilę pojawia się myśl: „czy to w ogóle jest włączone?”. Szum własny przedwzmacniacza gramofonowego staje się znacznie bardziej zauważalny niż jakikolwiek wpływ Helixa Two Mk3 na odczyt rowka. To trochę tak, jakby cały system wziął głęboki oddech, uspokoił się i dopiero wtedy zaczął grać muzykę.
Ten brak szumu idzie w parze z całkowitą wiernością przekazu. Brzmi to banalnie, bo przecież z definicji taki ma być cel wszystkiego, co określamy mianem „hi-fi”, ale Helix Two Mk3 pokazuje, jak rzadko ta wierność osiągana jest w stopniu absolutnym. Dźwięk ma kontrolę i precyzję właściwe taśmie-matce. Towarzyszą im śmiałe, potężne poczucie dynamiki, znakomite budowanie sceny i obecności oraz kapitalne wyczucie rytmu. Krótko mówiąc, ten gramofon jest tak cholernie dobry, że jego własny wkład w brzmienie jest minimalny — i uświadamia, jak wiele większość innych gramofonów dodaje od siebie… bynajmniej nie z korzyścią dla muzyki.
To gramofon, który przy choćby minimalnym przesunięciu akcentów w niewłaściwą stronę mógłby stać się hiperanalitycznym narzędziem do prześwietlania reszty systemu. Jest jednak na tyle zrównoważony, że pozwala usłyszeć różnice między spoiwami lutowniczymi w kablach, ale nie jest przy tym tak wyprany z muzykalności, by zamieniać słuchanie w bezduszne doświadczenie. Pokazuje, że głównymi nośnikami „muzykalności” są ramię i wkładka, a robi to, usuwając wszelkie przeszkody w odbiorze tego, co wnoszą te elementy systemu.
Jeśli brzmi to jak umiarkowana pochwała, warto się zastanowić jeszcze raz. Brak własnego charakteru oznacza tu brak osłabienia basu, brak rozmywania i zlewania się niskich nut oraz precyzję ich ataku graniczącą z czymś nadnaturalnym. Przekłada się to na dokładność, rozciągnięcie, głębię i autorytet basu, które ujawniają się w każdym rodzaju muzyki — od majestatu kotłów, przez swing i precyzję jazzowego kontrabasisty, aż po czystą energię syntezatorów i dub reggae.
Jedną z płyt, które bodaj najlepiej to podsumowują, jest dwunastocalowy miks „Annihilation” utworu „Two Tribes” zespołu Frankie Goes To Hollywood [ZTT]. To nagranie nigdy nie będzie brzmiało inaczej niż ekscytująco: Trevor Horn w swoim najbardziej rozbuchanym, producenckim wydaniu, wrzucający do miksu wczesne sample, imitatorów głosu i fragmenty przypadkowo upiornych brytyjskich filmów obrony cywilnej z serii „Protect and Survive”. To dynamiczny, potężny wir dźwięków, wsparty bezlitosną linią basu i głęboką, syntezatorową stopą zsynchronizowaną z klikiem w tempie dyskotekowego beatu.
Taki materiał potrafi przytłoczyć niejeden gramofon i choć część tego efektu zależy od zdolności śledzenia rowka, zaskakująco wiele w tym przekazie rozstrzyga się na poziomie samego gramofonu — jego umiejętności zejścia muzyce z drogi i zapewnienia jej neutralnego tła. Właśnie to „bracia” Döhmann potrafią tak znakomicie.
Podsumowanie
Żaden gramofon nie zrobił na mnie takiego wrażenia od czasu Döhmann Helix One Mk3! Ten model zbliża się do jego referencyjnych osiągów o włos — i to dokładnie tam, gdzie ma to największe znaczenie. Owszem, „Two” jest mniejszy i przyjmuje tylko jedno ramię, ale kosztuje mniej więcej dwie trzecie ceny „One”. „One” jest od „Two” odrobinę lepszy, lecz jeśli nie słucha się ich bezpośrednio obok siebie, prawdopodobnie nigdy się tego nie zauważy. Tak, „One” wciąż oferuje ten ostateczny poziom brzmienia, którego „Two” może nie osiągnąć podczas wyjątkowo wnikliwych odsłuchów, ale przynajmniej dla mnie Helix Two Mk3 trafia w bezproblemowy, idealny punkt równowagi.
A zatem jabłko naprawdę pada niedaleko jabłoni. Döhmann Helix Two Mk3 zbliża się do Helixa One Mk3 tak bardzo, że oba modele zachowują się niemal jak bliźnięta jednojajowe. Döhmann Audio Helix Two Mk3 to gramofon, który w zupełności wystarczy na całe życie.


