Recenzja podłogowego zestawu głośnikowego Wilson Audio Sabrina V w hifi.nl

Autor i źródło recenzji: Jamie Biesemans, Hifi.nl, kwiecień 2026 r.
Oryginał można przeczytać TUTAJ.
Wraz z modelem Sabrina V firma Wilson Audio prezentuje gruntownie zmodernizowaną wersję kolumn Sabrina X — najbardziej przystępnych cenowo konstrukcji podłogowych w ofercie tego amerykańskiego wyznacznika trendów w świecie high-endu. Dzięki implementacji licznych rozwiązań technologicznych zaczerpniętych z wyższych modeli, aż po referencyjny Chronosonic XVX, najnowsza odsłona ma w pełni oddawać firmowy charakter brzmienia Wilson Audio. Najwyższy czas na sesję odsłuchową u dystrybutora Reference Sounds.
Kilka miesięcy po niezwykle udanej sesji odsłuchowej z najnowszymi modelami serii Summit marki JBL przyszedł czas na kolejną wizytę w Reference Sounds. Firma ta odpowiada nie tylko za dystrybucję jednego z najbardziej uznanych amerykańskich producentów kolumn głośnikowych, lecz ma w swoim portfolio również wiele innych renomowanych marek ze świata hi-fi.
Wilson Audio na przykład. Nie tak duży producent jak JBL i daleki od „modnego” Los Angeles na zachodnim wybrzeżu, a jednak marka ciesząca się ogromnym poważaniem w świecie audio. W północnej części stanu Utah, w nowoczesnym zakładzie produkcyjnym, powstają kolumny głośnikowe, na temat których praktycznie każdy miłośnik hi-fi ma wyrobione zdanie.
Tej fabryki nigdy nie odwiedziłem osobiście, ale w szczycie pandemii syn (nieżyjącego już) założyciela oraz obecny CEO, Daryl Wilson, zorganizował dla grupy dziennikarzy EISA wirtualne zwiedzanie z kamerą. To oczywiście nie to samo, co możliwość zajrzenia w każdy zakamarek na własne oczy, jednak pozwoliło lepiej zrozumieć sposób działania firmy. Zakład sprawiał wrażenie jednego z najczystszych i najlepiej zorganizowanych, jakie kiedykolwiek widziałem. Być może po wyłączeniu kamery z szafy na miotły wysypywał się cały bałagan, ale nic na to nie wskazywało.
To sterylne, niemal laboratoryjne wrażenie — przywodzące na myśl raczej fabrykę półprzewodników niż klasyczny zakład produkcji audio — doskonale współgra z wizerunkiem Wilson Audio i charakterem ich produktów. Kolumny tej marki są projektowane jako konstrukcje bezkompromisowe, lokujące się na granicy aktualnych możliwości technicznych. To często potężne, wielomodułowe zestawy głośnikowe, w których poszczególne sekcje precyzyjnie się reguluje, aby fale akustyczne docierały do punktu odsłuchowego w idealnej zgodności czasowej. Efektem bywają konstrukcje o wyraźnie „wygiętej” sylwetce, dostosowane do konkretnego pomieszczenia i pozycji słuchacza. Ta obsesja na punkcie zgodności czasowej (time alignment) stanowi jeden z fundamentów filozofii Wilson Audio, firmy założonej w 1974 roku przez Davida i Sheryl Lee Wilsonów. Innym wyróżnikiem są wykończenia lakiernicze — niezwykle głębokie, perfekcyjnie położone, śmiało mogące konkurować z jakością spotykaną w niemieckich samochodach sportowych.
Już same te cechy wystarczą, by zorientowany miłośnik hi-fi domyślił się, że kolumny Wilson Audio należą do segmentu z najwyższej półki cenowej. To producent, który konsekwentnie pozycjonuje się w ścisłej czołówce światowej — opinię tę podziela zresztą wielu przedstawicieli branży, o czym świadczy choćby częsta obecność kolumn Wilson Audio w systemach demonstracyjnych innych marek na wystawach audio. Monumentalna, a przy tym niezwykle kosztowna konfiguracja Chronosonic XVX zaprezentowana podczas ostatniej edycji DAE była bez wątpienia najbardziej spektakularnym pokazem możliwości tej amerykańskiej firmy.
Nietypowa kolumna głośnikowa — Sabrina
Wszystko to sprawiło, że tym razem wizyta w Reference Sounds była jeszcze bardziej intrygująca niż zwykle — jej celem była bowiem sesja odsłuchowa modelu Sabrina V. Następca Sabriny X z 2020 roku pozostaje oczywiście pełnoprawnym przedstawicielem szkoły Wilsona, ale pod pewnymi względami stanowi konstrukcję nietypową. Przede wszystkim jest to model bardziej przystępny — zarówno pod względem ceny, jak i gabarytów. Oczywiście w ujęciu względnym. Sabrina V to także kolumna jednoczęściowa, co w przypadku amerykańskiego producenta nie jest standardem. Nie znajdziemy tu więc regulowanego kąta ustawienia modułów służącego do precyzyjnego zestrojenia czasowego. Pochylona ku tyłowi przednia ścianka została zaprojektowana z myślą o odsłuchu z odległości od trzech do pięciu metrów.
Mimo to kolumna pozostaje natychmiast rozpoznawalna jako projekt Wilson Audio. Oprócz charakterystycznych przetworników, w tym firmowego tweetera CSC, uwagę zwraca sama obudowa — bardziej kanciasta niż „typowo”, choć w segmencie high-end to pojęcie względne. Ku górze bryła wyraźnie się zwęża. Jeszcze ciekawiej prezentuje się profil boczny: szeroka podstawa, z bokami i tylną ścianką pochylonymi do wewnątrz. Mniej więcej w połowie wysokości pojawia się subtelne załamanie, powyżej którego ściany jeszcze wyraźniej zbiegają się ku środkowi. Owszem, niektóre krawędzie zostały delikatnie zaokrąglone, jednak na tle licznych, silnie obłych konstrukcji spotykanych na rynku, Sabrina V zachowuje zdecydowanie bardziej geometryczną, „techniczną” sylwetkę. Warto przy tym dodać, że wizualnie jest ona znacznie bardziej powściągliwa niż futurystyczne konstrukcje pokroju Alexx V czy Chronosonic XVX.
Jeśli taka forma wydaje się „surowa”, warto zaznaczyć, że efekt ten skutecznie łagodzą lakiery WilsonGloss. Para egzemplarzy ustawionych przez Michaela z Reference Sounds w jego niemal perfekcyjnie zaadaptowanej akustycznie sali odsłuchowej wykończona została w efektownym kolorze True Gold — należącym do linii Premium & Custom tej marki.
Możliwości personalizacji są zresztą znacznie szersze. Na stronie Wilson Audio dostępny jest konfigurator, który pozwala „ubrać” Sabrinę w niemal czterdzieści wariantów kolorystycznych. A jeśli to wciąż za mało — praktycznie każdy odcień jest osiągalny, oczywiście za odpowiednią dopłatą. Bogata paleta wykończeń to zresztą jeden z wyróżników Wilsona; na wystawach audio nietrudno natknąć się na ich kolumny w naprawdę wyjątkowych, dopracowanych barwach. Szczególnie imponują lakiery z serii Premium Pearl — Ruby Red prezentuje się znakomicie, podobnie jak świeży, wyrafinowany Spearmint z tej samej linii.
Na pierwszy rzut oka Sabrina X i Sabrina V mogą wydawać się niemal identyczne. W rzeczywistości obudowa została subtelnie przeprojektowana — jest nieco smuklejsza i odrobinę wyższa. Dzięki temu nowa wersja prezentuje się bardziej elegancko niż jej poprzedniczka.
„V” to nie to, co myślisz
Istnieje spora szansa, że oznaczenie „V” w nazwie Sabrina V odczytasz jako rzymską „piątkę” — zwłaszcza jeśli masz słabość do klasycznych konwencji nazewniczych. W tym przypadku byłoby to jednak błędne założenie. Litera „V” nie odnosi się do numeracji, lecz stanowi oznaczenie jednego z materiałów kompozytowych stosowanych przez Wilson Audio. Producent — podobnie jak w przypadku oznaczenia „X” — nie ujawnia jego dokładnego składu.
Wiadomo natomiast, że są to materiały o bardzo wysokim współczynniku tłumienia, których zadaniem jest maksymalne ograniczenie rezonansów obudowy i wyeliminowanie jej współdrgań z pracującymi przetwornikami. Co ciekawe, mimo oznaczenia „V”, w konstrukcji Sabrina V wykorzystano kilka różnych autorskich kompozytów o wysokiej gęstości. Dolna płyta wykonana jest z materiału „V” i spoczywa na kolcach V-MCD, które poprawiają odsprzęgnięcie kolumny od podłoża. Inne elementy obudowy powstały z materiałów oznaczonych jako „X” oraz „H”.
Materiał „H”, zastosowany między innymi w przedniej ściance (baffle), według Wilsona charakteryzuje się nieco mniejszą sztywnością niż „X”, co ma przekładać się na bardziej naturalną i plastyczną reprodukcję średnich tonów. Podobnie jak pozostałe firmowe kompozyty, najprawdopodobniej jest to zaawansowany materiał na bazie żywic. Szczegóły pozostają jednak tajemnicą producenta — i trzeba przyznać, że ta aura niedopowiedzenia jest integralną częścią wizerunku marki.
Technologie zaczerpnięta z wyższych modeli
Sabrinę V można postrzegać jako znaczącą aktualizację, która wyraźnie przybliża tę kolumnę podłogową do wyższych modeli w ofercie Wilson Audio. Osiągnięto to poprzez implementację rozwiązań znanych z droższych konstrukcji także w tym — relatywnie — modelu wprowadzającym do świata marki.
Najważniejszą nowością jest średniotonowy przetwornik QuadraMag. To pokaźna, 178-milimetrowa jednostka z charakterystycznymi rowkowaniami, stosowana również w referencyjnym modelu Chronosonic XVX — kolumnie kosztującej około 470 tysięcy euro. To wręcz podręcznikowy przykład „transferu technologii” z najwyższej półki. Z kolei 200-milimetrowy woofer nie jest konstrukcją nową — pojawiał się już m.in. w potężnym głośniku centralnym Mezzo CSC (a także w modelach Sasha V i WATT/Puppy). Można go było usłyszeć choćby w zaawansowanej instalacji kina domowego przygotowanej przez Eglantier w Mechelen.
Wysokotonowy przetwornik Convergent Synergy Carbon (CSC), z charakterystycznym, filcowym pierścieniem o gwiaździstym kształcie, który tłumi wczesne odbicia, to z kolei rozwiązanie zapożyczone z modelu Alexx V — i kolejny przykład przenoszenia kluczowych technologii do niższych serii.
Ciekawym elementem, widocznym po spojrzeniu na tylną ściankę kolumny, jest panel z rezystorami. Jak wyjaśnił Michael z Reference Sounds, umożliwia on modyfikację wartości rezystancji w obwodach powiązanych z sekcją wysokotonową i średniotonową. Daje to ograniczone możliwości dostrojenia charakterystyki brzmieniowej kolumny do warunków akustycznych. Producent zaleca jednak, by wszelkie zmiany tego typu przeprowadzać wyłącznie za pośrednictwem autoryzowanego dealera — nie jest to rozwiązanie przeznaczone do samodzielnych eksperymentów.
Pierwszy krok w świat Wilson Audio
I wreszcie najciekawsze — odsłuch nowych kolumn Wilson Audio. Sesja odbyła się w systemie, w którym kluczową rolę odgrywały również inne marki z portfolio Reference Sounds. Źródłem był odtwarzacz sieciowy Matrix Audio MS-1, wygodnie obsługiwany za pośrednictwem Roona. Ten streamer pojawił się już wcześniej przy okazji testu kolumn JBL Summit i zdążył pozostawić bardzo dobre wrażenie — to zaawansowane technicznie urządzenie chińskiego producenta, z którym miałem już kilka udanych spotkań.
W tej konfiguracji MS-1 nie pełnił jednak roli przedwzmacniacza — tę funkcję powierzono najnowszemu Mark Levinson N°626. Z kolei za napęd odpowiadała końcówka mocy N°632, również zaprezentowana w ubiegłym roku podczas wystawy High End w Monachium, nieco w cieniu dużej premiery serii Summit.
Reference Sounds to nie tylko importer, ale także firma wspierająca dealerów w projektowaniu sal kinowych i rozwiązań takich jak Cinemawall. Dysponuje więc solidnym zapleczem wiedzy z zakresu akustyki, co wyraźnie słychać w ich pomieszczeniach odsłuchowych. W przeciwieństwie do niektórych nadmiernie „wytłumionych” sal, tutaj postawiono na brzmienie zrównoważone, ale wciąż żywe i angażujące.
Właśnie dlatego — oraz mając na uwadze, że to jeden z mocnych atutów kolumn Wilson Audio — rozpocząłem odsłuch od materiału z potężnym basem: „Glimmerine” Apparat, artysty znanego m.in. z projektu Moderat, który zdobył dużą popularność na scenie muzyki elektronicznej.
Utwór otwierający album „A Hum Of Maybe” zabrzmiał niezwykle obiecująco. Początek jest spokojny i subtelny, z imponująco realistycznym umiejscowieniem głosu Saschy Ringsa — wraz z jego lekko nosową barwą — oraz niemal niedostrzegalnymi dźwiękami mechaniki fortepianu, które Sabrina V oddaje z wyjątkową finezją. Prawdziwa magia pojawia się jednak w momencie kulminacji: bogata, nasycona podstawa basowa wypełnia pomieszczenie z rozmachem. Nie jest to bas przesadnie konturowy, ale pozostaje dobrze zdefiniowany, co przekłada się na znakomite poczucie rytmu. Dysonansowe partie dęte i beaty — balansujące na granicy kontrolowanego chaosu — splatają się i rozchodzą jednocześnie, tworząc wciągającą, niemal immersyjną przestrzeń dźwiękową.
Jak się powszechnie podkreśla, prawidłowe ustawienie kolumn Wilson Audio ma kluczowe znaczenie — jednak gdy wszystko zostanie dopracowane, efektem jest niezwykle spójna, jednorodna scena dźwiękowa. Pozostając w podobnym klimacie: „Waiting for the Stars” Vitalica, utwór elektroniczny o wyraźnych skojarzeniach z estetyką Depeche Mode. Sabrina V imponują tu znakomitą zdolnością do oddania kontrastów dynamicznych typu „start–stop” — beat jest precyzyjny, natychmiastowy, a poczucie tempa i szybkości wręcz wzorcowe. Czysta przyjemność odsłuchu.
W samym centrum muzyki
Kolejnym albumem, który tej wiosny często gościł u mnie w systemie, jest „The Long Way Around” — wydany przez Mayę Delilah dla Blue Note. Utwór „Begin Again” rozpoczyna się bardzo spokojnie i eksponuje głos młodej brytyjskiej artystki w sposób niemal namacalny, z bogactwem faktury budującym silne wrażenie obecności w studiu nagraniowym. Już w tych pierwszych minutach świetnie słychać skalę i elastyczność jej wokalu.
Delilah to nie tylko wokalistka, ale również utalentowana gitarzystka — co szybko ujawnia się w dalszej części utworu. Znakomita, utrzymana w duchu lat 70. solówka gitarowa to materiał wręcz stworzony dla kolumn Wilson Audio. Harmoniczne wybrzmienia i płynne przejścia między dźwiękami są oddane z imponującą nośnością i długim sustainem.
W tym repertuarze szczególnie wyraźnie ujawniają się dwie kluczowe cechy Sabriny V (i szerzej — konstrukcji Wilsona): wyjątkowo rozdzielcza średnica o lekko ocieplonym charakterze oraz znakomita spójność przekazu. Efektem jest prezentacja przestrzenna, która przestaje być analizowana w kategoriach „sceny dźwiękowej” — zamiast tego pojawia się wrażenie realnej obecności muzyków w pomieszczeniu. Oczywiście pomaga w tym perfekcyjne ustawienie kolumn w dopracowanej akustycznie przestrzeni odsłuchowej — ale w tej klasie systemu jest to już naturalna część całego doświadczenia.
„Chevaliers de Sangreal” to typowy dla Hansa Zimmera utwór — repetytywny, stopniowo narastający i, co może irytować, a zarazem uzależniać, niezwykle sugestywny. W zestawieniu Wilson Audio–Mark Levinson–Matrix Audio nabiera on wręcz koncertowego charakteru, co jest o tyle trafne, że pochodzi z albumu Live in Prague. Jeszcze większe wrażenie robi jednak błyskawiczna artykulacja ksylofonu i gitary w „You’re So Cool”. Kolumny Wilsona słyną z umiejętności oddania szybkości i mikrodynamiki — i tutaj słychać to bez cienia wątpliwości.
Równie przekonująco wypada perkusja — z wyraźnym uderzeniem i odpowiednią masą; duże bębny mają właściwy ciężar i skalę. Pozostając przy twórczości Hans Zimmer, sięgnąłem po „Beginnings Are Such Delicate Things” ze ścieżki dźwiękowej do Dune: Part Two. Ten trzyczęściowy utwór rozpoczyna się „nieziemską” perkusją, którą Sabrina V oddaje z dużą energią i świetnym impulsem. Być może modele JBL Summit oferują jeszcze większą skalę uderzenia, ale i tutaj wchodzimy już w rejon prezentacji naprawdę imponującej.
Druga część utworu ma znacznie bardziej eteryczny, niemal transowy charakter. I tu pojawia się element zaskoczenia — ulotne, „piaskowe” efekty dźwiękowe były lokalizowane niemal za plecami słuchacza, daleko poza linią kolumn. Duduk brzmi płynnie, z bogatą barwą i wyraźnym indywidualnym charakterem — bez trudu można wręcz „usłyszeć”, jak Pedro Eustache nabiera powietrza przed kolejną frazą.
Niskie, dudniące dźwięki w „War Anthem” Maxa Richtera — imitujące odgłosy artylerii i stanowiące fundament tego neoklasycznego utworu — mają tu wyjątkowy charakter. Są wyraźnie obecne, swobodne, może nie maksymalnie uderzające pod względem siły, ale doskonale podtrzymujące strukturę nagrania. Wiolonczela wypływa z kolumn z niezwykłą naturalnością i plastycznością, a ładunek emocjonalny, jaki niesie, pozostaje w pełni czytelny — także na tle orkiestralnego akompaniamentu.
Ta emocjonalna więź z muzyką jest tutaj absolutnie bezdyskusyjna.
To samo pobudzające poczucie rytmu, które mimowolnie każe wystukiwać takt stopą, powróciło przy „Victory Dance” Ezra Collective. Znów ta charakterystyczna precyzja, świetna definicja ataku i nienaganne prowadzenie rytmu — wszystko to znakomicie sprawdza się w tej latynoskiej kompozycji jazzowej, pełnej żywiołowej perkusji i precyzyjnie akcentowanych partii dętych. Utwór jest wręcz szalony, a jego niemal maniakalna energia została przez Wilson Audio oddana z imponującą sugestywnością.
Po tej eksplozji dźwiękowej przyszła chwila oddechu przy muzyce z zupełnie innego kręgu kulturowego. „She Moved Through The Fair” w niezwykle urokliwej interpretacji duetu Surrick–McFarlane na violę da gamba i bodhrán. Ten ostatni instrument nie zawsze brzmi przekonująco w typowych systemach audio, jednak dzięki wysokiej rozdzielczości Sabrina V jego obecność jest wyraźnie zaznaczona. Główny nacisk pozostaje jednak na partiach smyczkowych — klarownych, bogatych w detale i pięknie wybrzmiewających. Końcowy sustain zdawał się nie mieć końca.
Podsumowanie
Po niezwykle interesującej sesji odsłuchowej z modelami JBL Ama i Pumori w grudniu 2025 roku, spotkanie z Sabriną V od Wilson Audio okazało się równie ekscytujące — choć zupełnie inne w charakterze. Nawet bez odniesień do wyższych modeli tej marki, które bez wątpienia należą do światowej czołówki, już tutaj otrzymujemy ogromną ilość detali oraz scenę dźwiękową o imponującej skali, zdającą się nie mieć wyraźnych granic.
Poczucie zanurzenia w dźwięku to jeden z kluczowych atutów Wilson Audio. Producent konsekwentnie realizuje własną wizję tonalną, co przekłada się na wyjątkową czytelność przekazu i silne zaangażowanie słuchacza. Nietrudno wyobrazić sobie, że z tymi kolumnami można odkrywać w znanych nagraniach zupełnie nowe niuanse.
Na tle oferty Wilsona te „niewielkie” — co wypada zaznaczyć z lekkim przymrużeniem oka — kolumny podłogowe zrobiły wraz z generacją V wyraźny krok naprzód. Brzmieniowo w pełni wpisują się w charakter większych konstrukcji marki, także w zakresie reprodukcji niskich tonów. Szerokie możliwości personalizacji kolorystycznej oraz jakość wykończenia, która nawet w tym segmencie cenowym stoi na najwyższym poziomie, dopełniają całości bardzo spójnego i dopracowanego produktu.


