Recenzja kabli głośnikowych i interkonektów analogowych Shunyata Research Omega-X w The Audio Beat

Autor i źródło recenzji: Marc Mickelson, the audio beat, październik 2026 r.
Recenzję w oryginale można przeczytać TUTAJ.
W ciągu trzydziestu lat, odkąd piszę o sprzęcie audio i muzyce, byłem świadkiem powstawania wielu firm z branży audio, ich rozkwitu, zmagań z trudnościami, a niekiedy również upadku. Do wąskiego grona przedsiębiorstw, które odniosły trwały sukces, należy Shunyata Research. Historia jej powstania, rozwój unikalnych technologii oraz pozycja, jaką wypracowała sobie w branży audio, składają się na jedną z najbardziej spektakularnych historii sukcesu ostatnich trzydziestu lat.
W początkowym okresie działalności Shunyata produkowała wyłącznie przewody zasilające, a następnie rozszerzyła ofertę o kondycjonery zasilania. Z czasem do katalogu dołączyły interkonekty, przewody głośnikowe oraz cyfrowe, które firma, zgodnie z własną nomenklaturą, określa zbiorczo mianem „przewodów sygnałowych” – być może po prostu po to, by odróżnić je od produktów przeznaczonych do przesyłania prądu przemiennego. Shunyata rozszerzyła również działalność na inne sektory, opracowując rozwiązania przeznaczone specjalnie dla studiów nagraniowych i placówek medycznych. To kolejny dowód skuteczności stosowanych przez nią technologii.
Choć Shunyata Research od zawsze oferowała przewody z najwyższej półki, ich ceny na tle konkurencji pozostawały zaskakująco niskie – zdaniem wielu sprzedawców, a nawet niektórych dziennikarzy branżowych, wręcz zbyt niskie. Caelin Gabriel z pewnością słyszał te opinie, jednak przez wiele lat ceny jego najlepszych przewodów rosły jedynie nieznacznie. Istniał ku temu konkretny powód. Jednym z największych wyzwań, wynikających ze sposobu, w jaki Shunyata budowała i rozwijała swoją ofertę, był fakt, że kolejne generacje przewodów sygnałowych bazowały na rozwiązaniach stosowanych we wcześniejszych modelach. Nierzadko zdarzało się, że nowy przewód ze średniego segmentu oferty przewyższał osiągami dotychczasowy model flagowy. Zaburzało to hierarchię produktów, na której klienci zwykle opierają swoje decyzje zakupowe, a jednocześnie znacznie utrudniało ustalanie cen.
Sytuacja zaczęła się zmieniać w połowie drugiej dekady XXI wieku, kiedy Shunyata wprowadziła szereg nowych technologii, nad których opracowaniem i udoskonaleniem Caelin Gabriel pracował przez wiele lat. Pozwoliły one wynieść osiągi przewodów sygnałowych marki na zupełnie nowy poziom. Następnie, pod koniec 2020 roku, zadebiutowała seria Omega – prawdziwie flagowa linia interkonektów, przewodów głośnikowych, cyfrowych oraz gramofonowych. Tym razem ceny wyraźnie odzwierciedlały pozycjonowanie produktów w segmencie high-end, zbliżając się do poziomu cen najlepszych konstrukcji konkurencyjnych producentów. Ich wyjątkowe osiągi były rezultatem wykorzystania pełnego zestawu autorskich technologii i rozwiązań konstrukcyjnych Shunyaty. Wszystkie łączyła nadrzędna filozofia projektowania: konsekwentne stosowanie rozwiązań pasywnych, które na różne sposoby eliminują zakłócenia, nie ingerując przy tym w sam sygnał muzyczny.
W nowych interkonektach Omega-X zastosowano przewodniki z monokrystalicznego srebra OHNO, wytwarzane w specjalnym procesie odlewania, który pozwala uzyskać ciągłą strukturę krystaliczną. Miałem już okazję zetknąć się z przewodami audio wykorzystującymi przewodniki z monokrystalicznej miedzi, w tym również z modelami Shunyata Research, ale ze srebrem w tej postaci spotykam się po raz pierwszy. Dodatkowe korzyści zapewnia opracowana przez Shunyatę ponad piętnaście lat temu technologia Zi-Tron. W rozwiązaniu tym drugi przewodnik przenosi sygnał pochodzący z przewodnika głównego, a pola generowane przez oba przewodniki wzajemnie się znoszą, neutralizując pole elektryczne powstające w dielektryku przewodu. Shunyata podkreśla skuteczność tej opatentowanej konstrukcji (patent amerykański US8912436B2, chiński ZL2011800473442, niemiecki 601011046558.9 oraz brytyjski 2622612), która ma „zachowywać integralność sygnału źródłowego nawet przy stosowaniu bardzo długich odcinków przewodów”. Firma wielokrotnie prezentowała tę technologię podczas wystaw sprzętu audio, organizując pokazy demonstrujące jej działanie oraz mierzalny wpływ na przesyłany sygnał.
Podobnie jak poprzednie modele, interkonekty i przewody głośnikowe Omega-X wykorzystują technologię Transverse Axial Polarizer, w skrócie TAPc. Jest to rozwiązanie oczekujące na przyznanie patentu, którego zadaniem jest modyfikowanie pola elektromagnetycznego otaczającego przewód. Pierwotna wersja TAP składała się z pozłacanych miedzianych dysków o strukturze plastra miodu, umieszczonych w cylindrycznej obudowie na przewodzie. Całość przypominała nieco zgrubienie na ciele węża, który właśnie połknął zdobycz. W technologii TAPc zastosowano znacznie bardziej złożone, formowane pierścienie o podwójnej, koncentrycznej konstrukcji. We wcześniejszych interkonektach Shunyaty standardowy moduł TAP znajdował się w pobliżu początku przewodu, natomiast w modelach Omega-X elementy TAPc umieszczono przy obu jego końcach.
Shunyata porównuje wpływ technologii TAPc na brzmienie do działania okularów przeciwsłonecznych z filtrem polaryzacyjnym, które ograniczają odblaski. W przypadku przewodów podobny efekt ma zapewniać modyfikacja pola elektromagnetycznego i ograniczenie jego niekorzystnego oddziaływania na sygnał. Według producenta przekłada się to również na obniżenie poziomu szumów tła, lepszą rozdzielczość najdrobniejszych szczegółów, większą precyzję czasową i spójność brzmienia oraz ograniczenie wpływu zakłóceń elektromagnetycznych. Shunyata podkreśla, że technologia TAPc stanowi jeden z kluczowych elementów odpowiadających za osiągi produktów generacji X.
W nowych interkonektach Omega-X zastosowano przewodniki z monokrystalicznego srebra OHNO, wytwarzane w specjalnym procesie odlewania, który pozwala uzyskać ciągłą strukturę krystaliczną. Miałem już okazję zetknąć się z przewodami audio wykorzystującymi przewodniki z monokrystalicznej miedzi, w tym również z modelami Shunyata Research, ale ze srebrem w tej postaci spotykam się po raz pierwszy. Dodatkowe korzyści zapewnia opracowana przez Shunyatę ponad piętnaście lat temu technologia Zi-Tron. W rozwiązaniu tym drugi przewodnik przenosi sygnał pochodzący z przewodnika głównego, a pola generowane przez oba przewodniki wzajemnie się znoszą, neutralizując pole elektryczne powstające w dielektryku przewodu. Shunyata podkreśla skuteczność tej opatentowanej konstrukcji (patent amerykański US8912436B2, chiński ZL2011800473442, niemiecki 601011046558.9 oraz brytyjski 2622612), która ma „zachowywać integralność sygnału źródłowego nawet przy stosowaniu bardzo długich odcinków przewodów”. Firma wielokrotnie prezentowała tę technologię podczas wystaw sprzętu audio, organizując pokazy demonstrujące jej działanie oraz mierzalny wpływ na przesyłany sygnał.
Podobnie jak poprzednie modele, interkonekty i przewody głośnikowe Omega-X wykorzystują technologię Transverse Axial Polarizer, w skrócie TAPc. Jest to rozwiązanie oczekujące na przyznanie patentu, którego zadaniem jest modyfikowanie pola elektromagnetycznego otaczającego przewód. Pierwotna wersja TAP składała się z pozłacanych miedzianych dysków o strukturze plastra miodu, umieszczonych w cylindrycznej obudowie na przewodzie. Całość przypominała nieco zgrubienie na ciele węża, który właśnie połknął zdobycz. W technologii TAPc zastosowano znacznie bardziej złożone, formowane pierścienie o podwójnej, koncentrycznej konstrukcji. We wcześniejszych interkonektach Shunyaty standardowy moduł TAP znajdował się w pobliżu początku przewodu, natomiast w modelach Omega-X elementy TAPc umieszczono przy obu jego końcach.
Shunyata porównuje wpływ technologii TAPc na brzmienie do działania okularów przeciwsłonecznych z filtrem polaryzacyjnym, które ograniczają odblaski. W przypadku przewodów podobny efekt ma zapewniać modyfikacja pola elektromagnetycznego i ograniczenie jego niekorzystnego oddziaływania na sygnał. Według producenta przekłada się to również na obniżenie poziomu szumów tła, lepszą rozdzielczość najdrobniejszych szczegółów, większą precyzję czasową i spójność brzmienia oraz ograniczenie wpływu zakłóceń elektromagnetycznych. Shunyata podkreśla, że technologia TAPc stanowi jeden z kluczowych elementów odpowiadających za osiągi produktów generacji X.
W przewodach głośnikowych Omega-X zastosowano opracowane przez Shunyatę przewodniki VTX-Ag, łączące srebrny rdzeń z otaczającą go koncentryczną warstwą czystej miedzi. Celem takiej konstrukcji jest połączenie szybkości i rozdzielczości charakterystycznych dla srebra z gęstością tonalną, wypełnieniem i autorytetem brzmienia kojarzonymi z miedzią. Przewody głośnikowe wykorzystują również kolejną autorską technologię Shunyaty – HARP, której zadaniem jest eliminowanie mikrozniekształceń związanych z powstawaniem fal stojących wskutek energii drgań generowanych przez pulsujący sygnał. Pierwsza generacja przewodów Omega była wyposażona w dwa moduły HARP, przypominające niewielkie płytki drukowane. W modelach Omega-X ich liczbę zwiększono do czterech, a same moduły zostały zmodyfikowane i udoskonalone, co według producenta pozwoliło podwoić skuteczność działania tej technologii.
Shunyata wprowadziła również zmiany w konstrukcji zakończeń przewodów głośnikowych, stosując własne elementy wykonane z włókna węglowego. Osłaniają one dodatkowe układy TAPc, a jednocześnie obniżają dobroć mechaniczną przewodów, ograniczając ich podatność na rezonanse. Standardowym wyposażeniem jest ponadto system zawieszenia Möbius, składający się z szeregu mocowanych zatrzaskowo pierścieni. Nie tylko unoszą one przewody ponad podłogę, chroniąc je przed wpływem elektryczności statycznej, ale również podtrzymują je na silikonowych taśmach, zapewniających trójwymiarową izolację od drgań przenoszonych zarówno przez podłoże, jak i powietrze. To rozwiązanie wyjątkowe, o niemal futurystycznym wyglądzie. Jestem przekonany, że jego zaprojektowanie i wdrożenie do produkcji nie należało do łatwych zadań.
Zarówno interkonekty, jak i przewody głośnikowe Omega-X wykorzystują najwyższej jakości złącza oraz materiały dielektryczne. Same złącza wyglądają niczym wyroby jubilerskie – i w pewnym sensie rzeczywiście nimi są. Wykonano je z czystej miedzi tellurowej pokrytej warstwą platyny, przy czym wybór tych materiałów nie był podyktowany względami estetycznymi. Jak zapewnia Shunyata, złącza te „gwarantują wyjątkową wierność i czystość tonalną, zapewniając płynne, naturalne brzmienie o zwiększonej rozdzielczości”, a jednocześnie pozwalają „zachować przejrzystość, kontrast i przestrzenność dźwięku w całym zakresie dynamiki systemu”.
Zastosowany w przewodach dielektryk fluorowęglowy charakteryzuje się bardzo niską absorpcją, wysoką wytrzymałością mechaniczną oraz dużą odpornością na temperaturę. Według producenta właściwości te przyczyniają się do ograniczenia kompresji dynamicznej, poprawy rozdzielczości najdrobniejszych szczegółów oraz zwiększenia przejrzystości brzmienia.
Wszystkie przewody Shunyata przechodzą również autorski proces Kinetic Phase Inversion Process (KPIP v2), który znacząco skraca czas stabilizacji i wygrzewania, typowy dla wielu przewodów klasy high-end. Przed laty Shunyata zalecała poddawanie swoich przewodów obróbce kriogenicznej, jednak opracowanie technologii KPIP sprawiło, że zrezygnowano z tej metody. Według producenta przewody poddane procesowi KPIP v2 zapewniają większą przejrzystość, stabilność i mniejsze zniekształcenia niż konstrukcje przygotowywane metodą kriogeniczną, wygrzewane wyłącznie podczas odtwarzania muzyki lub poddawane innym procedurom wstępnego kondycjonowania. Efekty działania KPIP v2 są trwałe, dzięki czemu nowe przewody Shunyata oferują niemal pełnię swoich możliwości już po wyjęciu z opakowania. Producent zaznacza jednak, że ich brzmienie może nadal poprawiać się przez pierwsze 100–150 godzin użytkowania, szczególnie w przypadku przewodów głośnikowych i zasilających, przystosowanych do przewodzenia większych prądów.
Kolejnym istotnym szczegółem konstrukcyjnym jest całkowite wyeliminowanie lutowania w przewodach głośnikowych. Zamiast niego zastosowano proces pneumatycznego zaciskania na zimno, który tworzy trwałe połączenie mechaniczne między przewodnikiem a złączem. Według Shunyaty rozwiązanie to pozwala uniknąć stosowania dodatkowych metali, które – jak wykazały doświadczenia firmy – mogą wprowadzać zniekształcenia do dźwięku. Eliminuje również jakikolwiek wpływ lutowia na charakter brzmienia. Czy jednak lutowie rzeczywiście ma własną sygnaturę dźwiękową? Nie mogę powiedzieć, abym osobiście przeprowadzał testy w tym zakresie, ale są osoby, których słuchowi ufam, w tym Ken Stevens z Convergent Audio Technology, które twierdzą, że tak właśnie jest. W świecie high-end audio znaczenie ma każdy szczegół. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że połączenia lutowane są powszechnie stosowane zarówno w urządzeniach elektronicznych, jak i zestawach głośnikowych, przypuszczenie, że mogą one wpływać na brzmienie, wydaje się przynajmniej prawdopodobne.
Wszystko, co przedstawiłem powyżej, stanowi jedynie skrótowy przegląd technologii wykorzystanych w interkonektach i przewodach głośnikowych Omega-X. Jedno jest pewne – nie znajdziemy tu żadnych standardowych, gotowych rozwiązań ani elementów zastosowanych wyłącznie dla formalności. Przez lata wielokrotnie miałem okazję rozmawiać z Caelinem Gabrielem i mogę powiedzieć, że jest człowiekiem niezwykle konsekwentnym, niestrudzonym w dążeniu do doskonałości, a pod wieloma względami prawdziwym pionierem branży audio. Seria Omega-X stanowi najpełniejszy wyraz jego filozofii projektowania przewodów sygnałowych.
Interkonekty i przewody głośnikowe Omega-X testowałem w połączeniu z szeroką gamą źródeł analogowych i cyfrowych, urządzeń elektronicznych oraz zestawów głośnikowych. Większość z nich stanowiły nowe konstrukcje, choć korzystałem również ze starszych modeli. W przeszłości wielokrotnie pisałem o trudnościach i pułapkach związanych z recenzowaniem przewodów audio. Najkrócej rzecz ujmując, z jednej strony nie widzę powodu, by zmieniać swoje podejście do krytycznych odsłuchów tylko dlatego, że przedmiotem oceny są interkonekty i przewody głośnikowe, a nie kolumny czy wzmacniacze. Ostatecznie dźwięk pozostaje dźwiękiem, niezależnie od rodzaju testowanego produktu.
Z doświadczenia wiem jednak, że ocena przewodów audio wymaga szczególnie starannej i powtarzalnej procedury. Rzadko bowiem testuję wyłącznie interkonekty lub przewody głośnikowe. Zazwyczaj mam do czynienia z kompletnym okablowaniem systemu, obejmującym oba te rodzaje przewodów, a niekiedy również przewody cyfrowe i zasilające. Liczba zmiennych w każdym systemie audio może być znaczna, ponieważ każdy z jego elementów ma potencjalny wpływ na końcowy rezultat. Wszystkie te czynniki trzeba uwzględnić, jeśli rzeczywiście chce się usłyszeć, co nowy produkt wnosi do brzmienia systemu, a co ewentualnie mu odbiera. Ma to szczególne znaczenie w pracy recenzenta, którego system odsłuchowy nieustannie się zmienia wraz z kolejnymi urządzeniami trafiającymi do testów i opuszczającymi go po ich zakończeniu. Przewody łączą wszystkie te komponenty, dlatego jest ich w systemie stosunkowo dużo, a tym samym istnieje więcej możliwości, by wpływały na ostateczny charakter dźwięku.
Z tego powodu nie wymieniam od razu całego okablowania, ale nie ograniczam się też wyłącznie do testowania pojedynczych przewodów. Łączę obie metody. Najpierw wprowadzam do systemu kolejne przewody pojedynczo, aż całe okablowanie zostanie zastąpione testowanymi modelami. Następnie wracam do dobrze znanego zestawu referencyjnego. Kiedy mój słuch ponownie przyzwyczai się do jego brzmienia, wymieniam jednocześnie wszystkie przewody na testowane. Całą procedurę powtarzam kilkakrotnie.
W przeszłości porównywałem rolę przewodów audio do farb i płótna, którymi posługuje się malarz, ponieważ wyznaczają one granice obrazu i określają sposób jego przedstawienia. Być może jednak trafniejsza jest analogia do pogody i klimatu. Poszczególne komponenty systemu przypominają pogodę w danym dniu, podczas gdy przewody odpowiadają za ogólny klimat. Jedno jest chwilowym obrazem sytuacji, drugie zaś określa warunki, które utrzymują się przez dłuższy czas. Niezależnie od tego, które porównanie uznamy za bardziej przekonujące, dopiero wielokrotne wymiany przewodów pozwalają mi zestawić ze sobą poszczególne obserwacje i stworzyć możliwie dokładny opis ich wpływu na brzmienie.
Odsłuchy
Kiedy rozpocząłem pierwsze odsłuchy z przewodami Omega-X, zacząłem zastanawiać się nad tym, jak ewoluowało okablowanie audio od połowy lat 80., gdy ta kategoria produktów zaczęła się wyodrębniać i dynamicznie rozwijać. W tamtym czasie miedź była niemal jedynym materiałem stosowanym do produkcji interkonektów i przewodów głośnikowych, a srebro należało do rzadkości. Najczęściej używanym określeniem opisującym przewodniki była „wysoka czystość”. Na upowszechnienie takich pojęć jak „sześć dziewiątek”, oznaczających czystość na poziomie 99,9999%, a zwłaszcza „struktura monokrystaliczna”, trzeba było jeszcze poczekać wiele lat.
Ceny przewodów były bardzo zróżnicowane, jednak nieliczne konstrukcje wykorzystujące srebro, którego przewodność elektryczna jest nieco wyższa niż miedzi, należały do produktów ekskluzywnych i kosztownych. Oferowały przy tym brzmienie wyraźnie odmienne od dominujących na rynku przewodów miedzianych. Najczęściej stosowano je w systemach potrzebujących dodatkowej energii i ożywienia, ponieważ charakter brzmieniowy przypisywany srebru wiązał się z mocniejszym akcentowaniem ataku dźwięków, szybkości i przestrzenności. Odbywało się to jednak kosztem neutralności harmonicznej i tonalnej oraz ogólnej spójności muzycznego przekazu.
Ten podział na charakter brzmieniowy miedzi i srebra utrzymywał się praktycznie przez całe lata 90. i w pewnym stopniu istnieje do dziś. Często już sama znajomość materiału, z którego wykonano przewodniki, pozwala przewidzieć, jak mogą zabrzmieć dane interkonekty czy przewody głośnikowe. Moim zdaniem wynika to z dość uproszczonego, wręcz prymitywnego podejścia do konstrukcji przewodów audio, zgodnie z którym najważniejszy jest sam przewodnik.
Omega-X reprezentuje zupełnie inną filozofię. Nie chodzi już o tradycyjne przekonywanie, że „nasz przewodnik jest lepszy od waszego”, lecz o kontrolowanie wszystkich czynników wpływających na jego pracę. Shunyata łączy starannie wykonane przewodniki o wysokiej czystości z pasywną kontrolą pola elektromagnetycznego (TAPc), ograniczaniem rezonansów związanych z przepływem prądu w przewodach głośnikowych (HARP), materiałami dielektrycznymi o niskiej absorpcji, platynowanymi złączami, zaawansowanymi procesami kondycjonowania metali oraz mechanicznym systemem izolacji od wpływu otoczenia (Möbius).
Powstały w ten sposób kompleksowy system okablowania ma przede wszystkim zachowywać integralność przesyłanego sygnału, jednocześnie ograniczając szumy, rezonanse i niepożądane zjawiska związane z właściwościami dielektryka. Celem nie jest więc kształtowanie charakteru brzmienia poprzez dobór materiału przewodnika, tak jakby przewód pełnił funkcję regulatora barwy czy korektora dźwięku. To całościowe podejście do projektowania jest dokładnie tym, czego audiofile oczekują od flagowych produktów w tej kategorii cenowej, choć nie zawsze rzeczywiście to otrzymują.
W ciągu ponad dwudziestu lat miałem okazję korzystać z wielu zestawów interkonektów i przewodów głośnikowych Shunyata Research oraz opisywać ich brzmienie. Jednak nawet tak bogate doświadczenie nie przygotowało mnie na to, co usłyszałem po podłączeniu modeli Omega-X. To najbardziej transparentne, wręcz całkowicie niewidoczne dla dźwięku przewody, z jakimi kiedykolwiek miałem do czynienia. Przekazują muzykę z pełnym bogactwem barw tonalnych i przestrzeni, niezwykłą precyzją i namacalnością średnicy, najsubtelniejszymi zmianami dynamiki oraz basem sięgającym niemal do wnętrza Ziemi. Nawet te cechy nie oddają jednak w pełni skali i znaczenia zalet Omega-X. Przewody te pozwalają bowiem wydobyć z systemu audio pełnię jego możliwości. Są najbardziej kompletnymi konstrukcjami, jakie dotąd słyszałem, sprawiając wrażenie, jakby bez żadnych ograniczeń przekazywały wszystkie walory brzmieniowe połączonych nimi urządzeń. Wiąże się z tym być może ich największe osiągnięcie – umiejętność połączenia poszczególnych komponentów elektronicznych i przetworników elektroakustycznych w jedną, niezwykle przekonującą i spójną brzmieniowo całość.
Już od pierwszych chwil zauważyłem, że po wprowadzeniu przewodów Omega-X do mojego systemu transjenty zyskały większą wyrazistość i energię, a każdy dźwięk nabrał bogatszej barwy oraz bardziej mięsistego, pełnego charakteru. Muzyka zabrzmiała żywiej i bardziej sugestywnie, w sposób, który był dla mnie zarówno nowy, jak i ekscytujący. Co istotne, efekt ten nie wynikał ze sztucznego podkreślenia ataku dźwięków. Sprowadzenie charakteru Omega-X jedynie do braku typowej dla srebrnych przewodników szczupłości, ostrości i szarawego zabarwienia byłoby zbyt dużym uproszczeniem. W rzeczywistości przewody Omega-X zwiększały kontrast między transjentami a muzycznym tłem, z którego się wyłaniały. Brzmienie pozostawało przy tym swobodne i pełne życia, a jednocześnie namacalne i potężne.
Doskonale pokazały to odsłuchy tak odmiennych nagrań, jak zelektryfikowany Folk Singer Muddy’ego Watersa [Mobile Fidelity UDCD592] oraz …And Serenity Glenna Goulda [Sony Classical/Legacy SK 90538], będący kompilacją solowych wykonań fortepianowych. W obu przypadkach przewody Omega-X prezentowały muzykę z niezwykłą swobodą, ogromnym bogactwem szczegółów, imponującą przestrzenią i wyjątkową namacalnością. Zarówno wykonawcy, jak i akustyka miejsc, w których dokonano nagrań, zdawały się ożywać w moim pokoju odsłuchowym. Było to mistrzowskie połączenie dwóch sposobów prezentacji dźwięku: wrażenia, że „muzycy są tutaj, przed nami”, oraz poczucia, że „to my znaleźliśmy się w miejscu nagrania”.
Instrumenty smyczkowe, dęte blaszane, a zwłaszcza talerze perkusyjne, zyskały subtelną, migotliwą świetlistość, która doskonale ukazywała wyrafinowanie wysokich tonów oferowanych przez Omega-X. Podobne właściwości można było usłyszeć w zakresie średnicy, szczególnie w reprodukcji głosów. Nie chodziło jednak o sztuczne ocieplenie czy nadmierne nasycenie brzmienia, lecz o połączenie niezwykłej szczegółowości, najdrobniejszych niuansów dynamicznych i całkowitej neutralności tonalnej.
Album Live in Italy perkusisty Petera Erskine’a [Fuzzy Music PEPCD28] to znakomicie zrealizowane nagranie, wyróżniające się wyjątkową rozdzielczością, harmonicznymi fortepianu, które zdają się wybrzmiewać bez końca, oraz panoramiczną sceną dźwiękową. Bezkompromisowe podejście konstruktorów Omega-X do eliminowania zakłóceń przynosi tutaj znakomite rezultaty, sprawiając, że jakość brzmienia tej płyty CD zbliża się do poziomu kojarzonego z formatem SACD. Podobnie było w przypadku albumu No Sun in Venice zespołu Modern Jazz Quartet [Atlantic 1284-2]. W tym nagraniu dodatkowym elementem jest naturalny pogłos pomieszczenia, w którym zarejestrowano muzykę, szczególnie wyraźny w brzmieniu wibrafonu Milta Jacksona. Przewody Omega-X odtwarzały wszystkie te niuanse jako jednorodną, niewymuszoną i nieprzerwaną przestrzeń dźwiękową, z tak wiernie oddanymi właściwościami akustycznymi, że nie sposób było ich nie zauważyć.
Odtwarzanie różnych wydań tego samego nagrania często mówi więcej o możliwościach sprzętu niż o samym materiale muzycznym. Pozwala bowiem ocenić, jak skutecznie system potrafi wychwycić i przedstawić różnice wynikające z masteringu, o ile takie występują, a przede wszystkim z zastosowanego formatu. W mojej kolekcji znajdują się cztery różne wydania winylowe albumu Pet Sounds zespołu Beach Boys: jedno w prawdziwym stereo [Capitol Records 72435-21241-1-4], jedno w sztucznie uzyskanym stereo [Capitol Records DT 2458] oraz dwa monofoniczne [Warner Bros. 2MS 2083, Capitol Records/Interscope Records DSS 6]. Właśnie w wersji mono album ukazał się pierwotnie w 1966 roku.
Ostatnie z wymienionych wydań recenzowałem wcześniej. Należy ono do wyjątkowej serii One Step, wydawanej przez Interscope w ramach Definitive Sound Series. Pozostałe egzemplarze reprezentują różne wersje pochodzące z produkcji masowej. Podczas odsłuchów przygotowywanych na potrzeby tamtej recenzji doszedłem do wniosku, że bez przewodów Omega-X w moim systemie prawdopodobnie nie byłbym w stanie równie precyzyjnie wychwycić i opisać różnic między poszczególnymi tłoczeniami. Dotyczyło to zarówno fatalnych zniekształceń fazowych, charakterystycznych dla sztucznie przetworzonej wersji stereo Capitol Duophonic, jak i niezwykłego bogactwa wewnętrznych detali nagrania ujawnianych przez wydanie Interscope. Te ostatnie mają szczególne znaczenie w przypadku Pet Sounds, albumu, którego wyjątkowy charakter w dużej mierze wynika z zastosowanych technik studyjnych. Równie wyraźnie słyszalne były odmienne, a zarazem w pełni uzasadnione sposoby prezentacji muzyki w dwóch pozostałych wydaniach.
W tym przypadku, podobnie jak podczas odsłuchów wszystkich innych płyt winylowych z przewodami Omega-X w moim systemie, analog naprawdę ożywał. Znaczną część zasług przypisuję tutaj Caelinowi Gabrielowi i opracowanemu przez niego kompleksowemu zestawowi technologii eliminujących zakłócenia. Niezwykle słaby sygnał analogowy, wymagający bardzo dużego wzmocnienia, jest bardziej podatny na zniekształcenia niż sygnał cyfrowy. Kiedy jednak wszystkie elementy toru współpracują ze sobą właściwie, analog wciąż potrafi udowodnić, że jest zdolny osiągnąć absolutnie najwyższy poziom jakości brzmienia.
Przez cały czas towarzyszyło mi niezwykle silne przekonanie, że przewody Omega-X ujawniają pełnię możliwości mojego analogowego toru odtwarzania. Poprawa była nie tylko oczywista, ale – co znacznie ważniejsze – miała rzeczywiste i głębokie znaczenie dla odbioru muzyki.
Inny, choć nieco odmienny przykład tego zjawiska miał miejsce kilka miesięcy temu, kiedy kupiłem nową wkładkę gramofonową Dynavector, przeznaczoną do codziennego użytku i wstępnych odsłuchów płyt winylowych, o których piszę. Model 20X2A-L to znakomita wkładka, oferująca wysoką rozdzielczość, a przede wszystkim dostarczająca ogromnej przyjemności ze słuchania muzyki. Przewody Omega-X nie tylko pozwoliły usłyszeć, że moje pozostałe wkładki Dynavector, XV-1s i XV-1t, oferują jeszcze większą ilość informacji niż znacznie tańsza 20X2A-L, ale również bezlitośnie ujawniły jej nieco węższą scenę dźwiękową i mniejszą potęgę basu. Mimo to wspomniana przyjemność ze słuchania wynikała z tego, jak znakomicie wkładka wpisywała się w brzmienie otaczającego ją, znacznie droższego systemu. Przy każdym odsłuchu zaczynałem się zastanawiać, czy rzeczywiście istnieje potrzeba wydawania na wkładkę gramofonową więcej niż około 1500 dolarów, czyli tyle, ile kosztuje 20X2A-L.
Ponownie dochodzę do wniosku, że miało to związek z niezwykłą kompletnością brzmienia oferowanego przez Omega-X. Wszystkie elementy dźwięku wydawały się obecne, zachowywały właściwe proporcje i były prezentowane z taką swobodą i przejrzystością, jakby muzyka docierała do słuchacza przez szeroko otwarte okno.
Jakiś czas temu opracowałem sposób opisywania brzmienia komponentów audio w bardziej uniwersalny sposób, który pozwala czytelnikom samodzielnie usłyszeć przynajmniej część cech, o których piszę w swoich recenzjach. Polega on na wskazaniu jednego lub dwóch nagrań, których charakter dźwiękowy przypomina mi brzmienie danego urządzenia. Przyznaję, że nie jest to metoda doskonała – sprzęt audio i muzyka, do której odtwarzania został zaprojektowany, mają ze sobą mniej więcej tyle wspólnego, co ciecierzyca i kurczak. A jednak są ze sobą nierozerwalnie związane. Dlatego uważam, że każdy sposób pozwalający odpowiedzieć na pytanie „Jak to brzmi?” jest wartościowy, nawet jeśli nie jest pozbawiony niedoskonałości.
Podczas odsłuchów z wykorzystaniem systemu okablowania Omega-X moje myśli powędrowały nie ku jednemu konkretnemu nagraniu, lecz ku całemu dorobkowi wytwórni ECM, która niemal nieprzerwanie od swoich pierwszych wydawnictw z końca lat 60. aż po dzień dzisiejszy słynie z wyjątkowej jakości dźwięku. W mojej kolekcji znajduje się ponad sto płyt CD i winylowych ECM, a słuchanie każdej z nich jest prawdziwą przyjemnością. Wynika to zarówno z różnorodności, często wymagającej muzyki, którą można ogólnie zaliczyć do współczesnego jazzu, jak i ze znakomitej jakości realizacji nagrań.
Jak zauważyłem w niedawnej recenzji trzech albumów winylowych ECM, charakter brzmienia tej wytwórni definiują „neutralna równowaga tonalna, przestronna i pełna powietrza scena dźwiękowa, subtelnie oddane zmiany dynamiki oraz wyjątkowa rozdzielczość najdrobniejszych szczegółów”. Wyróżniają je również „bogactwo wewnętrznych detali, naturalne faktury brzmieniowe instrumentów, rozległa scena dźwiękowa i precyzyjnie odwzorowana mikrodynamika”.
Jeśli dodamy do tego „wyjątkowo sugestywne ukazywanie najsubtelniejszych zmian barwy dźwięku oraz niezwykle angażujące niskie częstotliwości”, otrzymamy opis, który znakomicie podsumowuje moje wrażenia z odsłuchów przewodów Omega-X.
Podsumowanie
W swoich recenzjach często zastanawiam się, do jakiej grupy odbiorców skierowane są opisywane przeze mnie produkty. W przypadku Omega-X takie rozważania są jednak zbędne, ponieważ odpowiedź jest oczywista. To przewody dla osób budujących bezkompromisowy system audio na najwyższym możliwym poziomie, dysponujących przy tym środkami finansowymi pozwalającymi zrealizować ten cel bez ograniczeń. Same pieniądze nigdy jednak nie były gwarancją uniknięcia błędów przy komponowaniu systemu audio. Dobór urządzeń pozostaje również kwestią indywidualnych preferencji, a zakup określonych źródeł, elektroniki, zestawów głośnikowych i przewodów wcale nie gwarantuje, że powstanie z nich system o rzeczywiście wybitnym brzmieniu.
Nie trzeba więc nikogo przekonywać, jak ważne jest dokonywanie przemyślanych wyborów. Potencjalny nabywca Omega-X będzie miał szczególne oczekiwania i wymagania, zwłaszcza w kwestii zachowania integralności sygnału muzycznego oraz bezwzględnego eliminowania wszelkich zakłóceń mogących go zniekształcać. W tym kontekście natychmiast przychodzą mi na myśl dwie marki kierujące się podobną filozofią: CH Precision i Wilson Audio. Obie koncentrują się nie tylko na ograniczaniu szumów i zakłóceń w swoich produktach, lecz na ich możliwie całkowitym wyeliminowaniu. Mam doświadczenie ze sprzętem obu producentów i choć podczas testów Omega-X nie korzystałem z ich urządzeń, bardzo żałuję, że nie miałem takiej możliwości. Podejrzewam, że uzyskane brzmienie byłoby czymś naprawdę wyjątkowym – jednym z najbardziej pamiętnych doświadczeń w mojej niemal trzydziestoletniej karierze recenzenta sprzętu audio.
Tak silne wrażenie wywarły na mnie interkonekty i przewody głośnikowe Omega-X. Podczas całego procesu recenzowania nie ograniczałem się do biernego słuchania i analizowania dźwięku. Muzyka wciągała mnie bez reszty, skłaniając do pełnego zaangażowania w każdy odsłuch. Przewody te zapewniały bowiem brzmienie, wobec którego trudno pozostać jedynie zdystansowanym obserwatorem.
W serii Omega-X Shunyata przeniosła znaczną część technologii stosowanych w swoich najlepszych produktach zasilających do konstrukcji przewodów sygnałowych. To prawdziwy punkt odniesienia i zarazem rozwiązanie docelowe dla słuchaczy, których systemy wymagają absolutnego maksimum realizmu brzmieniowego. Omega-X stanowi również najpełniejszy wyraz obecnej filozofii projektowej Caelina Gabriela i ukoronowanie jego dotychczasowych osiągnięć w dziedzinie przewodów audio.