Recenzja hybrydowego wzmacniacza mocy Prima Luna EVO 300 Hybrid Power Amplifier w The Ear

Autor i źródło recenzji: Chris Kelly, The Ear, maj 2026 r.
Oryginał można przeczytać TUTAJ.
W trosce o pełną przejrzystość powinienem na wstępie zaznaczyć, że mój referencyjny wzmacniacz pochodzi z tej samej rodziny konstrukcyjnej co bohater tej recenzji. Od kilku lat użytkuję zintegrowany wzmacniacz Evo 300 Hybrid, który przez cały ten czas działa bez najmniejszych problemów — niezależnie od tego, z jakimi źródłami, kablami czy kolumnami go zestawiałem. To prawdziwy kolos, ważący 31 kg, co sprawia, że każdorazowe ustawianie go w stoliku audio lub wyjmowanie z systemu jest dość kłopotliwe.
Pozostałem przy tym wzmacniaczu, ponieważ jestem autentycznie zauroczony sposobem, w jaki prezentuje muzykę poprzez moje kolumny. Do tej pory żaden testowany przeze mnie wzmacniacz nie wywołał u mnie typowej dla recenzenta pokusy wymiany sprzętu na „coś lepszego”. Gdy zaproponowano mi recenzję końcówki mocy Evo 300 Hybrid, podszedłem do tego ze spokojem, zakładając, że ewentualne różnice okażą się niewielkie — a więc nie zagrożą dotychczasowemu status quo.
Oczywiście końcówka mocy wymaga odpowiedniego przedwzmacniacza, dlatego poprosiłem firmę Absolute Sounds, brytyjskiego dystrybutora marki PrimaLuna, o przesłanie właściwego partnera dla Evo 300 Hybrid. Ich wybór padł na w pełni lampowy przedwzmacniacz Evo 300, co wydawało się całkowicie logiczne.
Po opróżnieniu stolika audio, aby zrobić miejsce dla tych dwóch masywnych urządzeń, musiałem złożyć cały system na nowo — tym razem z jedną półką mniej niż zwykle. Oznaczało to konieczność pożegnania się na czas testu z odtwarzaczem Yamaha CD-S3000. W systemie pozostał gramofon Vertere DG X ustawiony na górnej półce oraz dwuczęściowy przedwzmacniacz gramofonowy Gold Note PH10/PSU, który stał się jedynym źródłem sygnału podczas recenzji. Nie było to jednak żadne poświęcenie — winyl i tak cenię bardziej niż pozostałe formaty, a kolejne tygodnie okazały się doskonałą okazją, by zanurzyć się w mojej kolekcji płyt głębiej niż zazwyczaj.
Evo 300 Hybrid wyposażono w przełącznik umożliwiający pracę zarówno w trybie stereofonicznym, jak i w konfiguracji mostkowanej mono. W trybie stereo wzmacniacz oferuje moc 100 W przy obciążeniu 8 Ω, natomiast po zmostkowaniu potrafi dostarczyć aż 220 W na kanał. Trudno mi wyobrazić sobie kolumny, z którymi nie stworzyłby znakomitego zestawienia.
Przez większą część testu korzystałem z monitorów Harbeth Compact 7 ES XD ustawionych na podstawkach, choć na pewien czas do systemu trafiły również odświeżone Harbeth P3ESR XD. Do połączenia kolumn używałem kabli głośnikowych Tellurium Q Ultra Silver II, a pod koniec okresu testowego także modelu Silver III tej samej firmy, niedawno recenzowanego na łamach „The Ear”. Sygnał z przedwzmacniacza gramofonowego PH10 do przedwzmacniacza liniowego przesyłał interkonekt RCA Vertere Red Line, natomiast połączenie pomiędzy przedwzmacniaczem a końcówką mocy powierzono kablom Tellurium Q Silver III.
Gdy już nadwyrężyłem swoje leciwe mięśnie i przygotowałem cały system do pracy, włączyłem zasilanie, a moim oczom ukazał się — przynajmniej dla mnie — wspaniały widok aż czternastu lamp żarzących się po drugiej stronie pokoju. Podszedłem do gramofonu DG X, aby opuścić igłę na pierwszy krążek, myśląc przy tym, że uczciwie byłoby dać urządzeniom PrimaLuny dzień lub dwa na wygrzanie przed rozpoczęciem krytycznych odsłuchów. Jak to jednak bywa z najlepiej ułożonymi planami…
Odsłuch PrimaLuny Evo 300 Hybrid
Jestem fanem Boba Segera od końca lat 70. i większość jego albumów mam na winylu, jednak na rozgrzewkę wybrałem kompilację Greatest Hits z 2017 roku. Pierwszym utworem na stronie A jest Roll Me Away — klasyczna mieszanka wszystkich charakterystycznych składników stylu Segera: mocnej melodii, narracyjnych tekstów i napędzającego rytmu. Już po kilku taktach sięgnąłem po masywny, metalowy pilot PrimaLuny, aby podkręcić głośność w przedwzmacniaczu Evo 300. Wszelkie myśli o spokojnym okresie wygrzewania urządzeń zniknęły błyskawicznie.
Potem przyszła pora na Night Moves. Utwór obchodzi w tym roku pięćdziesięciolecie, a mimo to brzmi dziś równie wspaniale, jak wtedy, gdy słuchałem go w 1977 roku w Los Angeles na falach radia FM. „Waiting on the thunder” — i rzeczywiście, pełen emocji wokal Segera miał wręcz elektryzującą siłę oddziaływania.
Połączenie lampowego przedwzmacniacza z hybrydową końcówką mocy, wsparte otwartym i uczciwym brzmieniem Harbethów, które delikatnie skłania się ku cieplejszej stronie neutralności, okazało się dla tych nagrań zestawieniem wyjątkowo trafionym.
Zanim dotarłem do czwartej strony podwójnego albumu Segera, zdążyłem już zauważyć, że brzmienie jeszcze bardziej się otworzyło — choć od samego początku trudno było mieć do niego jakiekolwiek zastrzeżenia. Mój zintegrowany Evo 300 Hybrid oferuje wyjątkowo płynną, nasyconą prezentację muzyki i recenzowana końcówka mocy zachowała ten sam charakter brzmieniowy. Jednocześnie scena dźwiękowa wyraźnie urosła w każdym wymiarze, zyskując więcej trójwymiarowości oraz jeszcze bardziej stabilne i namacalne pozycjonowanie muzyków w przestrzeni.
Bas był szybki, konturowy i świetnie różnicowany, ale nigdy nie dominował przekazu. W gruncie rzeczy całe brzmienie jest niezwykle „primalunowe” — a większego komplementu nie potrafię temu urządzeniu wystawić. To sposób prezentacji, który bardzo szybko uzależnia i sprawia, że człowiek potrafi siedzieć i słuchać muzyki godzinami. A zapewniam, że wcale nie zdarza się to tak często.
Po Bobie Segerze przyszedł czas na jednego z bohaterów brytyjskiej fali rockowej lat 60. — Raya Daviesa, który wraz z bratem Dave’em, Pete’em Quaife’em i Mickiem Avorym założył na początku tej dekady grupę The Kinks. W 2023 roku wytwórnia BMG wydała dwa zestawy nagrań zespołu, wybranych przez żyjących członków grupy i wspólnie zatytułowanych The Journey. Bard z Muswell Hill wraz ze swoimi kompanami stworzył jedne z najwspanialszych utworów tamtej epoki.
Pewnego poranka bez reszty pochłonęły mnie wszystkie cztery strony pierwszej części The Journey. Lubicie piosenki opowiadające historie? Waterloo Sunset to absolutne arcydzieło tego gatunku, a przez system oparty na PrimaLunie Evo 300 Hybrid zabrzmiało równie świeżo jak wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszałem ten utwór jako zakochany w muzyce nastolatek. Singiel ukazał się 5 maja 1967 roku i mimo upływu niemal sześciu dekad wciąż potrafi wywołać ciarki na rękach.
Na koniec jeszcze jeden album, zanim ten tekst całkowicie zamieni się w playlistę rekomendacji. Congo Funk! to kolejna składanka zdecydowanie warta uwagi. Wydana przez wytwórnię Analog Africa, nosi podtytuł Sound Madness From The Shores Of The Mighty Congo River — i trudno o trafniejsze określenie. Pędząca sekcja perkusyjna, blacha, gitary, pulsujący bas i wokale porywają słuchacza w szalony rejs nurtem potężnej rzeki Kongo. To muzyka absolutnie nieodparta, a system oparty na PrimaLunie Evo 300 Hybrid podaje ją w sposób wręcz znakomity. Czysta radość słuchania.
Później wędrowałem już bez żadnych ograniczeń po zakamarkach swojej kolekcji płyt, a duet PrimaLuna Evo 300 prezentował każdy repertuar z wyjątkowym spokojem, kulturą brzmienia i wręcz niedoścignioną muzykalnością. Od elektrycznego bluesa po solową gitarę klasyczną, od jazzu po kobiece wokale — z tym systemem przeżyłem prawdziwie wykwintną ucztę muzyczną. Był to jeden z najbardziej angażujących i satysfakcjonujących muzycznie zestawów, jakie przez lata gościły w moim pokoju odsłuchowym.
Podsumowanie
Jak wspomniałem na początku tej recenzji, jeszcze przed pojawieniem się u mnie przedwzmacniacza Evo 300 i końcówki mocy Evo 300 Hybrid bardzo dobrze znałem już urządzenia PrimaLuny. Ponieważ sekcja wzmacniacza mocy w moim wzmacniaczu zintegrowanym — przynajmniej sądząc po specyfikacji — jest praktycznie tożsama z zastosowaną w tej samodzielnej końcówce mocy, wyraźną poprawę jakości dźwięku należy przypisać rozdzieleniu sekcji przedwzmacniacza i końcówki mocy oraz, w tym konkretnym przypadku, po prostu znakomitej implementacji lampowej hybrydowej końcówki Evo 300 Hybrid.
Bywają sytuacje, gdy koniec testu sprzętu przyjmuję bez większego żalu, jednak w przypadku tych dwóch potężnych urządzeń naprawdę trudno było mi się z nimi rozstać. Oferowały wszystko to, co najbardziej cenię w moim zintegrowanym Evo 300 Hybrid, a jednocześnie dodawały co najmniej kolejne dwadzieścia procent jakości praktycznie w każdym aspekcie brzmienia.
Z praktycznego punktu widzenia nie dysponuję miejscem, które pozwoliłoby pomieścić dzielony zestaw w moim pojedynczym stoliku audio — nawet gdybym mógł sobie pozwolić na jego zakup. Gdyby jednak ograniczenia przestrzenne i budżetowe nie miały znaczenia, zamówienie byłoby już złożone, ponieważ są to urządzenia potrafiące tworzyć muzykę w sposób absolutnie wyjątkowy.
Zalety
- Bogate, muzykalne i niezwykle angażujące brzmienie o dużym ładunku emocjonalnym
- Rozległa, trójwymiarowa scena dźwiękowa z precyzyjną lokalizacją źródeł pozornych
- Szybki, konturowy i świetnie kontrolowany bas
- Doskonała synergia z lampowym przedwzmacniaczem, zapewniająca ciepło brzmienia bez utraty detaliczności
- Wysoka moc i uniwersalność zastosowań (tryb stereo lub mostkowany mono)
- Niezmiennie satysfakcjonujące brzmienie niezależnie od gatunku muzycznego
- Wyraźny wzrost jakości dźwięku względem wersji zintegrowanej
Wady
- Bardzo duże gabaryty i masa, utrudniające ustawienie oraz codzienną obsługę
- Wymaga zastosowania osobnego przedwzmacniacza, co zwiększa zarówno koszty, jak i zapotrzebowanie na miejsce
- Lampowa konstrukcja generuje spore ilości ciepła
- Wysoka cena sprawia, że jest to sprzęt dla naprawdę zdecydowanych audiofilów
- Niezbyt praktyczne rozwiązanie do mniejszych systemów i stolików audio