Audio 06/2008

Audio Research

W okowach amerykańskiego HI-ENDU cz. II.

Adam Mokrzycki


Fabryka Audio Research mieści się w eleganckim i nowoczesnym budynku.
Terry Dorn trzyma wzmacniacz ARC z początku lat 70., dostarczony na przegląd.
Wszystkie płytki są uzbrajane i lutowane ręcznie.
Większe wzmacniacze składane są na specjalnych podnośnikach do silników samochodowych.
Lampy są mierzone dwukrotnie – przed i po wygrzaniu.
ARC utrzymuje w ciągłej sprzedaży front i top panele do wszystkich modeli urządzeń, jakie kiedykolwiek opuściły mury fabryki.
Główny pokój odsłuchowy ARC ma staranna adaptację akustyczną. Podczas odsłuchów wykorzystywane są kolumny Wilson Audio Maxx II
Złożony moduł zasilający z referencyjnych monobloków 610T.
Gotowe płytki oczekują na montaż.
W magazynie części zamiennych stale przechowywanych jest ponad 4000 róż- nych elementów.
Regał z muzealnym sprzętem pomiarowym w pokoju serwisu to namacalny dowód blisko 40–letniej historii firmy
Wszystkie stosowane lampy poddawane są 48–godzinnemu wygrzewaniu.

Lampocentryzm

Niefortunnie dla przeciwników lamp, to one są ciągle najlepszym rozwiązaniem... Nie wierzę, żeby tranzystor mógł być równie dobry jak lampa. Myślę, że w starannym i przemyślanym projekcie lampa zawsze będzie górą. Tyle, że jego zawiłości mogą się wymknąć spod kontroli...

Ostatnio Rosjanie wprowadzili szereg wysokiej klasy lamp do zastosowań audio, zapewne w wyniku konwersji części potencjału militarnego na cele cywilne, a ich dokonania w technologii lampowej przewyższyły nasze. Są przekonani, że lampy są odporne na duże dawki promieniowania, niszczące półprzewodniki, więc projektują sprzęt do łączności, który będzie działał w czasie konfliktu nuklearnego... Pod każdym względem i niezależnie od przyczyny, nowe rosyjskie lampy są wspaniałe. (Bill Z. Johnson z wywiadu dla Roberta Harleya, Stereophile, 8/1994).

Przypadek Audio Research Corporation jest wyjątkowy. Nawet pod koniec lat 90., gdy w Stanach 80% sprzedaży obejmowało kino domowe, Audio Research robił swoje: żadnych odtwarzaczy DVD, żadnych procesorów dźwięku przestrzennego, cały czas stereo. Przede wszystkim lampowe. I szło świetnie. Szukając źródeł owego fenomenu wskazać trzeba osobowość Williama Z. Johnsona – założyciela i szefa Audio Research. Przygodę z audio Johnson zaczął tuż po powrocie z wojska. Pracował wtedy w firmie muzycznej. W 1949 jeden z zaprzyjaźnionych melomanów, narzekający na swój wzmacniacz właściciel Klipschhornów, zwrócił się z prośbą o zrobienie czegoś lepszego. Tym czymś był 3–częściowy, zbudowany wyłącznie na triodach wzmacniacz z oddzielnym, elektronicznie regulowanym zasilaczem. Musiał być niezły, bo znajomy go zatrzymał – wspomina Johnson – żałuję, że nie mam go w swoich zbiorach. W 1951 ruszyła spółka Electronic Industries, zajmująca się nie tylko budową wzmacniaczy, ale też szeroką gamą usług serwisowych. Nie szło najlepiej, bo w 1968 Johnson firmę odsprzedał, zatrudniając się u nabywcy, ale ten również splajtował. Wtedy Bill zakłada firmę Audio Research. Jedyne, co umiałem, to robienie wzmacniaczy. To było szaleństwo, zaczynać znowu na pożyczonych pieniądzach. Ale tym razem się udało. U progu 8. dekady zeszłego stulecia w elektronice powszechnego użytku triumfy święcił tranzystor, więc urządzenia lampowe stanowiły swego rodzaju kuriozum. Owszem, wzmacniacze gitarowe nadal były lampowe, ale Audio Research była jedną z najważniejszych firm, które reanimowa ły tę technikę na użytek domowy. Bill wspomina, jak podczas wystawy w Waszyngtonie w 1970 podszedł do niego pewien inżynier i wzburzony zarzucał na serio Johnsonowi, iż „cofa przemysł audio o 20 lat”. Jednakże Audio Research wcale nie brało ślubu z lampą, tyle że próby użycia ówczesnych półprzewodników nie zadowalały konstruktorów AR. Z biegiem czasu jakość tych elementów wyraźnie się poprawiła i z końcem lat 70. Bill zrobił kilka udanych projektów na tranzystorach bipolarnych i FET–ach. Sam uważa nawet, że obecne wzmacniacze tranzystorowe Audio Research są lepsze niż wcześniejsze modele lampowe, jednak lampa wciąż pozostaje jego ulubiona technologią. Jednocześnie tłumaczy, iż próby wprowadzenia na rynek urządzeń w pełni tranzystorowych nie powiodły się, bo chociaż sprzedaż tych modeli zwyżkowała, spotkały się one z rezerwą ze strony prasy branżowej przywykłej do kojarzenia marki AR z produktem lampowym. W 1985 zaprezentowano hybrydowy model SP–11, przychylnie przyjęty przez rynek. W ten sposób w ofercie firmy znalazły się – i do dziś znajdują – wszystkie trzy rozwiązania. Imponujący dorobek Audio Research obejmuje ponad 60 wzmacniaczy, w tym 14 monobloków, niemal 40 przedwzmacniaczy, 10 preampów gramofonowych, 4 odtwarzacze CD, 4 konwertery C/A i jeden transport.

Siedziba firmy mieści się na zachodnich przedmieściach Minneapolis w stanie Minnesota, i zajmuje rozłożysty, parterowy budynek o powierzchni ponad 4500 m². Jego architektura niczym się nie wyróżnia, podobnie jak neutralnie urządzona recepcja: fotele, rośliny, nic nie wskazuje, że nieopodal za ścianą powstają audiofilskie urządzenia. Na spotkanie przybył Dave Gordon – szef sprzedaży na Amerykę, Warren Gehl – materiałoznawca, kontroler jakości i etatowe „złote ucho” oraz Terry Dorn – vice–prezes ds. marketingu i sprzedaży. Sam Bill Johnson przeszedł już kilka lat temu na zasłużoną emeryturę, obecnie sprawuje jedynie nadzór właścicielski ze swojego domu w słonecznej Kalifornii, a w samym Minneapolis bywa sporadycznie. I wbrew pozorom jest to dobra wiadomość dla wszystkich fanów ARC. Ze względu na bardzo podeszły wiek właściciela, wiele osób wyrażało obawę o to, jak będą wyglądać produkty z Minneapolis w erze po Billu Johnsonie, która kiedyś w sposób nieunikniony nadejdzie. Tymczasem okazuje się, że wszystkie produkty AR wprowadzone na przestrzeni ostatnich 10 lat, w tym cała seria Reference, stworzone zostały już przez kolejne pokolenie projektantów ARC.

Podobnie jak dzieje się to w przypadku większości producentów hi–end, AR nie buduje swoich produktów z gołych surowców, ale w znacznej mierze polega na poddostawcach. Firma stara się jednak utrzymywać bardzo ścisłe związki ze swoimi kooperantami, bowiem od jakości dostarczonych komponentów zależeć będzie finalne brzmienie produktów. Rekordziści pracują dla ARC praktycznie „od zawsze”, bo od ponad 30 lat. – Firmy znają nas tak dobrze, że czasami, szczególnie w przypadku nowych produktów, wiedzą czego chcemy lepiej niż my sami – żartuje Terry Dorn. Od poddostawców pochodzą obudowy, wytrawione płytki drukowane, transformatory wyjściowe i cała masa innych części elektronicznych. Produkcja zaczyna się od uzbrojenia płytek drukowanych. Wszystkie części lutowane są ręcznie, pokrywane cyną ścieżki są bardzo szerokie, a każda wiązka okablowania w geometrii Litza – oddzielnie izolowana. Wypełnione elementami płytki są testowane, a następnie przesyłane do działu montażu. Ciekawostką zaobserwowaną w tej części zakładu, są specjalne wózki służące do transportu i uzbrajania całego chassis – takie same jakie wykorzystuje się w warsztatach motoryzacyjnych do uzbrajania silnika. Rozwiązanie takie niezwykle ułatwia pracę nad urządzeniami, których masa dochodzi do kilkudziesięciu kilogramów, pozwala bowiem na łatwe przesuwanie i obracanie o 360 stopni montowanego wzmacniacza.

Gotowe wzmacniacze wyposażane są w specjalnie selekcjonowane lampy. ARC stosuje w większości swoich produktów rosyjskie podwójne triody sygnałowe 6H30 i pentody mocy 6550. Pochodzą one ze zlokalizowanej w Petersburgu i cieszącej się wyśmienitą renomą fabryki SED. Na wstępie wszystkie lampy są mierzone, co pozwala odsiać sztuki, które umknęły kontroli jakości w rosyjskiej fabryce. Po wstępnych pomiarach, wszystkie lampy są wygrzewane przez okres 48 godzin, po czym ponownie mierzone. Okres kontrolowanego wygrzewania pozwala na odrzucenie kolejnej partii lamp, których ukryte wady ujawniają się dopiero we wstępnych godzinach użytkowania. Podejście takie daje gwarancję, że wszystkie lampy dostarczane z produktami ARC nie tylko spełniają wyśrubowane normy techniczne, ale też że nie ulegną awarii kilka czy kilkanaście godzin po włączeniu. Terry Dorn szacuje, że po dwóch etapach niezwykle rygorystycznych pomiarów i wygrzewaniu, do kosza wędruje aż 40% ze wszystkich fabrycznie nowych lamp. – Takie podejście wpływa na koszt lamp, w tym także koszt oferowanych przez nas lamp zamiennych – tłumaczy Terry Dorn. – Każda sprzedana przez nas lampa musi zawierać koszt pomiarów, jak również pokryć koszt lamp, które skończyły w koszu. Klient dostaje za to jednak gwarancję produktu absolutnie najwyższej jakości. Gwarancję, jakiej nie jest w stanie dać żaden internetowy dostawca, sprzedający lampy „jak leci”.

Przebadane i skompletowane ostatecznie egzemplarze trafiają ostatecznie w ręce Warrena Gehla. Jego zadaniem jest odsłuchanie każdego wyprodukowanego urządzenia! W zakładzie są dwa doskonale przygotowane pomieszczenia odsłuchowe, wyposażone w zestawy Wilson Audio. W większym stoją MAXX 2, w mniejszym – Watt/Puppy System 8. Przed pokojem, gdzie urzędował Gehl, czekało w kolejce chyba z tuzin przedwzmacniaczy i z siedem końcówek mocy. W ciągu dnia Gehl przesłuchuje ponad 20 urządzeń. Zasada jest taka, iż żadne nie idzie do działu ekspedycji bez aprobaty „Złotouchego”. To niewątpliwie stanowi wąskie gardło produkcji, ale firma, uznając odsłuch za bardzo ważne ogniwo procesu kontroli jakości, szczyci się żelazną konsekwencją w tym zakresie.

Co ciekawe, test odsłuchowy przechodzą nie tylko nowo wytworzone produkty, ale także wszystkie urządzenia opuszczające dział serwisu po naprawie. Dział serwisu jest zresztą oddzielną instytucją – bo tak to trzeba chyba nazwać – funkcjonującą na specjalnych zasadach. Wrażenie robi już sam magazyn do niego przylegający. Na kilkunastu wielkich regałach znajdują się części zapasowe do każdego urządzenia, jakie kiedykolwiek opuściło mury fabryki – począwszy od kondensatorów, przez lampy, potencjometry, a na front panelach skończywszy. AR posiada w ciągłej sprzedaży front i top panele do WSZYSTKICH swoich modeli. W przypadku gdy zapasy któregoś z paneli się kończą, firma na bieżąco je dorabia z pieczołowicie przechowywanych szablonów. Ceny nie są do tego zawrotne – na przykład front panel do 33 letniego wzmacniacza mocy D–150 kosztuje raptem $200. Z tego co mi wiadomo, AR jest pod tym względem zupełnie unikalne na skalę światową – większość producentów kończy sprzedaż elementów obudowy równolegle z zakończeniem produkcji danego modelu, a o zdobyciu nowego frontu do kilkuletniego modelu można tylko pomarzyć.

Na przekór, czy bez względu na zmieniające się na rynku trendy i mody, produkty AR są całkowicie odporne na upływ czasu, także pod względem estetyki. Od momentu wprowadzenia w 1976 r. przedwzmacniacza SP4 z wpuszczanymi w panel gałkami, hebelkowymi przełącznikami i masywnymi uchwytami po bokach, w tym designie właściwie niewiele do dziś się zmieniło. Najwyraźniej tam, gdzie jakość jest rzeczywistą przyczyną i podstawą działania, szata wzornicza ma drugorzędne znaczenie – także dla kupujących. Trudno też nie zauważyć podobieństw do innych wizytowanych firm. Istnieją podobieństwa w założeniu, by robić rzeczy najlepsze, masywne i nadmiarowe, podobieństwa w skali działalności i sprzedaży, wreszcie podobieństwa w skutkach – wszystkie te firmy pokazują, że high– end może być niezwykle intratnym zajęciem.

na górę
© 2003-2014 FAST Łódź. Wszystkie użyte znaki towarowe są zastrzeżone i należą do ich prawnych właścicieli.
powrót na stronę główną na górę
 
PREVIOUS
(left arrow key)
NEXT
(right arrow key)
CLOSE (Esc)